piątek, 10 stycznia 2014

Puthujjanahi ummuttaka

 


"Zatem rzeczy powstają po pierwsze nie same z siebie, ponieważ ich powstawanie byłoby wtedy bezcelowe i ponieważ popadłoby się w nieskończony ciąg powstawania. Nie istnieje mianowicie żaden dowód, żeby rzeczy, które już same z siebie są obecne, powstawały na nowo. Ale gdyby coś już obecnego mimo to powstawało, to niemożliwe byłoby, żeby nigdy nie powstało. A to by było niepożądane. Przeto rzeczy nie powstają po pierwsze z siebie. Ale nie powstają również z czegoś innego. Dlaczego? Ponieważ z założenia tego wynikałoby, że wszystko może powstać ze wszystkiego. Nie powstają dalej ani z siebie, ani z innego zarazem, ponieważ wystąpiłyby wtedy oba [powyższe] błędy. I nie powstają wreszcie także bez przyczyny, ponieważ z tego by wynikało, że wszystko zawsze może powstawać ze wszystkiego, i ponieważ wystąpiłby ten błąd, że wszystkie trudy byłyby bezcelowe. Ponieważ więc powstawanie rzeczy nie jest możliwe w żaden sposób, [rzeczy] nie powstają. I przeto gdy się o ich powstawaniu mówi, jest to jedynie pewien sposób wysławiania się" - Buddhapalita (470-540)



Jestem przekonany o tym, że świat jest szalony. Pragnąłbym wyrazić tę myśl w taki sposób, by oczyścić ją ze wszelkiej samoprywaty, jakiegoś własnego żalu, chęci postawienia się poza nawiasem, czy gestu wypięcia dupy. Jak jednak ukazać swoje intencje, swój stan umysłu w samym tekście; jak intencje przeświecają przez te słowa, te zdania? „Ten świat jest szalony” to zdanie mnie uspokaja. Potrzebuję bowiem wyjaśnienia, którego udzielę rozumowo sam sobie. Wielu ludzi wyraża dezaprobatę rozumowym tłumaczeniem sobie świata i właśnie tym wyrażeniem uskuteczniając tę praktykę; rozumowego tłumaczenia sobie świata. Rozum, racjonalność i język nie są wrogami nikogo, są jedynie narzędziami użytymi w niewłaściwy sposób, nie są także narzędziami absolutnymi, fundamentalnymi dla życia. Piszę to by podkreślić, że słowne wyjaśnienia są potrzebne, nie wypieram się rozumu, dbając o jego użycie w sposób krytyczny, refleksyjny i świadomy ograniczeń. ...dlatego też: ten świat jest szalony. Ten świat jest szalony. Pragnę wyjść poza gry światopoglądowe, pisząc te słowa, nie inicjować relatywistycznych dyskusji. Istotne życiowo sprawy zostają rozmienione na drobne przez retoryczne roztrząsania. Co to znaczy „świat”, co to znaczy „jest”, co to znaczy „szalony”? Sformułowanie tego zdania i oparcie się na nim odsuwa inne wyjaśnienia, takie jak te, które szukają w człowieku pierwotnego zła, szukają winnych ludzi, systemów. W ogóle nie chodzi w tym momencie o tę metafizyczną przyczynę. Chodzi o ostre uchwycenie przejawów i ich zakorzenienia. Już w ludzkiej mimice twarzy, sposobie wysławiania się, obiektach pożądania i strachu, wszędzie tu kryje się to szaleństwo.Wsłuchuję się w historie ludzi i nie mam pojęcia, co odpowiedzieć. Ludzie cierpią. Wszystkie wypowiedzi są niepełne, kierunkują uwagę w stronę jakiegoś przejawu, jednocześnie często same warunkując inny rodzaj cierpienia. Wypowiedzi są niepełne z samej istoty języka, ale to odzwierciedla też sposób myślenia, który ujmuje cały przeżywany świat na pewne sposoby, interpretuje go i wykształca sposoby działania, rozwiązywania problemów. Oprócz wypowiedzi, ważny jest aspekt ludzkiej uwagi, który przejawia się w gestach i doborze słów, w reakcjach emocjonalnych, zmianach wątku ujawniającym sekwencje skojarzeniowe...co ta całość ludzkiej psychiki komunikuje? Zawsze coś komunikuje. Komunikuje także szaleństwo. Komunikuje fakt, że pogubiliśmy się w tym, co mówimy i myślimy, i zawzięcie ignorujemy to zagubienie.

Myślę, że ogromnie ważne w opisie tej szalonej komunikacji jest tzw. odgrywanie racjonalności. Racjonalność, rozumiana po swojemu przez każdego, jest pewną praktyką językową, czy jak kto woli, dyskursywną. Jest sposobem mówienia o sobie i swoim życiu, zawiera zasady, które przyjmuje się jako właściwe, do których należy dążyć. Racjonalność, czy wzniosły Racjonalizm w praktykach społecznych jawią się jako pewne udawanie, charakteryzowanie wypowiedzi, działania, nieustanne próby racjonalistycznego >>domknięcia<< wypowiedzi tak, aby ukazać ją jako „logiczną”, „zdroworozsądkową”, „racjonalną”. Moja mama pyta mnie, pod koniec sążnistej wypowiedzi, usianej dygresjami: czyż to nie jest logiczne? Co wtedy odpowiedzieć?

Odgrywając bycie racjonalnymi przeoczamy tak istotne jakości naszego życia jak koncentracja, siła woli, świadomość swojej kondycji i sytuacji. Racjonalność osnuwa wszystko woalem wytłumaczeń; >>racjonalizacje<<; niezależnie od doboru terminów: religijnych, naukowych, magicznych, duchowych, new-ageowych, wulgarnych, zawsze mają charakter wytwarzania wytłumaczeń, które - z uwagi na samą istotę racjonalizmu, rozumu, dwuwartościowej logiki! - nie są w stanie oddać złożoności świata społecznego i złożoności ludzkiej psychiki! Tak, te słowa i zdania niczego nie tłumaczą, one tylko odsyłają rekurencyjnie do języka! Trzeba pomylić język z rzeczywistością by widzieć w tym pierwszym moc tłumaczenia życia, szczególnie własnego życia psychicznego. Nie da się w kreowanych na spójne i logiczne zdaniach wyrazić tak wielu pięknych rzeczy, tak ogromnej części rzeczywistości i życia nie da się wyjaśnić stosując logikę albo-albo! Nawet przyczyn nieadekwatności racjonalizmu do złożoności życia nie da się wyrazić tym narzędziem! Ubolewam teraz nad tym, z czego muszę korzystać w tej właśnie chwili.

Świat jest szalony! I co, jaki jest nie-szalony? A co robić, żeby szalony nie był? A może to dobrze, że jest? Och, to tylko „Twoje zdanie”. Nie, świat jest doskonale normalny, to ludzie są szaleni, i tak dalej, tak dalej, zagłębiamy się w jałowe dywagacje, pogrążamy w tej grze językowej. Socjologia, z której dyskursami często mam styczność, posiada dosyć charakterystyczne rozumowanie, które operuje grupami ludzkimi. Podobnie wypowiadamy się na co dzień, mamy tendencję do mówienia o „ludzkości”, „Polakach”, „kobietach”, „uczniach”, „studentach”, etc. Te heurystyczne uogólnienia odsuwają jednostkę na dalszy plan, obracając anonimowymi zbiorami. A przecież każdy Ziemianin, Polak, kobieta, uczeń czy student to człowiek, w którym znajduje się zminiaturyzowany wszechświat, a już na pewno zminiaturyzowane społeczeństwo. Polecam tu teorię holarchii, holonów Artura Koestlera, który proponuje w tej teorii operat „holonu”, czyli całości zawierającej mniejsze całości, które charakteryzuje na rzecz większej całości to, że ta druga je zawiera i obejmuje. W rzeczywistości społeczeństwo i człowiek rządzi się tymi samymi prawami, i trzeba się naprawdę odurzyć relatywizmem i kulturalizmem (stawiającym kulturę człowieka jakoś ponad naturą, w bańce mającej własne reguły), żeby nie zauważyć tej wspólnoty praw. W porządku, kultura czy rozumowania mają własne zasady, zasady logiki dwuwartościowej, ale właśnie te zasady się społecznie odgrywa, ew. obraca się nimi w logice, matematyce i pozytywistycznym wywodzie naukowym. Niemniej przepływy myśli, zjawiska społeczne w rodzaju trendów czy tendencji - te dwa poziomy się od siebie nie różnią inaczej, jak tylko skalą. Napisałem o tym, by zwrócić uwagę - oprócz wspólnoty zasad, którym podlegamy, a które, moim zdaniem, najlepiej oddaje Daodejing - że sześć miliardów ludzi to ogromna liczba, którą powinniśmy głęboko i uderzająco odczuć zastanawiając się nad szaleństwem świata. A to jeszcze nic, biorąc pod uwagę historię. Ile dusz ludzkich przeżyło życie w syfie i krzywdzie, w głupocie i nieszczęściu?

Ty, czytelniku, jesteś ogniwem łańcucha, który rozwija się na tysiąc kierunków, na poziomie kulturowym jesteś ogniwem hiperłańcucha, który jest tak złożony, że żadna wizualizacja wytworzona przez obecną technologię nie jest w stanie tej złożoności uchwycić. Sześć miliardów ludzi i każdy ze swoją rzeczywistością psychiczną, ze swoim mózgiem zdolnym do najcudowniejszych rzeczy ze wszystkich znanych bytów tego świata. Poczuj, ilu ludzi cierpi, kocha, pragnie, rozpacza i gubi się każdej minuty; jak miażdżącą kakofonię utworzyłyby wszystkie umysły udźwięcznione i odtworzone unisono w jednej minucie (nie dziwota, że Dalai lama bierze Prozac;)). Indywidualizm zamknął człowieka w iluzorycznej, chorej bańce, która oddziela go od tej ogromnej wielości, która - np. dzięki prawu karmana/karmy w krajach Azjatyckich aktualizuje się właśnie >>wewnątrz<< jednostki, która jawi się jako korowód wcieleń, niby to swoim własnym, a przecież nie należącym bynajmniej do obecnego rezultatu tego korowodu - obecnego wcielenia. Oczywiście, zarówno bańka indywidualisty jak i korowód wcieleń to sposoby postrzegania swojego życia; nie tykam tu zagadnienia prawdziwości, przedstawiam tylko sposoby patrzenia na siebie. Szaleństwo jest rzeczywistością miliardów ludzi, a ja nie potrafię sobie wyobrazić rzeczywistości psychicznej innego człowieka, a wręcz nie ogarniam mojej własnej rzeczywistości wewnętrznej. Jeżeli któregoś dnia nauka udowodni, że na poziomie ultra-mikro ciała nie stanowią żadnej granicy, i rzeczywistości psychiczne ludzi tak naprawdę tworzą ogromną, pulsującą sieć, to mit indywidualisty raz na zawsze odejdzie do lamusa. Być może wraz z tym mitem odejdzie przeświadczenie o ciemnej skrytce ukrytej głęboko w Tobie, o której nikt się nawet nie domyśla. Bóg umarł w sumieniach, nie ma więc wszechwidzącego oka, człek uwierzył zatem, że posiada strefę tylko dla siebie, i tam może knuć najgorsze intrygi i snuć brudne fantazje, w głupocie swej wierząc, że nikt go tam nie dosięgnie. Tam właśnie rodzą się choroby, które stopniowo opanowują ciało i przez nie wyciekają przez twarz, gardło i ręce, i oddziałują na innych ludzi.

Dzisiaj dowiedziałem się, że bardzo wielu ludzi ogląda „The Warsaw Shore” i potem spędza godziny tworząc memy z postaci tego reality show po czym dyskutując emocjonalnie o samym programie. Są to często ludzie poniżej 15stego roku życia. Przysłuchuje się rozmowom ludzi, tak często przypominającym składanie nieforemnego papierowego origami, które się potem zderza ze sobą, dziwując się temu, że obie figury do siebie nie pasują. Wpatruję się w siebie i dostrzegam uwolnione pokłady gniewu, irytacji, których przyczyną jest jakaś błacha uwaga postronnej osoby, czy nawet jej spojrzenie - nie mam pojęcia jakie są przyczyny tej akcji-reakcji, niezależnie od smętno-ironicznej konstatacji, jakim bzdurom emocjonalnie ulegam. Czy to też nie jest świat? To również jest świat, a nie inkubator mojej psychiki. Świadoma wiedza tożsama z kontrolą, oswojeniem, która jest naszym udziałem, jakże niedaleko sięga ona świata zewnętrznego i świata >>wewnętrznego<<, świata naszego ciała, i naszego umysłu! To tak blady i krótki horyzont, który ujawnia, jakiej przeogromnej fabrykacji dokonujemy wspierając się na protezach Tak i Nie, na „pajączku” potocznie pojmowanej logiki, wózku inwalidzkim zwanym „racjonalizmem”, które to w dodatku, logika i racjonalizm, stanowią jedynie cienie tego, co znaczą te pojęcia; ogromnie rozbudowanej i skomplikowanej metody myślenia oraz bogatej tradycji filozoficznej.  Ludzie nie rozumieją siebie samych, nie rozumieją innych - fabrykują tylko obrazy, wyobrażenia, które w sekrecie przed samymi sobą podstawiają pod siebie, przyjaciela, dziewczynę, Boga...a potem stresują się i boją, gdy te Wyobrażenia utrwalone w nawykach i wryte w neurony rozlepiają się i upadają pod naporem rzeczywistości, naturalnie różnorodnej, płynnej...ludzie są tak naprawdę ślepi, z czego słowo „ślepota” nie dotyczy tutaj zmysłu wzroku. Ludzie są „ślepi” umysłowo, czy też sercem, brak im Poznania, to znaczy zrozumienia, które przekracza intelekt czy wiedzę. Oczywiście powstaje sugestia wglądu, Widzenia, które byłoby odwróceniem tego stanu ślepoty, stanu szaleństwa. Huśtawka dwuwartościowości przechyla się na drugą stronę, ze strony zły-szalony-ślepy, na..... i co? I natrafia na pustkę, na brak wiedzy! Na uczciwy brak, na świadomość własnej ignorancji! Między innymi dlatego, że potrzebujemy języka do tego, by opisać prawdziwą alternatywę; co zresztą nieustannie i bezskutecznie czynimy, jednak ów język, jako fundamentalny, konstytutywny dla Szaleństwa czynnik NIE MOŻE być drogą ni wskazaniem wybawienia od tego szaleństwa. Człowiek tylko pogrąża się w mentalnej pętli, pytając; dlaczego? I próbując wyrozumować sobie rozwiązanie.

W obrębie tego układu nie ma odpowiedzi! Świat jest szalony właśnie dlatego, że jest w tym układzie. I pozytywne aspekty owego układu mogą być tylko pocieszeniem, jeżeli chociaż przez chwilę założysz, że istnieje coś doskonale odmiennego, różnego. Jeżeli chociaż ślepo to założysz, i pojmiesz, że nie rozumiesz co to by mogło (to coś doskonale odmiennego od wszystkiego, co znasz) być to uświadomisz sobie, co właśnie robisz i gdzie się znajdujesz. Czy nie jest to jakby przebudzenie się z drzemki? Siedzisz teraz, i czytasz ten nudny tekst, zapewne parę razy odczuwając pokusę porobienia czegoś innego, i jednocześnie nie masz poznania tego, kim naprawdę jesteś i co tutaj robisz; i nie są to pytania filozoficzne, ale pytania bliższe Twojego „prawdziwego, rzeczywistego” życia niż Twoja własna aorta. Zapytaj o to,kim jesteś i poszukaj gdzieś odpowiedzi; zobaczysz zmysłowe obiekty takie jak przedmioty, dźwięki, bodźce dotykowe....w umyśle odnajdziesz różne myśli i wspomnienia, ale jak to się ma do odpowiedzi na to pytanie? Jesteś jak człowiek, któremu zbito lustro, albo który spogląda tylko w różne lustra i nie może ujrzeć siebie całego, czy nadal masz wiarę w to, że wymyślając jakiegoś „siebie” odkrywasz tutaj sedno swojej własnej istoty?

Nie chce się zajmować tymi pytaniami, chcę tylko powtórzyć po raz kolejny, że ten świat jest pełen szaleństwa, które przenika jego miażdżącą różnorodność, przenika życie każdego z sześciu miliardów ludzi. Istnieje jasne postrzeżenie nieustannej niewygody, dyskomfortu i poczucia absurdu, które pojawi się gdy tylko wytkniesz głowę poza rojowisko myśli aspirujących do bycia „racjonalnymi”,gdy wymkniesz się z gonitwy jednego dialogu wewnętrznego z drugim, wreszcie gdy odwrócisz słuch od nieustającego ludzkiego gadania, przekrzykiwania się, ZAPEWNIANIA, TŁUMACZENIA, RACJONALIZOWANIA!

To poczucie dyskomfortu czyni każdą sytuację niewygodną, każdą wypowiedź obciąża poczuciem dziwności, >>;nieadekwatności<<. Dyskwalifikuje i rozbraja z pozorów prawdziwości każde zdanie, mające mówić, że coś jest a czegoś nie ma, umysł wyskakuje z tego kotła jak żaba z podgrzanej wody; o co tu kurwa chodzi? Nie szukaj odpowiedzi, bo w tym momencie natychmiast znowu wskakujesz do kotła! Naprawdę, 95% wypowiedzi budzi we mnie poczucie winy i samopolitowania, co ja właśnie powiedziałem? Kogo obwiniłem a kogo odciążyłem? Kogo istnienie uznałem, a co zanegowałem? Za kogo się uważam, a za kogo nie? Czemu przeczę, co potwierdzam, gdzie uznaję szarą strefę, gdzie dopuszczam niejednoznaczność? Cóż ja znowu wymyślam, jakie fantomowe układy i sytuacje wytwarzam, i następnie wsadzam w nie ludzi; ten taki a ten inny, tu wyżej, tam niżej, tu przyjmuję rolę taką a tu inną, ten mi odpowiada tym, więc ja muszę to...

Jaki soczewkowy układ rozumowych konstruktów, ujarzmiających także rozumowo uwarunkowane wybuchy emocji pozwoli mi wyczerpać różnorodność tej rzeczywistości? Pozwoli mi zrozumieć siebie i innych? Pozwoli dobrze funkcjonować pomiędzy ludźmi i w ciszy własnej samotności? I znów odkrywam z tym ciężkim, pełnym beznadziei zniechęceniem, że znalazłem się w jakiejś sytuacji, w którą wpychają mnie inni ludzie albo ja sam, w odwiecznych próbach zrozumienia sytuacji przez jej skonceptualizowanie. To jest to poczucie niewygody i dyskomfortu, to poczucie WTŁOCZENIA w jakiejś rozumowe ramy, które po prostu są nieadekwatne, jakby wpychać człowieka do wnętrza arbuza, jak rodzić kamienie nerkowe i dzieci...

Czy to prowadzi do zrozumienia, do przeniknięcia? Jak muszę się ogłupić, żeby uwierzyć w te wkręty? Czy życie to jest myślowy labirynt? Ludzie, to nie pasuje. „To nie pasuje”, to jest zdanie, ale to zdanie to nie wszystko. Chodzi o postrzeżenie. Zauważ to i porzuć to wszystko. Chociaż na moment.

To jest jak ciężkie uzależnienie, uzależnienie od myślenia. Umysł pędzi a my odurzamy się jego działaniem, walczymy z własnymi założeniami, uosabiamy własne myśli (uznając je za innych ludzi i za siebie), próbujemy utrzymać spójność  jednego "Ja" z którego wciąż eruptują sub-Ja, a odrzucając i przyjmując każde z nich potwierdzamy ich istnienie i potem zderzamy je ze sobą z bólem uderzania ciałem o twarde kanty mebli. Przecież to tylko myślenie, jak myśli mogą boleć? Jaki nerw zostaje podrażniony? Przejrzyj przyczynę całego cierpienia uwarunkowanego własnym myśleniem, i potem zapytaj o cierpienie, które wynika z czegoś innego. Wytęż serce i zobacz, jak wszyscy codziennie miotani są prądami chaotycznego myślenia, jak czują się skrępowani albo przestraszeni i jak popychają ich i ściskają pragnienia, jak coś ich odrzuca, krzywi twarze i napina mięśnie, jak zadają sobie sami ciosy następujące po ciosie pierwszym, niespodziewanym. Ujrzyj to w samym sobie, jak to się wydarza codziennie i bez końca, tylko to ujrzyj, >>odróżnij<< to od tego, który ujrzał trzęsący się chaos, i samego siebie uwikłanego między jego zwoje, a jednocześnie niepojęcie zdolnego do zdania sobie sprawy ze swojego położenia. A następnie dokonaj założenia, że skoro teraz widzisz pewną skalę tego szaleństwa, to możliwe, że poza Twoją świadomością znajduje się coś więcej, szersza perspektywa przyczyn i skutków tego szaleństwa. Że jest coś,czego nie widzisz, ale co MOŻESZ ujrzeć. Że to, z czego nie zdajesz sobie sprawy może wejść w przestrzeń Twojej świadomości. I nie mów,że to jest bolesna świadomość; ból świadomości także zostaje uświadomiony, i jako przedmiot uświadomienia nie może być logicznie podmiotem - świadomością, którą sobie ów ból uświadamiasz.

Zauważ to mocno to i zacznij szukać.Wypij całe morze słów, pochłoń je do ostatniej kropli i odpowiedz sobie, co ci z tego przyszło. Zrób to po to, by zmęczyć się słowami, aby im nigdy więcej nie zaufać. Odwróć się od słów, odejdź na zawsze z tego domu, w którym mieszka bada szaleńców przekrzykujących siebie nawzajem. Lepiej już pogrążyć się w ciemności niż opierać się na słowach. Jednak z tej „ciemności”,gdy już zgasisz krzywe zwierciadła ze słów, z tej ciemności wyłoni się Rzeczywistość. Wyłoni się z niej szaleństwo, które jest pierwszym i rekurencyjnym poruszycielem świata. Świata - to ważne słowo. Jest rzeczywistość, świat fizyczny, psychiczny, planeta Ziemia....i jest świat. Czym jest świat?

*Tytuł wpisu w wolnym tłumaczeniu z palijskiego oznacza "Wszyscy ludzie wyjściowo są szaleni", co prowadzi do wniosku, że szaleństwo jest stanem wyjściowym, z którego - na skutek odpowiedniego wysiłku - człowiek się wyzwala. Por. z [Anguttara Nikaya IV, 49]