niedziela, 16 lipca 2017

O cudzie współbycia :)




Dedykuję TOBIE 💓

Dlaczego niektórzy ludzie odnajdują tak głębokie porozumienie, które dla innych może być tylko piękną fikcją? Mój tekst jest poświęcony relacji miłosnej, ale może być przydatny także w każdej innej. Obecność Miłości jest jednak kluczowa do zaistnienia skarbów, które staram się poniżej opisać.


Bycie z ukochanym człowiekiem jest rodzajem cudu. Oddanie go w słowach jest wyzwaniem, które mobilizuje nie tylko wszystkie siły ekspresji, ale także świadomość ich zasięgu i zastosowania. 

Różne rodzaje pisarstwa usiłowały już oddać cud współbycia, komponując wiersze i pieśni, tworząc koncepcje takie jak rezonans limbiczny, czy idącą w miliardy historię wspólnych wcieleń.   

Wszystkie są jednak środkami ekspresji. Złożone naukowe wywody budują pewność. Ułożone, rytmiczne dzieła oddają złożone piękno współbycia poprzez moc tekstu i ludzkiego głosu.  
Wiara we wspólne wcielenia dodaje głębi podkreślonej ilością: spędziliśmy razem tysiące żyć, będąc dla siebie rodzicami i dziećmi, kochankami i wrogami. 
Nasze obecne współbycie jest kulminacją tego wszystkiego. To dlatego nasze słowa i uczucia rozpoznają swoją bliskość. Bliskość przykrytą zapomnieniem, które nie ujmuje jej intensywności.  

Powyższe środki proponują odpowiedzi i wyjaśnienia, lecz w tym tekście szukam czegoś innego. Chcę ułożyć słowa tak, aby rozjaśnić cud współbycia. 
Słowa mają nie służyć roztaczaniu pięknej fikcji, którą ktoś mógłby wkładać w swoje życie. Chodzi o proste rozumienie. 

***

Martin Buber, austriacki filozof i religioznawca odnalazł na to dobry sposób. Esencją pisania Bubera jest relacja Ja i Ty. Tekst, rozwijany na tej parze słów staje się dialogiem, odbywa się w relacji.  

Ja i Ty jest współbyciem. 
Nie jest to jednak zlepienie dwóch odrębności w karykaturalną syjamską kukłę. Nie jest także ustaloną umową pomiędzy osobnymi Ja i Ty, który poprzez wymianę (i handel) zaspokajają swoje potrzeby (tzw. egoism a deux). Te rozwiązania są porażką dla współbycia; porażką, którą tak często obserwujemy w naszych związkach... 
Współczesne zmiany obyczajowe wytworzyły także inne postacie związków, którymi ludzie regulują swoją bliskość. Związki otwarte, poliamoryczne, szwedzkie Särbo, postawy minimalizujące odpowiedzialność to tylko niektóre z nich.

Takie projekty związkowe to formy, które służą regulacji bliskości oraz przedłużeniu lub naprawie tego, co zepsute lub utracone. Są także pewnym unieruchomieniem, w które popadamy mimowolnie lub które ustalamy.   


***

Współbycie kieruje uwagę w inną stronę, potrzebujemy też innych słów, aby wyrazić pole, w którym może zaistnieć.

Mówię o żywej relacji: wymianie komunikatów, odnoszenia się do siebie nawzajem (relating with each other).  

Odnoszenie się jest ruchem w stronę kochanej osoby.

Ty pytasz - Ja odpowiadam. Ty wypowiadasz - Ja odpowiadam. Ty robisz - ja się odnoszę. To jak kolejne kroki stawiane przez parę nóg, czy skrzydła uderzające harmonijnie w powietrze.

Mnóstwo działań i myśli pośrednio nawiązuje do ukochanej, a przez to się odnosi - sięga - dociera. 
Nie chodzi tu wyłącznie o komunikację niewerbalną; na kolejnych stadiach relacji pewne myśli rodzą się już w odniesieniu do ukochanej osoby. Jeżeli nie odniesie się ona bezpośrednio, ponieważ myśl nigdy nie zostanie wypowiedziana, odniesie się do mnie jako układu, który uległ zmianie przez myśl, która narodziła się specjalnie dla niej. Do tego jeszcze wrócę. 


Każde odniesienie się jest zaproszeniem: robię coś i czekam, co sama zrobisz. To ekscytujące; Twoja odpowiedź wypływa całkowicie z Ciebie - ze sfery Innej ode mnie, a więc nieznanej. Wypowiadam coś i obserwuję, jak wyłania się...najpierw ukazuje w oczach...i już jest.
 Niezależnie od głębin porozumienia, jakie mogą osiągnąć ludzie, każda odpowiedź nadchodzi z Nieznanego i dlatego jest nowa! 

Nigdy nie przewiduję, co powiesz -oczekiwanie na odpowiedź narasta we mnie jeszcze zanim skończę. Rzucam słowa w powietrze i pozostaję otwarty. Odpowiedź trafia mnie prosto w serce, rozlega się we mnie, na tafli umysłu namnażają się kręgi wodne, jakby zaczęło padać. Czasami moje odniesienie się jest staranne, bo ważę słowa, czasami zupełnie spontaniczne. 
Rozmowa nie kończy się, gdy przestajemy rozmawiać; mój umysł dalej wyradza z siebie rzeczy, pozostaję dotknięty długo jeszcze zanim się rozstaniemy, rodzę i rodzę.


(Ludzie usiłują okiełznać  Nieznane i jego niespodzianki podstawiając pod partnerów ich wyobrażenia - biorą z pamięci pulę ich reakcji, obiektywizują je jako nawyki i wyczekują na powtórzenia. Ta mimowolna strategia wynika ze strachu, którą mamy przed tym, co do nas przychodzi. Wolimy odnosić się do znanego, czyli defacto do siebie samych! Czym jest bowiem dla mnie moja własna pamięć, jeżeli nie czymś moim, opisanym jako "Ty"? To jest fałszywe Ty. I niby w ten sposób mam Cię "znać"?)  

Strumień współ-odnoszenia się (co-relating-with) nie jest jednak wymianą (sharing), ani handlem. Nie zachodzi tu wymiana konkretów: rzeczy, komunikatów, czegoś. Wypowiadalne konkrety są jedynie pretekstami albo interface'm całego procesu, w którym poruszamy siebie nawzajem. 

Określone "rzeczy" są widzialnym szczytem góry lodowej, a samo współodnoszenie przenika całą górę...i rozwibrowuje ocean, w którym jest zanurzona.  
Oczywiście, nie obejmujemy tego w całości. Odczuwamy jednak przyjemne drżenie, które jest echem wstrząsów następujących gdzieś w głębi nas. Poruszamy siebie nawzajem, nawet bardziej niż do szpiku kości.   

Nie możemy poprzestać na komunikatach bezpośrednich! Jak pisałem, sam impuls psychiczny, który zrodził się dzięki Tobie dotrze do Ciebie w taki czy inny sposób: poprzez moją zmianę, poprzez ładunek moich słów. 

Współodnoszenie się przekracza kontakt fizyczny, czy zapośredniczony przez technologię. Kiedy zostanie nawiązany na głębokim poziomie, po prostu trwa i uwalnia się /unfolding/. Samo zaistnienie współbycia jest tajemnicą, którą Reggie Ray określił jako "pre-existing union"

(Nie zamierzam tu odwoływać się do eksperymentów fizyki kwantowej, gdzie dwie, o lata świetlne oddalone od siebie cząstki reagują tak samo.)

Dlatego, odnalezienie z kimś takiej relacji następuje samoistnie. Dalej jednak wymaga biegłości, która niektórych ludzi cechuje naturalnie, u innych zaś zostaje rozpoznana i wytrenowana. 
Musimy przejść przez kolejne zasieki upraszczającej, konwencjonalnej komunikacji, które zarastają nam drogę do samych siebie. Czasami te przeszkody po prostu znikają: połączenie jest zbyt wielkie. Gdy zaś pojawiają się na horyzoncie, mogą być zutylizowane, nie stanowią problemu (połączenie jest zbyt wielkie). Czasami są po prostu uroczym wstępem do dalszych kroków w głąb. Chwilowe sprężenie czy opór podkreśla następujące otwarcie.  

Królestwo Ty  

Jak wielokrotnie pisałem, podstawowym czynnikiem sabotującym nasze relacje jest superpozycja wyobrażonego na realne. Zastępujemy żywe doświadczanie Innego przez kukłę w umyśle, zlepioną ze wspomnień i wniosków na jej temat. 
Rozumiemy poznawanie kogoś jako zbieranie informacji, które następnie mylimy z osobą tuż przed naszymi oczami.  
Ta strategia odcina nas od ludzi tu-i-teraz, uniemożliwia nam bycie z nimi, serwując jedynie nagrody pocieszenia: przebłyski prawdziwego Innego, tu to tam, gdy nie pilnujemy za bardzo. Nasze rozmowy klinują się w zużytych tematach i rytuałach, które kiedyś wzbudziły w nas sympatię do siebie. Słowa przeciekają opornie, twarze tężeją. 
Czy naprawdę możemy być ze sobą tylko w taki sposób? To tak bezmiernie nudne! 





Buber wskazuje, że wszystkie działania zmierzające do "czegoś" należą do Królestwa Ono (It); krainy przedmiotów. Kiedy więc urzeczawiamy Innego (j/w), automatycznie lokujemy go w tej sferze, przez co tracimy wgląd w to, co Buber nazwał Królestwem Ty.   

Kiedy odróżnimy te dwie sfery, rozumiemy lepiej dlaczego żywa relacja, współodnoszenie nie sprowadza się do "wymiany rzeczy" (te są tylko pretekstami). 

Królestwo Ty jest Nieznane; nie można go przemierzać przy pomocy zaznajomionych rzeczy, a raczej przez dozwolenie na przepływ i jego mądrą pielęgnację. Miłość nadaje temu zbawienną moc, zapewniając bezpieczeństwo i scalając zbłąkane cząstki...

Dzięki miłości, przepływ współodnoszenia jest uzdrawiający i sprawia przyjemność. Gdzie sięga, tam przynosi dobro bez żadnych wycelowanych interwencji. Nie chodzi o przepracowywanie rzeczy uznanych za chore, stłumione czy wymagające naprawy. Dyskurs kultury terapeutycznej czyni mnóstwo tu zamieszania... 

Królestwo Ty jest rzeczywistością Innego, do której Ja udzielono dostępu. Jak się domyślacie, jest to doskonale przemienne: Ja jest Ty dla Innego, a jednocześnie Ja przygląda się w oczach Ty.  

Relacja Ja i Ty nie ma nic wspólnego ze zderzaniem dwóch osobnych rzeczy! Królestwo Ty nie jest odgraniczoną sferą! Cała relacja ma zwierciadlany charakter, lustro jest doskonałą metaforą wyjaśnienia współbycia i współodnoszenia się. 

Nie trzeba chyba mówić, że dwa lustra ustawione naprzeciw siebie tworzą (w sobie nawzajem!) nieskończoność? Ludzka nieskończoność - odbijanie mnie w Tobie i Ciebie we mnie - to nie pasywna nieskończoność obramowanych luster, ale Spotkanie dwóch żywych ludzi, która oświetla wszystko, co pojawia się w nim.

W tym spotkaniu, w relacji tworzy się pole, które jest po prostu Nami. Ja i Ty to My. Jest zrodzone i pielęgnowane komunikacją, ale przekracza ją. Nie jest miejscem, ani żadnym "polem". Jest współobecnością, nałożeniem się na siebie Królestw z nieuchwytnymi granicami. Albo, wraz z uwalnianiem się relacji (współodnoszenia), "pole" wykształca i umacnia się. Rozszerza się. 😄


Relacja przeto, używając Ja i Ty jako skrzydeł, trwa i rozwija się dla samej siebie.
Jeżeli mogę tylko być w samym połączeniu, pozostawać w relacji, żywić się nią, spoczywać w niej, nie robiąc kroku poza. Wszelkie tematy i oczekiwania są drugorzędne; relacja, brzemienna w pole trwa dla samej siebie.  
Dostraja się (odnawia) naturalnie do siebie używając wszystkich sytuacji i słów, które nadchodzą, używając jako paliwa rozbudzającego ogień. 

...






































piątek, 23 czerwca 2017

Byłem tam



powyższy obrazek to okładka książki Ijlasa Churiego "Jalo" , wyd. Karakter (https://www.karakter.pl/ksiazki/jalo)


Istnieje piekło dla odtrąconych ludzi.
Potrafię je sobie wyobrazić, biorąc w dłonie wszystkie listy, myśli i słowa, które nigdy nie dotrą do Ciebie. Moje uczucia, wypowiedziane w słowach i ułożone w listach są jak małe rączki, które wyciągają się i chwytają powietrze.
Do Ciebie, do Ciebie i do Ciebie, ale zawsze do CIEBIE.

Dziesiątki odrzuceń zbudowały pokój głęboko w moim sercu. Jest tam stół, krzesło, długopis i nieskończoność kartek papieru. Widzę siebie z oddali, pokój ma wielkość główki od szpilki. Jestem tam, ale też w paru innych miejscach jednocześnie, wszystkich na skraju przepaści. Uwięziony i zgubiony.

Siedzę zgarbiony, bo nie dbam już o prostą sylwetkę. Pochylony nad kartką, skrupulatnie dokumentuję moje cierpienie. Oszalały rozum śledzi transformacje cierpienia w słowa, usiłuje odnaleźć moment przejścia, rejestruje opóźnienie, zadowala się chybotliwym rytmem.

Jestem niesamowicie przytomny, jakbym stał na tej główce od szpilki. Miejsca wystarczy tylko na jedną stopę; druga na niej spoczywa - taka jest moja przytomność. Ostrze szpilki niknie w przepaści. Nie mogę spaść.

Zapisane gęstym, skurczonym pismem kartki nie mieszczą się na stole, leją się na podłogę i wkrótce przykrywają moje stopy. Tonę w swoich myślach wyrażonych na papierze.
Słowa skapują z koniuszka długopisu jak krople wody, krople wody na mój wysuszony język, krople wody w moje rozdarte serce.

Nie potrafię wyrazić, jak bardzo te wszystkie słowa są dla Ciebie.
Nagle pisanie ustaje, a myśli spiętrzają się we mnie jakbym próbował zawrócić tsunami. Słowa więzną mi w krtani, zakleszczają się w palcach ściskających długopis.
Chciałbym nie móc więcej, dlaczego trwam jeszcze?

Chcę być precyzyjny, żeby inni mogli zrozumieć.
To miejsce jest realne. Trwa w nim jedna chwila, która nie chce ruszyć z miejsca. Ona jest "zawsze" w najprostszy sposób.

Chwila się zatrzymała i zawinęła do siebie, dlatego odtwarza się w nieskończoność. 
To właśnie jest piekło. 

poniedziałek, 19 czerwca 2017

DOBRA KREW. Ucieleśniona kobiecość i mądrość cyklu.



Zdjęcie pochodzi ze strony https://www.rupikaur.com. Artystka opublikowała swoje zdjęcia podczas okresu na Instagramie. Zostały one usunięcie przez obsługę portalu. Kaur nagłośniła tę reakcję, doprowadzając do globalnej dyskusji na temat widoczności miesiączki w sferze publicznej. Przepiękne wiersze Rupi Kaur zostały przetłumaczone na język polski. Tomik nosi nazwę "Mleko i Miód".


Poniższy tekst jest wprowadzeniem do warsztatów Natalii Miłuńskiej "Czerwony Namiot". Wszystkie informacje na temat prowadzącej oraz Czerwonego Namiotu znajdziecie na końcu artykułu.

Krew jest płynem ustrojowym odpowiedzialnym za szereg procesów ożywiających ludzki organizm. Czasami czujemy tętno pulsujące w podbrzuszu lub zauważamy żyły pęczniejące na ramionach. Jednakże cała rozłożysta architektura naszego układu krwionośnego pozostaje niewidoczna dla świadomości i ukryta głęboko w ciele. Samej krwi jako takiej też wolimy nie oglądać, wyłączając wirtualną posokę rozlewaną w filmach i grach video.

Krew jest niedopuszczalna w świetle sferze publicznej i raczej niezręczna w życiu prywatnym. Dostrzeżona na chodniku jest pamiątką po bójce lub wypadku, wypływająca z ciała zostaje zalepiona plastrem lub zatkana gazą.  

Istnieje jednak upływ krwi, którego nie da się usunąć. Chociaż ludzkość - na tysiące sposobów udokumentowanych przez antropologów - usiłowała ją zamaskować na symboliczne i mechaniczne sposoby. Mowa o miesiączce.  

Krew menstruacyjna to dobra krew - nie wynika z choroby lub rany, lecz z naturalnej regulacji organizmu kobiety. Akceptacja i celebracja miesiączki jest zaproszeniem dla każdej kobiety, a także otaczających ją mężczyzn. Objęcie osobistym doświadczeniem całego cyklu miesięcznego może przetransformować całe życie kobiety. Właśnie temu poświęcony jest niniejszy tekst.

Jak natomiast współczesne społeczeństwo traktuje zjawisko menstruacji?

Ostatnie lata przyniosły szereg precedensów, dzięki którym miesiączka stopniowo uobecnia się w dyskursie publicznym. Oświadczenia sportsmenek, wprowadzenie dni wolnych podczas menstruacji czy walka o obniżenie zawyżonego VATu na podpaski to tylko niektóre przykłady. Zmuszają one media do wykształcenia języka wolnego od tabu, który może zdjąć z okresu klątwę liczącą setki lat.

KRWAWI I ŻYJE 

Zjawisko krwawiącej kobiety do dziś jest dylematem dla ludzkiej rasy potasowanej na kultury, plemiona i społeczeństwa. Dylemat ten próbowano uchylić lub zażegnać na przeróżne sposoby.

Gdyby cała ludzkość była jednym plemieniem, różnorodność sposobów podejścia do miesiączki przypominałaby wielką szamotaninę.

W wielu grupach ludzkich menstruacja była postrzegana jako coś niebezpiecznego. W rezultacie powstało tak wiele poglądów i tabu, które odgradzały kobiety od społeczności i były dla nich środkiem opresji. Istnieją także przypadki duchowości menstruacji, które utwierdzały kobiety w ich autonomii i wpływie na świat. Wytwarzały one piękne formy przynależności, nieraz także wpisywały miesiączkę w sferę okultyzmu, przypisując kobietom ogromną moc. W niektórych społeczeństwach nawet celebrowano pierwsze miesiączki!

Na przekór wielości obyczajów, większość z nich wciąż powtarza to samo podejście. Kobiety były przestawiane z miejsca na miejsce na szachownicy struktury społecznej, obciążano je zasadami i odgradzano granicami. Wszystko to nazwałbym “zewnętrznymi interwencjami”, co nabierze znaczenia w ostatniej części tego tekstu.


PRACA Z CYKLEM

Punktem wyjścia do pracy z ciałem jest interocepcja. Jest to jeden z "zaginionych zmysłów" (oprócz prioprocepcji czy szerzej znanej kinestezy), który umożliwia nam doświadczanie swojego ciała od wewnątrz.
Zmysł ten może być kultywowany i pogłębiany, co prowadzi do zwiększenia wrażliwości na mikrokosmos procesów zachodzących w ludzkim organizmie. Otwiera to przed człowiekiem możliwości, które można streścić w dwóch aspektach: komunikacji z ciałem oraz mądrość wyłaniającą się z cyklów, którym ono podlega.

Kluczowe jest tu także pośrednictwo umysłu, a raczej jego modułu odpowiedzialnego za reprezentacje i wytwarzanie pojęć. Odczuwanie swojego ciała jest fundamentalnie innym sposobem poznania od ujmowania go przy pomocy koncepcji. Te dwa sposoby - w dużym skrócie - współuczestniczą w naszym poznawaniu siebie.  Patologiczny przerost modułu reprezentacyjnego jest źródłem cierpienia i pomieszania trapiącego ludzką cywilizację.
Jego rezultatem jest odcieleśnienie; zerwanie kontaktu z ciałem, zagubionego w nawarstwionych osądach i labiryntach poglądów. Społeczne rozumienie ciała jest skutkiem ubocznym odcieleśnienia. Mam na myśli wszystkie obrazy wytworzone przez różne sektory społeczeństwa: wyidealizowane ciało kultury wellness, wystrojone i wygładzone kosmetykami, ale także sprowadzone do “krwi i kości” przez materialistyczną naukę.  Zjawisko miesiączki będzie znakomitym przykładem do rozjaśnienia tych rewelacji.


ROZMOWY Z CIAŁEM

Relacja jaźni z ciałem jest tajemnicą, którą Kartezjusz próbował wyjaśnić przez dualizm umysłu i ciała. Umysł, wraz z “zamieszkującą” go jaźnią został wywyższony ponad ciało. W rezultacie, stało się ono przedmiotem kontroli i zarządzania. Ta katastrofalna perspektywa zniekształciła naszą komunikację z ciałem. Następuje ona głównie przez kognitywne rozkazy ordynowane “z góry”. No i umysł  zupełnie nie słucha drugiej strony.

Trzewne /visceral/  sygnały płynące z ciała są ignorowane lub przechwytywane przez moduł reprezentacyjny. Nie docierają do świadomości w swojej oryginalnej postaci. Nie znaczy to jednak, że nie można rozmawiać z ciałem w sposób nasycony czułością i szacunkiem. Poniżej znajduje się piękny przykład zaczerpnięty z pamiętnika mojej przyjaciółki:

"W przyszłym tygodniu będziemy cały czas w podróży i nie będzie komfortowych i bezpiecznych dla Ciebie warunków, żebyśmy mogły krwawić, więc może byłoby lepiej zrobić to tutaj"

To, jak zwracamy się do kogokolwiek wynika z naszej postawy. Ciało nie musi być postrzegane jako własność, worek z mięsa i kości, czy też “garaż” dla duszy. Te koncepcje, które nań nakładamy są zwykłym aktem represji. Zresztą, tego samego dopuszczamy się nieustannie wobec  otaczających nas ludzi.

Konwencjonalnie rozumiemy komunikację jako wymianę informacji. W rzeczywistości jednak wszystko jest komunikacją; każdy moment odniesienia się ma swoją intencją i barwę emocjonalną. Spojrzenie czy myśl może być nasycona czułością lub surowością. De facto, pomiędzy nami a ciałem nie ma granicy ani próżni, dlatego każdy skierowany doń sygnał JUŻ dotarł do adresata!   
Kobiece postawy wobec miesiączki są także komunikatem. Niestety, zbyt często brzmi on “nie chce cię”, “psujesz mi życie, “przez ciebie nie mogę nic robić”, “idź sobie już”. W ten sposób miesiączka zostaje obciążona niechęcią i poddana stłumieniu, co zwielokrotnia ból towarzyszący skurczom macicy.

MĄDROŚĆ CYKLU

Ludzkie ciało zanurzone jest w cyklach; zarówno kobiece, jak i męskie. Kobiecy cykl jest tajemniczo powiązany z cyklami księżyca, co skrywa się w samej etymologii słowa miesiączka (menses). Zagadka polega tu na niemożności wyjaśnienia tej relacji metodami naukowymi. Nie jest to zresztą w ogóle potrzebne.  

Ciało w cyklu jest dynamiczne; rytmicznie przechodzi przez fazy posiadające swoją specyfikę. Metafora Księżyca jest tu szczególnie przydatna. W trakcie owulacji kobieta doświadcza kulminacji swojej witalności co odzwierciedla Pełnia. Z kolei miesiączkę można przyrównać do nowiu; momentu odpływu i wycofania.  W tym czasie zmęczenie całego miesiąca kumuluje się. Wynika to z faktu, iż regeneracja kobiecego ciała przebiega po cyklu miesięcznym. Rzeczone wycofanie - jak stwierdza Natalia Miłuńska - bierze się z podwyższonej wrażliwości na bodźce. Większa wrażliwość prowadzi do szybszego zmęczenia, "przegrzania się" aparatu poznawczego, który nie może przyjąć tylu słów, dźwięków, widoków i zapachów co na innych stadiach cyklu. Z drugiej strony, ta sama wrażliwość jest drzwiami do głębszego doświadczania swoich uczuć i sensacji cielesnych. Dlatego okres naturalnie zwraca kobietę ku swojemu wnętrzu.

Czternastego dnia cyklu następuje wybuch energii towarzyszący wystrzeleniu dojrzałego jaja z jajnika. Wielu kobietom śnią się wówczas eksplozje lub wybuchy, odnajdują one też w sobie więcej kreatywności czy gotowości do działania. Z kolei w czasie, kiedy krew przestaje dopływać do endometrium, która stopniowo obumiera potencjał energetyczny jest zupełnie inny. Fizjologiczna "mała śmierć" wyściółki również może być spożytkowana na adekwatne czynności, diametralnie inne od tych stosownych dla fazy owulacji.   

Mądrość cyklu oznacza harmonizowanie codziennych aktywności z fazą, w której akurat znajduje się ciało. Współpraca ta obejmuje poziomy fizyczny, psychologiczny i duchowy. Odzwierciedla się także w relacjach międzyludzkich, życiu zawodowym i seksualności. Totalność, która wyłania się z tego rozumienia przedkłada się na sztukę dbania o siebie

Nie sposób jednak sprowadzić mądrości cyklu do prostych zależności. Każda kobieta musi rozpoznać swój własny rytm i czule przebyć jego ścieżki. Mapa nigdy nie jest terytorium! Wszelkie wskazówki na temat ciała są jedynie zaproszeniami do jego samodzielnych eksploracji. Realna praca z cyklem może być zapośredniczona przez osobiste rytuały albo bardziej subtelne działania, głęboko wsłuchane w sensacje ciała. Ważne jest także wprowadzenie dokonane przez kompetentną przewodniczkę, następujące w kobiecej wspólnocie. Współprzeżywanie miesiączki to także niesamowity wymiar kobiecej wspólnotowości, który zakorzeniony jest w samej biologii, ludzkim poletku Natury.


Jak stwierdził Brian Eno, repetycja jest formą przemiany. Każdy pełny obieg przebyty w bliskości z ciałem może być źródłem nowych odkryć. Ta spiralna podróż będzie trwać do samego wielkiego finału. Myślę sobie, że takie zestrojenie mikrokosmosu i makrokosmosu w żywym ciele kobiety jest najpiękniejszym zjawiskiem, jakie możemy podziwiać na łonie Natury.


Kliknij w obrazki aby przejść do wydarzenia na facebooku oraz strony Natalii.
Warsztaty "Czerwony Namiot" w Siatce. 

 



Natalia Miłuńska Twórczyni strony www.miesiaczka.com i firmy Naya produkującej naturalne podpaski. Z wykształcenia antropolożka kultury, właścicielka prawdopodobnie największego w Polsce zbioru książek na temat miesiączki - od antropologicznych, przez poradniki po opracowania dotyczące zdrowia. Staram się zmieniać podejście kobiet do ciała i miesiączki. Jako członkini Stowarzyszenia Kobiet Dakini (www.dakini.org.pl) prowadzę warsztaty dla kobiet Powrót do kobiecej mocy oraz autorskie warsztaty Czerwony Namiot - spotkania z ciałem i jego mądrością, doświadczeniem miesiączki i rytmem księżycowym. Uwielbiam taniec.

czwartek, 11 maja 2017

Wrażliwość i intensywność


źródło: https://c1.staticflickr.com/4/3604/3294567439_d582336e5c_b.jpg

"Sensory processing sensitivity" to cecha genetyczna, szczególna wrażliwość na przetwarzanie (processing) danych zmysłowych.  Chodzi tu zasadniczo o wszystkie zmysły, łącznie z umysłem. Tak, jak różne faktury (drewno, chropowaty metal, gorąco, ból) są doświadczane przez dotyk, tak myśli i emocje odczuwane są przez umysł. Także treści, które nadają sens myślom i emocjom są czymś zmysłowym, współodczuwanym przez władze wzroku, słuchu czy dotyku. 

Według Elaine Aron, 20% populacji posiada ślad (trait) genetyczny SPS, co czyni ich HSP (highly sensitive person - osoba wysoko wrażliwa). Podobnie jak w autyzmie, możemy mówić o spektrum SPS; różnych poziomach wrażliwości na bodźce zmysłowe. Każdy człowiek posiada pewien stopień wrażliwości, który ulega wyostrzeniu lub stępieniu w toku życia. 

Wrażliwość więc umożliwia mniej lub bardziej intensywne doświadczanie rzeczywistości jako czegoś totalnego. Intensywność jest samym "naładowaniem" tego co widzimy, słyszymy i myślimy. Podobnie, obraz na monitorze może być w niskiej rozdzielczości, albo HD. Przez różne czynniki człowiek może mieć większe lub mniejsze powonienie, nieporównywalne np. do węchu psów. Pomiędzy tymi ekstremami rozciąga się spektrum.  
Głębia ludzkiej wrażliwości jest plastyczna, ulega regulacji przez jedzenie, sen, używki, zioła, tlen, ruch, cykle seksualne, poczucie ucieleśnienia, charakter wykonywanej pracy - wszystko ma bazowy wpływ na ludzką wrażliwość.  
Szczególny wpływ na wrażliwość mają także praktyki duchowe, nieruchome (kontemplacja) i ruchome (qigong, taniec czy wysiłek fizyczny). 

Intensywność jest więc zasadniczym "pokrętłem" ludzkiej wrażliwości. Intensywność wyznacza poziom pobudzenia ciała, które rozkłada się od znudzenia i stępienia, do przestymulowania, przebodźcowania i przytłoczenia. 

Każdy człowiek posiada górną granicę pobudzenia, której organizm nie jest w stanie już znieść. Skutkami nadmiernego pobudzenia, oprócz przemęczenia i wyssania energii z ciała, jest stres i napięcie. 
Poprzez napięcie ciała, generalne zamknięcie organu percepcji, człowiek stawia OPÓR bodźcom, które się w niego wlewają w każdej chwili.  
Napięcie należy rozumieć jednak jako niewłaściwe, zbyt prymitywne odniesienie się do bodźców. Napinanie ciała więzi w nim energię, którą następnie wyzwala się z opóźnieniem. Ciało >>nie chce<< więcej bodźców, w rezultacie lecz magazynuje niechcianą energię w samym sobie. Ten paradoks jest przyczyną ludzkiego cierpienia na tym świecie.

Gwałtowny krzyk czy ból mogą doprowadzić do zatrzaśnięcia organu percepcji. Wtedy ciało gwałtownie się napina.  

"Przetwarzanie" (processing) to fundamentalny proces witalny, który sprowadza się do PRZYJMOWANIA tego co do nas przychodzi. Przetwarzamy rzeczywistość wielowymiarowo, przyjmując ją naszym ciałem, a także rozumiejąc odpowiednimi modułami mózgu. Filtrujemy surową energię rzeczywistości, która w nas się wlewa, odnosimy się do niej, wchodzimy z nią w pierwotną relację. Granice naszych możliwości w tym zakresie można nazwać osobistą kondycją.

Nadmiar bodźców jakiegokolwiek rodzaju (zwykle zjednoczonych w multisensorycznym doświadczeniu) stawia wyzwanie tej kondycji. Przebodźcowanie (overarousal) czy nadpobudzenie siłowo wpływa na organizm, dwoistość umysłu i ciała. 

Przebodźcowanie to główna kategoria doświadczania życia przez HSP. 
Bardziej czuły układ nerwowy "wpuszcza" więcej bodźców, które muszą być "przepuszczone" (przetworzone, processed) przez organizm na wielu poziomach. Proces ten zachodzi nieustannie, otrzymujemy też wiele, zwykle mylnie interpretowanych sygnałów, kiedy organizm jest przebodźcowany, przestymulowany np. głośnością muzyki, gwarem głosów, wysiłkiem fizycznym, gorącem lub zimnem, etc. 
Przebodźcowanie prowadzi do psychicznego, czy percepcyjnego zmęczenia; umysł jest "zasapany" przetwarzaniem wciąż uderzających weń bodźców. 

Proces samego przetwarzania rzeczywistości jest fundamentalny dla naszego istnienia. Możemy także wyczuć, w jaki sposób dynamicznie przetrawiamy, przepuszczamy przez siebie to, co się wydarza. Przebodźcowanie jest czymś dynamicznym; nieraz organizm musi po prostu obniżyć częstotliwość czy intensywność bodźców, żeby przywrócić swojemu doświadczaniu RYTM. 

Rytmiczne, zjednoczone z oddechem, ruchem, mową i działaniem przetwarzanie rzeczywistości nazywane jest kongruencją. Bycie z rzeczywistością w harmonii oznacza zachowanie z nią kontaktu, czułości, ale także współpracę, która kontynuuje się w dosłownie każdej myśli i ruchu. 
Taka harmonia jest czymś tysiąckroć subtelniejszym od tańca, skoro każdy ruch psychiczny jest krokiem.  
Przebodźcowanie organizmu wynika z wielu czynników, zależnych i niezależnych od człowieka. Zazwyczaj wynika jednak z utracenia kontaktu z sygnałami wypływającymi z ciała, tzw. odcieleśnieniem. 
Odcieleśnienie jest zerwaniem kontaktu ze sobą, odlotem do odciętego świata, separacji wytwarzanej przez lewą półkulę mózgu. Z takiego odcięcia rodzi się chciwość, chora żądza, strach i inne zwyrodnienia energii życiowej, spowodowane zaburzeniem kontaktu z ciałem, a więc i z rzeczywistością. 

Charakterystyczna dla SRS większa intensywność WSZYSTKICH doświadczeń pogłębia zarówno ucieleśnienie, jak i opisane wyżej odcięcie. Większa intensywność stanów, przez które przechodzimy jako ludzie, oznacza większą siłę i większą słabość; słabość i siła są równie intensywniejsze. Jednocześnie, mówimy także o intensywności samej intensywności. 

SRS to zatem większe spektrum doświadczenia, które jednak niekoniecznie tożsame jest z większą mądrością czy samopoznaniem. 
SRS rodzi jednak pewną presję samopoznania; zrozumienia w jaki sposób się ze sobą obchodzić, aby nie wypalić się, ocalić od odcięcia, stresu i napięć, a także sensownie funkcjonować w społeczeństwie wypełnionym ludźmi ze znacznie mniejszą wrażliwością.  
Sztuka obchodzenia się ze sobą to nauka własnej wrażliwości. Pierwotnym czynnikiem pedagogicznym jest tutaj ból wypływający z przestymulowani, gwałtu zadawanego przez bodźce, zarówno wychodzące z człowieka jak i do niego dochodzące.  

Ludzka kondycja również jest dynamiczna; można ją poszerzać, zwiększając poznawczą wytrzymałość przyjmowania bodźców. Wiąże się to z DOTKNIĘCIEM I PRZEKROCZENIEM GRANIC czemu naturalnie towarzyszy niepokój, ból i napięcie.  
Niepokój jest sygnałem zbliżenia się do granicy i sam w sobie także jest intensywny.  

Niepokój i napięcie generalnie szerzej towarzyszom HSP w codziennym życiu. Są one sygnalizatorami, ale także wywierają mocny wpływ na funkcjonowanie, zwłaszcza w kulturach, gdzie istnieje tabu niepokoju, skierowanie na "pozytywność", prowadząca do ostracyzmu ludzi eksponujących pewne barwy emocji czy stany psychiczne. Stworzenie pionka społecznego, który jednoczenie maskuje niepożądane stany, albo komunikuje je w akceptowalny sposób, jest kolejnym wysiłkiem każdego człowieka. 
U HSP, podobnie jak u autystyków jest to olbrzymi wysiłek, 

Przebodźcowanie i wyłaniające się z niego zmęczenie i stres obniżają także generalną orientację w rzeczywistości, także pamięć.  
Aby "nadążać" za rozgrywającą się sytuacją, tokiem rozmowy, sekwencją ruchów, ale także filmem, muzyką etc trzeba po prostu na bieżąco przetwarzać bodźce. 
Ich nadmiar, przekraczający możliwości filtracyjne percepcji prowadzi do zagubienia, wpływa na płynność mowy i ruchów, ogólny "ogar i orient" w chwili, sytuacji, tygodniu, etc. 

U wielu HSP takie zagubienie właściwe trwa większość życia, są oni oderwani od życiowego ugruntowania, rozumiejącej orientacji w wielości bodźców. Zagubienie to jest społecznie uznawane za słabość, co prowadzi do poniżenia i marginalizowania HSP na różne sposoby. 
Biorąc pod uwagę, że ślad SRS zawsze występował u około 20-25% ludzkiej populacji, HSP stanowią obecnie ok. 1.4 miliarda ludzi. 


sobota, 6 maja 2017

GŁÓD. Duchowość pożądania.






The essence of tantra is dealing skillfully with pleasure. The person who qualifies for tantra is someone who can cope with pleasure, someone for whom dealing with pleasure becomes a conducive situation for achieving liberation. This is the tantric personality. If a person only knows how to be miserable then tantra will not work for him or her. Like a nuclear reactor without any fuel, such a person will have no resource to utilize for the necessary transformations" - Thubten Yeshe, Introduction to Tantra  





Chciałbym zostać filozofem pożądania. Chcę pojąć dynamikę pożądania, objąć jego cykliczność, rozpracować jego ślepe zaułki, pielęgnować surową energię pożądania, świadomie kultywować ją aż do całkowitego uświęcenia i wyzwolenia.  

Chciałbym, żeby ludzie odzyskali swoje pożądanie, porwane przez hedonistyczną konwencjonalizacje seksu i chrześcijańskie otamowania, wrośnięte głęboko w społeczne ciało od czasów Kartezjusza.

Czego naprawdę pragniesz?  
Kogo naprawdę pragniesz? 
W jaką stronę kieruję się Twoja tęsknota? 
Kim chciałbyś być? Kim nie chciałbyś być? 
Czego pożądasz? Bez czego nie możesz żyć?  
Czego obecności nie możesz znieść? Czego nieobecności nie możesz znieść?  
Czego chcesz?

Poświęć parę chwil, poszukując odpowiedzi na te pytania.



Jeżeli jesteś wrażliwa* (znajduję prawdziwą przyjemność w dedykowaniu tych słów kobietom, lecz są one równie istotne  dla mężczyzn), odnalezienie odpowiedzi na to, czego naprawdę pragniesz wywoła poruszenie w Twoim organizmie. Będzie Ci się lepiej czytało.


Potrzebuję - pragnę - chcę - pożądam - żądam - biorę.  


Pożądanie - żądza - pragnienie - pasja - żarliwość - zachłanność - zapał - GŁÓD - tęsknota - ogień, ogień.


Zauważmy, że większość synonimów żądzy bierze się z procesów biologicznych. Czym jednak różni się pragnienie człowieka umierającego na pustyni od pragnienia fetyszysty mającego bzika na punkcie stóp lub kobiet w butach od Jimmiego Choo?


Zagubieni na pustyni nieszczęśnicy widzą oazy majaczące na odległym horyzoncie, dla fetyszystów zaś same buty są taką oazą. W obu przypadkach główne skrzypce gra fantazja, która jest bliskim przyjacielem pożądania.




Pożądanie jest  fundamentem modernistycznego i późnego kapitalizmu a także większości systemów religijnych. Kapitalizm stał się możliwy dzięki protestanckiemu, wewnątrzświatowemu ascetyzmowi. Paliwem kapitalistycznego wzrostu jest zarówno pożądanie konsumentów, jak i graczy, mających znaczący wpływ na główne czynniki i procesy gospodarcze i finansowe.
Punktem wyjścia buddyzmu i chrześcijaństwa jest także pożądanie i wyzwanie radzenia sobie z nim na kolejnych etapach osobistego rozwoju. 


Jak stwierdził Lacan, pożądanie, którego konsekwencją jest nasze poczucie indywidualności, kształtuje i wyznacza ścieżkę naszego przeznaczenia. 


Czy więc nasze "ja" jest  po prostu skutkiem ubocznym pożądania? 
Posunąłbym się jeszcze dalej: "ja" jest skutkiem ubocznym skanalizowania pożądania w wytwory fantazji, który psychoanaliza nazywa obiektami pożądania. 

Podczas tej kanalizacji, morze pożądania staje się rzeką a ciało zostaje zmobilizowane do podążania w wyznaczonym przez umysł kierunku.  
I właśnie wtedy wyłania się "ja". 
Kiedy jest już czego pragnąć, zachodzi potrzeba pragnącego. 
Stąd i Ty. (Hence the you


Oto mechanika pożądania:



Pragnienie → Obiekt = "JA"

"Ja pragnę" tworzy iluzję poznawczą, gdzie: 
Ja → Obiekt, (strzałka jest tutaj pragnieniem). Pragnienie zostaje więc przechwycone przez relacje podmiotu (pragnącego) i obiektu (upragnionego).



Pragnienie wytwarza więc podmiot, który obarcza się dążeniem i realizacją żądzy skanalizowanej w obiekty pożądania. Dzięki temu, pożądanie zawija się w pętlę: wytworzenie obiektu i podmiotu pożądania umożliwia dążenie, które może być podsycane w nieskończoność.  



Cała machina konsumpcjonizmu służy akceleracji tej pętli. Istota "wolnego rynku" i nowe technologie jeszcze bardziej ją przyspieszają, wraz z rabunkową eksploatacją natury i masowym wypalaniem ludzkich mózgów.


W ontologii późnego kapitalizmu to właśnie "ja" zostaje obarczone doborem i realizacją pragnień. "Ja" zostaje wyposażone w narzędzia, możliwości i wzorce, które mają spełnić marzenia, wytyczyć i osiągnąć cele, procedować tzw. rozwój osobisty.  


Spinoza określił pragnienie jako "conatus" - siłę istnienia, fundamentalną energię, która zamieszkuje ciała i wprawia je w ruch. To swoista energia pożądania, bowiem istnieć znaczy pożądać i pobudzać do działania nakierowanego na przedmioty pożądania. 

Jak zatem możemy rozpoznawać nasze pożądanie? Co możemy z nim uczynić? Jak się z nim obchodzić? Czy istnieje duchowa jakość pożądania? Czy można pracować z pożądaniem? Rafinować je i wyzwolić? Co to znaczy, wyzwolić pożądanie?




Złota zasada brzmi: Kiedy pragniesz "czegoś" natychmiast głupiejesz.


Kiedy pożądanie kanalizuje się w obiekt, następuje zaburzenie przepływu energii pożądania. Obiekty blokują przepływ i rozwój pożądania, wywołując szereg konsekwencji, z których zbudowana jest współczesna kultura konsumpcyjna. Nazwijmy  cały ten proces mechaniką pożądania.


Uwikłanie pożądania w obiekty wytwarza skarłowaciałe "ja", wytworzone ze świadomości zawężonej przez mechanikę pożądania.




Przyjrzyjmy się bliżej tajemnicy tego procesu.  


Nasza kultura wykształciła parę fałszywych poglądów na temat pożądania. Wszystkie one są głęboko zakorzenione w naszym poznaniu. 





Pożądanie jest siłą, która podlega zaspokojeniu. 


Wezbranie w ciele energii pożądania zostaje rozpoznane jako coś niedobrego. Z różnych przyczyn, fundamentalnie nie akceptujemy obecności pożądania w ciele. Rezultatem tej nieakceptacji jest napięcie, a za nim dwojakie, negatywne postrzeganie pożądania: jako nadmiaru lub braku. 


Albo jest to nadmiar, który trzeba rozładować sprawdzonymi metodami albo brak "czegoś" co zostało uznane jako urojona obietnica "satysfakcji". 

Oba te kierunki są tak naprawdę tym samym: poznawczą interpretacją pożądania jako czegoś niedobrego. Umysł, sięgając do zasobów własnej pamięci, wytwarza scenariusze mające usunąć cielesny dyskomfort. 


Dlaczego obecność pożądania w ciele jest nieprzyjemna?

  
Ponieważ każdy człowiek może znieść ograniczoną intensywność pożądania w swoim ciele.  
Kiedy człowiek nie potrafi znieść poziomu pobudzenia, które wypełnia ciało dzięki gromadzeniu energii pożądania, jego umysł wytwarza urojone scenariusze, które doprowadzają go do działań osłabiających siłę pożądania w ciele. 


Kiedy człowiek nie jest w stanie znieść poziomu pobudzenia, ciało usztywnia się w napięciach, zaś świadomość zostaje strącona w labiryntowe korytarze myślenia kończące się ślepymi zaułkami "obiektów pożądania".  



Według Davida Deidy, dzięki odpowiedniemu treningowi jesteśmy w stanie przyzwyczaić ciało do przewodzenia pożądania w znacznie większej intensywności. Dzięki temu, zakleszczone w napięciach ciało nie wywiera presji rozładowania, zaś świadomość nie panikuje, gorączkowo wytwarzając obiekty pożądania. 



Czym są obiekty pożądania?  


Obiekt powstaje z wyobrażeń, które wytrącają się z doświadczania rzeczywistości. Wytwarzanie takich wyobrażeń jest konieczne do funkcjonowania: musimy wyróżniać ludzi, sytuacje, rzeczy i inne "niezmienności" w nietrwałej i rozpędzonej rzeczywistości. 



Wyobrażenie zawsze jest niekompletne; jest pewnym skrótem myślowym, kukłą, rezultatem działania pamięci, która oprócz rozpoznania danego człowieka z twarzy, czyni go nam znanym i przewidywalnym. 
Wybieram z nieskończoności człowieka takie i takie cechy, wykuwam sobie jego kukiełkę, którą zanurzam w nieświadomości, a przez to ją utwardzam i stopniowo zastępuję nią doświadczanie innej, żywej istoty. 

Jedynie człowiek, który odbył długotrwały trening poznawczy (taki jak medytacja) jest w stanie odróżnić wyobrażenie od realnego doświadczania człowieka. Ujrzenie człowieka bez pośrednictwa wyobrażeń jest czymś radykalnie różnym od poznania zarośniętego przez fantazmaty, którym operuje większość ludzi.  



Po "obeznaniu" człowieka, zostaje on podstawiony pod jego wyobrażenie. Obecność - fizyczna lub np. w konwersacji - jest wyzwalaczem jakiegoś skupiska fantazji oznaczonego jako ten konkretny człowiek. Obrazowo mówiąc, jest to kukła, którą mylimy z jej podobizną. 


Z różnych przyczyn ta kukła zostaje naładowana energią pożądania, co przydaje jej atrakcyjności. Kiedy człowiek nie jest w stanie znieść intensywności, która wzbiera w ciele dzięki uwalniającemu się magnetyzmowi, wyobrażeniowa kukła zostaje zaczarowana i  staje się właśnie obiektem pożądania. 

Zaczarowanie to oznacza, iż zastępujemy żywą istotę obiektem pożądania, odbieramy jej człowieczeństwo na rzecz własnej fantazji, oddzielamy się od niej watą naszej fantazji i zniekształcamy wszystkie sygnały od tej osoby zgodnie ze strukturą wyśnionego obiektu pożądania.   


Larchet wyraża to w następujący sposób: 

Skoro pożądliwość jest rozkoszowaniem się wyobrażonym obrazem drugiej osoby, to osoba ta nie istnieje jako osoba albo jako bliźni, ale jako urojony przedmiot, wytworzony przez projekcję pragnień osoby owładniętej namiętnością. Takie widzenie drugiego nie może nie mieć żadnych konsekwencji dla sposobu, w jaki osoba ogarnięta namiętnością będzie postrzegać rzeczywistość, istoty konkretne, które odpowiadają jego namiętności. Nieuchronnie dojdzie do superpozycji wyobrażonego na realne, przez co widzenie tego ostatniego zostanie zmodyfikowane przez to pierwsze. [źródło]


Zasadą mechaniki pożądania jest błędne koło. Obiekty pożądania umożliwiają "zahaczenie się" ludzkiemu działaniu, jednak ich czar wynika z dystansu, podobnie jak w przypadku fatamorgany. Zarówno jednak odległość, jak i sam obiekt są urojone; doskonale odpowiada temu obrazek osiołka z marchewką przywiązaną do kija, umocowanego do jego głowy. Innym ze znakomitych przykładów mechaniki pożądania jest kreskówka o Strusiu i Kojocie. 

Obiekt pożądania istnieje tylko i wyłącznie w nieosiągnięciu, w upragnieniu i dążeniu. Kiedy zostaje "zdobyty", pożądanie albo rozprasza się, albo zostaje przekierowane na inny obiekt pożądania. Widzimy w tej pętli zarówno zasadę kapitalistycznego wzrostu, jak i napęd izotopicznych związków i romansów.   

Dlatego, wszelkie obiekty pożądania nie służą "zaspokojeniu głodu". W przypadku używek, seksu czy osiągnięcia określonego statusu, wrażenie "zaspokojenia" wynika z osłabienia ciała, którego energia zostaje wyssana przez substancję, lub rozproszona przez orgazm, czy mobilizacje sił konieczną do osiągnięcia statusu czy pułapu finansowego.  

Z uwagi na konieczność pewnej dawki sił w ciele, która wzbudza pragnienie, uszczuplenie sił na przeróżne sposoby chwilowo uchyla samo pragnienie. To, co dzieje się pośrednio i naokoło, zostaje przez umysł zestawione linearnie, co tworzy fałszywą pewność, że to właśnie gonienie i posiadanie obiektów pożądania gwarantuje satysfakcję.


***



Wielu ludzi doznało uczucia zakochania, które utrzymało się jakiś czas -  dzięki synchroniczności - pomiędzy dwójką żywych istot. Uczucie to albo stopniowo osuwa się w relację wyobrażeniową, albo w przypadku nieodwzajemnienia tworzy dystans, który sprzyja rozkwitowi kwiatów fantazji: obiektów.



W pierwszym przypadku jest to miłość dwóch nieznanych sobie ludzi. Taki układ umożliwia współpożądanie, które nie zostało uwikłane w mechanikę pożądania. 



Żywy człowiek zredukowany do obiektu pożądania jest najlepszym przykładem spustoszenia, które sieje w człowieku mechanika pożądania.  


Wydaje mi się, że każdy człowiek, a szczególnie kobiety, głęboko wyczuwają, kiedy ktoś traci z nimi kontakt przez pomylenie ich z obiektami pożądania. 

Robert Bly rozpisuje się na temat "syndromu złotowłosej", tendencji wielu mężczyzn do zadłużania się w kobietach, czemu towarzyszy idealizacja tych kobiet i kompletny, emocjonalny odlot. 
Właśnie ów "odlot" jest zatonięciem w fantazji, zainicjowanym przez podstawienie obiektu pożądania pod żywego człowieka. 


Tak naprawdę bowiem obiekt pożądania jest wyzwalaczem, spustem, który katapultuje człowieka do krainy fantazji, zawęża jego świadomość i wprowadza w odmienny stan świadomości. Obiekt pożądania, w swojej istocie jest czystym wyobrażeniem, więc wejście z nim w kontakt wymaga zwrócenia się do "miejsca" gdzie rezyduje, czyli do podświadomości.


Większość z nas i tak jest bardzo daleko od tego, co można by nazwać rzeczywistością. 

Ci, którzy odnaleźli z nią głębszy kontakt dzięki praktyce medytacyjnej lub poprzez naturalne lub wyuczone predyspozycje, odczuwają uruchomienie mechaniki pożądania znacznie bardziej gwałtownie i dotkliwie, czasami wręcz psychotycznie.

Myślę - opierając się na doświadczeniach swoich i tych zasłyszanych od innych praktykujących - że na pewnym etapie rozwoju duchowego, mechanika pożądania jest jak portal, który przenosi człowieka wprost w głębię swojej nieświadomości: krainy fantazji. 



Przechadzamy się wówczas po dnie oceanu, odkrywając w sobie blokady, napięcia i zgrubienia traum, których rodzicami są nasi własni rodzice. W całym swym bólu i przyjemności, zawsze jest to ekscytująca wycieczka.


Dlatego człowiek zafiksowany na obiektach pożądania żyje we śnie. Obiekty, organizujące pożądanie w strukturę błędnych pętli są fundatorami naszego śnienia na jawie. 

Wtłoczenie elektrycznej energii pożądania w te ciasne korytarze automatycznie zawęża ludzką świadomość.  
Właściwie, mechanika pożądania jest zawężoną świadomością, dzieje się w zawężonej świadomości.

To zawężenie - wydaje się - może wynikać z fundamentalnej niezgodności  rzeczywistości z jej usztywnionymi wyobrażeniami. Jest to wciśnięciem czegoś ogromnego w coś bardzo małego: nieskończonego majestatu człowieka w ograniczony twór wyobraźni, co wywołuje napięcie i tarcie: jednocześnie przyjemne i bardzo bolesne. 




Gdybyśmy mogli w pełnym świetle ujrzeć ogrom różnicy pomiędzy żywym, nieskończonym człowiekiem a kukłami wyobrażeń, które pod niego podstawiamy, absurd tego zafałszowania po prostu zwaliłby nas z nóg.  


Człowiek jednak potrzebuje tego zawężenia, żeby kontynuować swoje pożądanie. Tylko w owym zawężeniu możemy odurzyć się własnymi fantazjami. 

Rozpatrzmy przykład inscenizacji seksualnej, kiedy partnerzy przebierają się w różne uniformy lub udają, że są kimś innym. Taka sama inscenizacja jest zresztą głównym magnesem pornografii.  


Dla wielu długoletnich par jest to sposobem na wzbudzenie pożądania, użyciem fantazji jako jej wyzwalacza.  

Czy zatem musimy zanurzać się w nieświadomość - krainy fantazji - żeby zapewnić sobie kontynuację własnego pożądania? Co dzieje się z nami w biegu lat, że uzależniamy się od mechaniki pożądania?


Utrzymanie pożądania bez wyzwalających je obiektów jest niemożliwe dla zwykłego, posuniętego w latach człowieka. Niezakotwiczone w obiektach, pożądanie ulega rozproszeniu, lub ściska się w napięciach i wywiera ogłupiającą presję rozładowania. Niewytrenowane ciało nie jest w stanie utrzymać w sobie wysokiego poziomu pożądania ani objąć go świadomością, która pozwoliłaby się nim cieszyć.







Skoro bowiem oceaniczne, niezakotwiczone w obiektach pożądanie jest nieosiągalne dla większości ludzi, trzeba je kanalizować we wciąż to nowe obiekty, także w ramach związku, czegoś już "osiągniętego". 

Właśnie dlatego Zimbardo stwierdził, że jego złotym sposobem na związek jest codzienne "zdobywanie" swojej żony wciąż na nowo. 

Wszystkie moje słowa jedynie wskazują na prawdę: w naszym doświadczeniu nieustannie zachodzi albo pętla, albo relacja, której dynamika zależy od zasobów energii życiowej, zaś jej mechanika zaplątana jest w dualizm pożądliwego ja i kołowrotka obiektów pożądania. 



Jeżeli jesteś w stanie wyczuć wspólną esencję tego, czego dotykam właśnie tekstem z przeróżnych stron, Twoje pożądanie może zostać wyzwolone.   


Wyzwolenie pożądania oznacza uwolnienie się od obiektów pożądania jako koniecznych jego wyzwalaczy. Wówczas, doświadczanie pożądania i przyjemności jednoczy się; tęsknota staje się nieskończona, obiekt pożądania uobecnia się do przestrzeni oraz igrających w niej zjawiskach sensorycznych.  
Wieczny głód jest wieczną przyjemnością. 


[będę jeszcze pracował nad tym tekstem, a także całym wątkiem. wszelkie komentarze mile widziane. email: dominik.ark@gmail.com]









Moje stare teksty na temat pożądania: