Przewiń na sam dół, żeby dowiedzieć się więcej o samym blogu.

wtorek, 17 października 2017

list z Domu do domu



Żyjemy w świętej rzeczywistości. Te słowa wyświetlają się w mojej głowie kolejny raz, lecz znacznie trudniej uczynić dalsze kroki. Stoję niepewnie i podnoszę stopę. 
Jak to jasno opisać? 
Miażdżąca większość duchowych praktyków nie doświadcza przebudzonych ludzi w postaci z krwi i kości. Czytamy teksty i oglądamy Internet, połykamy treści zanim je przeżujemy i poczujemy na języku. Właściwością takiego przekazu jest fragmentaryczność, którą łatwo pokroić i zamarynować w pamięci: takie słowa, takie zalecenia i rady.  
Te słowa pobudzają, nie ma wątpliwości. Potem działają jak pigułki nasenne; wtłaczają w głębszy letarg, zwiększają kolekcję słów, która skleja oczy, zarasta serce. I nic się dalej nie dzieje, tylko mamy fajniejsze tematy na imprezę. 
Sęk w tym, żeby coś się zadziało, i to coś przeogromnego. Żyjemy w świętej rzeczywistości, co obowiązuje w każdym momencie, także teraz, kiedy rozglądasz się dookoła siebie. Ona jest tam, za błoną cieńszą od pajęczyny - ona jest tutaj. 
Ludzie jej nie widzą, albo mylą ją z wyrzutami serotoniny czy cytatami z Leary'ego, człapią tu i tam, no i nie mają czasu. 

W jaki sposób - skutecznie - uświadomić Wam, że żyjemy w świętej rzeczywistości? 
To eksperyment i gra, która toczy się przy każdej rozmowie, bo każda chwila może być jak katapulta. Uwielbiam oglądać tę źródlaną przejrzystość w ludzkich oczach; oczach, które spotkały odpowiedź zanim zdążyły pogubić się w pytaniach napompowanych przez książki, narkotyki i Internet.  
Uwielbiam słyszeć prawdziwie otwarte słowa, nie te intelektualne pętle, nawet ustrojone w najpiękniejsze pojęcia. Doskonale otwarte słowa (ani jednej domkniętej konkluzji), dzięki którym przestrzeń zaczyna oddychać.  
Należy do tego podejść naprawdę poważnie, póki nasze układy nerwowe nie zestarzeją się tak, że uchwycimy tylko odblaski i obrazki tej świętej rzeczywistości... która jest bliżej niż własna aorta, jest niewypowiedzianym sednem wszystkich pragnień, wodą wypełniająca wszystkie dziury i braki, paliwem wznoszące prosto w górę, głęboko w dół, do serca Ziemi.    

Uszczkniesz z Niej drobinkę i zaspokoisz ten dobijający głód, bez którego nie byłoby po co wstać z łóżka. Zaczniesz wstawać z łóżka z zupełnie innego powodu niż wcześniej: w momencie otwarcia oczu znowu będziesz żywa, żywy. To dzieje się nieprawdopodobnie nieustannie a całą tę świętość wypełnia niesamowita różnorodność ludzkiej kultury i doznań natury, które można smakować bez końca, co za uczta!







czwartek, 28 września 2017

Jak możemy spotykać nasz ból? Część I


Symeon żył na słupach. Spędził na nich łącznie 63 lata, aż do śmierci. Ostatni słup, mierzący ponad piętnaście metrów był jego domem przez 45 lat. Przez cały ten okres zszedł z niego tylko parę razy, zmożony chorobą. Poza tym, przez wszystkie pory roku, dnie i noce żył na słupie, pod gołym niebem.  

Narodziny są bolesne, starzenie się jest bolesne, śmierć jest bolesna; rozpacz, lament, ból i napięcie są bolesne; powiązanie z niechcianym jest bolesne; rozłąka z upragnionym jest bolesna; nie osiągnięcie pożądanego jest bolesne. 

Półnadzy ludzie mieszkający na ulicach śnieżnej Moskwy albo w dołach rozjarzonych płonącymi zwłokami (tzw. ghaty*) w Indiach. Starcy odizolowani w lepiankach na pustyni, zakonnicy zamurowani do śmierci w swoich celach. Ludzie, którzy zrezygnowali z picia wody, poprzestając na owocach i warzywach. 

Dlaczego?   

Ojcowie pustyni byli niewielkimi grupkami ludzi mieszkającymi w ciasnych lepiankach rozsianych po egipskich pustyniach. Spędzali w nich większość dnia, wieczorami zbierając się na wspólną modlitwę. Zespół badaczy, który w latach 60tych próbował przeżyć parę miesięcy na sposób Starców stwierdził zgodnie, że taka codzienność "nie jest do wytrzymania". Takie historie mogą wydać się czymś odległym i abstrakcyjnym, ale poczekaj chwilę...  

...może też doświadczasz czegoś, co jest nie do wytrzymania? Co wtedy robisz? 


Mamy wiele dróg ucieczki od bólu i wszystkie nie działają. Przeczuwając daremność "tylnych drzwi", święci odcięli je wszystkie (zanim stali się świętymi, ale nie przestali być zwykłymi ludźmi) i wystawiali się na trudy, dyskomfort i ból zwane zbiorczo umartwieniami. 
Takie umartwienia mają dwojaką naturę: są wyrzekaniem się przyjemności albo umyślnym wzbudzaniem bólu. Oba te kierunki dążą do nawiązania relacji z bólem, która nie jest ucieczką. Dlaczego? 


Co takiego kryje się w cierpieniu, od którego ucieka cała nowoczesna cywilizacja? Jeżeli widzisz w tym tylko masochizm, to jesteś głupcem. Umartwienia świętych są czymś umyślnym i poniekąd niepotrzebnym. Przecież życie nieustannie dostarcza nam bólu, konsekwentnie zaprasza nas do odnalezienia intymnej odpowiedzi na pytanie jak sobie z nim radzić.  

Większość naszych odpowiedzi widać jak na dłoni. Wykształciliśmy mnóstwo sposobów na ucieczkę przed dyskomfortem, mamy kolekcję wymówek i racjonalizacji, które czynią ją zasadną. Jednak, żaden sposób nie wyczerpie wszystkich możliwości. Życie przejawia niesamowitą inteligencję, która wciąż testuje nasze możliwości. A może to po prostu tępy i ślepy los?

Święci nie mogli oprzeć się pragnieniu, aby uczynić z życia naprawdę prostą historię. Świeckie życie nie jest takie proste; nosimy swój ból w pracy, na oficjalnych spotkaniach i pośród obcych ludzi. Przylepiamy uśmiech na twarz, ponieważ większość ludzi nie ma pojęcia, jak odnieść się do cudzego cierpienia. Cierpienie jest czymś kłopotliwym. Naturalnie, nie potrafią się także odnieść do własnego. To masowe i instytucjonalne stłumienie, w którym człowiek odwraca się plecami od najprostszej prawdy na swój temat: nie potrafimy unieść złożoności i intensywności życia,  sprostać naszym lękom, niepewności i pragnieniom.  

Nie jest to jednak smutny wniosek, tylko podsumowanie procesu. Ten proces to samo życie: spotykanie się z bólem pomnożone przez codzienne sytuacje. Jeżeli to takie nieuchronne, to jak pozostać w miejscach, których nie da się wytrzymać? 

Co się stanie, jeżeli  zostaniesz? 
Co się uruchomi, kiedy porzucisz wszystkie drogi ucieczki i spojrzysz prosto w ból?  
Wreszcie, jak można to zrobić? 

Nie odnoszę się wyłącznie do wielkich życiowych tragedii. Życie jest pełne bólu, który można odnaleźć nawet w najprzyjemniejszych sytuacjach. Zamurowanie się w celi czy życie na słupie to tylko ekstrema, która rozjaśnia subtelności. Święci zapalili wielką lampę pod rojowiskiem ludzkich spraw. Zrobili to dla ludzi, ale przede wszystkim dla siebie.

Problem z małym bólem polega na tym, że łatwo go zignorować. Stłumienie nie znika bólu, lecz akumuluje go w większe porcje, które w końcu wybuchają prosto w twarz. Powoli ważymy swoje piwo, żeby potem się nim zupełnie otumanić i utonąć we łzach. Co się jednak stanie jeżeli przyjmiesz każdą taką łzę i przygarniesz ją do serca?   

Każdy człowiek ma swoje granice, a każde granice są plastyczne. Przynajmniej do pewnego wieku. Te granice to nasza kondycja /capacity/ i pojemność - zdolność do pomieszczenia w sobie tego, co się w nas pojawia. Takie pomieszczenie ma w sobie coś z gotowania jedzenia. Nie ugotujesz ryżu w dwie minuty, potrzebujesz piętnastu, podczas których ogień cierpliwie transformuje suche ziarna w pożywny posiłek. Ból także potrzebuje czasu, aby można się było nim pożywić. Pożywianie czyni bardziej żywym, wzbogaca we wglądy, zrozumienie i głębie, które układają się w ścieżkę wzrostu.

Upływ czasu jest wypełniony krokami, ponieważ nic nie stoi w miejscu. Idziemy przez życie nosząc swój ból jak przyszłe matki. 

Chciałbym ogromnie opisać sztukę stawiania tych kroków i uczynię to w następnym tekście. 

czwartek, 21 września 2017

Jasne oczy




Jakie tempo ma Twoja percepcja świata? 
Pytanie brzmi absurdalnie, ale mamy obrazową wymierną: jednostki czasu.
Prędkość doświadczenia można odczuwać w sekundach, minutach, godzinach lub tygodniach.  
Starsi ludzie odczuwają świat wstecznie, w przeszłości. Pobudzony i rozjaśniony człowiek może uczestniczyć w każdej chwili swojego życia. Żadna technologia nie jest w stanie zapewnić szybkości, którą mogą osiągnąć nasza percepcja i zmysły. 
Rzeczywistość wciąż się obraca: ile rzeczy dzieje się pomiędzy przeczytaniem tego -> słowa...   


     i następnego? Zajrzyj pomiędzy, usłysz dźwięki zza okna, poczuj krzywiznę kręgosłupa, weź wdech - im szybsza percepcja, tym więcej szczegółów. 



Życie to nie ścieżka dialogowa lecz rojowisko drobnostek i wodospadów: w jednej chwili możemy uchwycić mnóstwo rzeczy, którymi świat nasyca się na naszych oczach, przez nasze uszy i nozdrza, pod rękami i skórą. 

Bycie nieuważnym zamula na to wszystko, zatapia w niewyraźny, szary stan który jest po prostu wypłaszczoną wrażliwością. 

Wiesz o czym mówię? Poczuj swoje życie pomiędzy jednym a drugim uderzeniem wskazówki zegarka. Co pamiętasz? Robisz coś, ale "robienie" to raczej ciągłość obowiązku, niż żywe i organiczne działanie. Siedzę w pracy przy komputerze, jadę kolejką do miasta, sprzątam kuchnię, ale co właściwie robię i widzę? Ile rzeczy dzieje się w tym wszystkim? Rzeczywistość się porusza, jest nieustanna, wiruje i wciąga w swoje przestrzenie. Zauważymy dopiero, gdy sami zwolnimy. 

Mistrzowie zen mówią o uważności z-chwili-na-chwilę. Uważność nie jest statycznym stanem, do którego się dociera. To raczej kontakt z przepływem, ruch wewnątrz ruchu, który można odnaleźć, wzmocnić i utrzymywać. Takie życie to rollercaster. Ta odurzająca ciągłość pomiędzy wyciągnięciem kluczy a otwarciem drzwi mieszkania: zręczne ruchy moich dłoni, trafienie prosto w dziurkę od klucza, nadgarstek i szczęknięcie zamka. Wchodzę do domu, właniam się w półmrok, który błyskawicznie unieważniam zapaleniem światła. Zapaleniem światła? Prawa dłoń sięga do włącznika, lewa chowa klucze do kieszeni. Wszystko robię jakbym biegł i jakbym tańczył. Pochyam się. Zdejmując buty zauważam kota; moje serce wypełnia ciepło, but sam się zdejmuje, dłonie sięgają po następny. Prostuję kręgosłup jakbym wyłaniam się ponad lustro wody, biorę wdech. 

I tak dalej i tak dalej,  wstępuję niepostrzeżenie w moment, równie niepostrzeżenie wyłaniając się z momentu poprzedniego. Nie ma tu żadnych chwil, tylko kontynuacja doświadczania. Chwila to twór umysłu, który traci uważność - drobina pamięci, pudełko na czas. 
Umysł wytwarza sytuację, układy i miejsca, a zmysły i ciało nieustannie chłoną rzeczywistość. To panoramiczna uważność; jakby zarzucanie sieci w morze błyszczące od ryb, łowienie, odnajdywanie, dostrzeganie. Możemy połączyć niektóre rybki w ścieżkę dialogową, jednak pewna gęstość szczegółów jest niemożliwa do ujarzmienia w znaczenie, kierunek i sens. Zbyt szybko i wodospadowo się wydarza aby zostać przechwycona. Przypomina to łączenie kropli deszczu w locie, wróżenie z kręgów na stawie.

W ten sposób czas przyspiesza, wykształcam świadomość sekundową, świadomość minutową. Zamieszkuję kolejne chwile, dotykam ich, dotykam i puszczam dalej. Samo bycie w świecie tak mnie angażuje, że ścieżki myśli nie są moim schronieniem i koordynatorem. Zostają raczej włączone w przeżywanie, zamiast je opowiadać i nim zarządzać; tracą swoją utwierdzającą i urzeczawiającą moc. 

Żyję.

czwartek, 14 września 2017

Efekt motyla i jasnowidzenie




William Adolphe Bouguereau - Les Oréades

Let's suppose that you were able every night to dream any dream you wanted to dream and you would naturally as you began on this adventure of dreams you would fulfill all your wishes. You would have every kind of pleasure you see and after several nights you would say wow that was pretty great but now let's have a surprise let's have a dream which isn't under control Well somethings going to happen to me that I don't know what it's going to be Then you would get more and more adventurous and you would make further and further out gambles as to what you would dream and finally you would dream where you are now 
-Alan Watts


Czy istnieje bardziej fascynujące wyzwanie niż przeniknięcie biegu zdarzeń?


Wczoraj wstałem trochę później niż zwykle. Nie kupiłem warzyw, jajek i pieczywa w pobliskim sklepie, nie minąłem dziwnie pachnącego mężczyzny docierając do swojej bramy, nie przypomniałem sobie o minionym wrześniu kiedy rozdąłem nozdrza od zapachu palonego drzewa.

Te chwile są jak drzwi i jak matka: otwierają się i rodzą. Molekuły dnia rezonują z moim układem nerwowym, wykrzesają kombinacje, którymi mogę podążyć, dalej /further/. Wolność to wielka ciekawość; przemierzam dzień z chciwie rozwartymi zmysłami, lecz nie czekam na nic. Muszę odwrócić się plecami (bo plecy nie mają oczu), żeby pozwolić się zaskoczyć.

A Tobie jak minął dzień? Trzeba otumanić życie, żeby coś o nim powiedzieć, inaczej nie dobylibyśmy słowa.
Niczym korniki, pracowicie drążymy swoje dni w miąższu drzewa życia. Tylko czasami nasze korytarzyki przetną się ze sobą. Umyka nam to jak wiele nam umyka, a poza tą mgłą niewiedzy rozpościera się cząsteczkowa złożoność życia, która nikogo nie obchodzi. Jak stawialibyśmy swoje kroki gdybyśmy mieli ją jasno przed oczami? Co byś począł ze swoimi planami, grafikami, multitaskami?

Nie mamy pojęcia co zaraz się wydarzy, chociaż bezczelnie nam się tak wydaje. 

Obezwładnienie złożoności życia zapewnia poczucie spójności; skoro wstawiłem wodę to herbata już jest w drodze. Jeżeli wyszedłem z domu, to zaraz będę w pracy. Robimy z życia trasę autobusu a potem narzekamy na szarą rzeczywistość. Szara rzeczywistość?

A gdyby tak zajrzeć za ten moment i podejrzeć co jest pod spodem?
Raz mi się udało i zobaczyłem mnóstwo dominikowych żyć skłębionych jak taśmy filmowe. Jakbym wypadł zza tekstury i utonął w...

 Leżę zniszczony na ziemi z zaciśniętymi pięściami, zasłona nie wpuszcza Słońca, nie wypuszczam światła do mnie. Spaceruję palcami zanurzonymi w jedwabnej sierści kota i wyczuwam zgrubienia... // ... nieregularności przepływu w rozmowie, małe zastrzyki bólu, mijają. Myślę o Tobie kiedy Ciebie nie ma. Pojawiasz się w drzwiach, ale to już inna taśma. (W tamtej nigdy nie wróciłaś.) Oczy są zamknięte, ciało zanurzone w wygrzanej Słońcem trawie. Światło zaróżawia powieki, myślę o poprzednim, (straconym) lecie. Myślę o następnym lecie pierwszego dnia jesieni (o tym, co będzie).  Myślę: wyławiam lisie ogony z siwego dymu, wypatruję twarzy w korze młodej brzózki. Co będzie?

Gdzieś pomiędzy myślami, nieuczynione: wygaszone przyszłości, niewyśnione sny, zalążki moich działań, zwinięte jak wąż serpentyny decyzji, gotowe wystrzelić z teraz, urodzić się. Oglądam je panoramicznym okiem a obrazy rozpędzają się pod spojrzeniem, pierzchają jak myszy. Które z nich podleję swoją ciekawością, które uśmiercę własnym dążeniem? Jak mam ich dotykać, żeby ich nie naruszyć? 

"Przypomniałem sobie pewien ranek, gdy zobaczyłem uczepioną kory drzewa poczwarkę właśnie w chwili,
gdy motyl rozrywał spowijającą go powłokę, przygotowując się do lotu.
Czekałem dość długo, ale motyl zwlekał.
Niecierpliwie schyliłem się i zacząłem go ogrzewać własnym oddechem.
I w moich oczach – szybciej, niż przewiduje natura – zaczął dokonywać się cud.
Powłoka opadła i wyszedł motyl, ale kaleki.
Nigdy nie zapomnę przerażenia, jakie odczułem, gdy zobaczyłem, że nie może rozwinąć skrzydeł.
Drżąc próbował tego dokonać wysiłkiem całego ciała – na próżno – choć pomagałem mu oddechem.
Potrzebny był tu cierpliwy proces dojrzewania. Skrzydła powinny wolno rozwijać się w słońcu.
Teraz było już za późno. Ciepło mojego tchnienia zmusiło go, aby opuścił poczwarkę przedwcześnie, pomarszczony niby embrion.
Drżał rozpaczliwie jeszcze chwilę i umarł na mojej dłoni.
Te leciutkie zwłoki motyla spoczęły ogromnym ciężarem na moim sumieniu.
Dzisiaj już wiem, że pogwałcenie odwiecznych praw natury jest śmiertelnym grzechem.
Nie wolno nam ulegać niecierpliwości, winniśmy z ufnością poddawać się wieczystemu rytmowi wszechświata.
Usiadłem na skale, aby przemyśleć to z Nowym Rokiem.
O, gdyby ten motyl, którego zabiłem, mógł lecąc przede mną wskazywać mi drogę!" 
-Kazantkakis

Jak uchwycić w słowa te tunele przyszłości wyzierające z każdego ruchu, drgnięcia strun głosowych i przeiskrzenia neuronów? One zawsze tam są. Co z nimi robić, skoro się je widzi? 
Rozbudzona świadomość widzi parenaście tuneli naraz. Szybkie szachy: zrobię to -> stanie się to, zrobiłem tamto -> doszło do tego.
Myśli rozwijają się w ścieżki, ścieżki giną na horyzoncie. Dalej w las, więc więcej drzew i mnóstwo (królestwo) zwierząt. Błądzenie czy spacerowanie, nie wiem. Wybieranie?

Wszystko co robimy ma następstwo, ale nigdy nie ułożymy z tego całości, którą moglibyśmy obracać jak kostką rubika. Przecież następstwa naszych czynów możemy dojrzeć dopiero w zaszłości, w ich dokonaniu. Prognozy przyszłości są naiwne jak plany zawodowe małych dzieci. Czy mogę jednak dostrzec przebłysk skutku w tej samej chwili, z której wywiązuje się działanie?

Tak.

Jedna akcja nie wywołuje reakcji, ale burzę następstw, katedralne architektury schodów po których można się wspinać, z których się zstępuje albo spada, na twarz. Nie sposób zarządzać taką złożonością, wszystko rozgrywa się zbyt szybko, ze mną w oku cyklonu. Trzeba odesłać namysł do lamusa i odnaleźć w sobie siłę, która umożliwi orientację i nawigację w tym królestwie.

Piszę o Rzeczywistości, tej zawsze aktualnej, która nawet w najspokojniejszym momencie odurza swoim bogactwem. Życie nie odróżnia doniosłych i zwyczajnych chwil, właściwie nie ma nawet tej chwili. Życie niesamowicie się dzieje, jego nieustanność jest orzeźwiająca. Żadne storyline nie jest w stanie go wyczerpać. 

Z tylu momentów mogę spaść, chociaż czas nie ma góry ani dołu, tylko uparcie upływa, upływa chociaż tyle razy powinien się skończyć. Tyle chwil jest jak katapulty, bomby rozpraszające chmury, nagłe połączenia, zbudzenia z jakiegoś snu, ostatnich kwadransów czy miesięcy, znowu jakoś się budzę, z czegoś się wybudzam i rozglądam z szeroko otwartymi oczami, biorę wdech, WDECH.

To wszystko wydarza się jednocześnie w jakiś nieprawdopodobny sposób. Obraca jak gwiazdy na niebie w przyspieszonym tempie. Chomik kręci się w kołowrotku, człowiek pędzi w hipersześcianie jak w brzuchu pralki.

wtorek, 29 sierpnia 2017

Listy miłosne od ciała



Ignorancja jest przyczyną cierpienia, jak stwierdził Budda.   
Filozoficznie, można sprowadzić ignorancję do głupoty, zaś jako przeciwieństwo - a zarazem cel rozwoju- ukazać mądrość. 
To jednak wikła nas w pułapkę cudzysłowiu. "Ignorancja", "głupota" i "mądrość" są ideałami, zaś odnoszenie się do nich uruchamia podejście top-down. Ideały są drogowskazami, etykietkujemy nimi nasze działanie, czyli po prostu osądzamy siebie i innych. 
Ta strategia prowadzi do zbudowania rozłożystego systemu koncepcji, które sprawdzają i kontrolują działanie. 
Ten system jest drzewem ignorancji, jej rezultatem, produktem. 

Spójrzmy na ignorancję inaczej, osadzając ją w ucieleśnieniu. 
A jeśli "przeciwieństwem" ignorancji jest wrażliwość?  

Ignorancja przypomina mgły wojny w grach strategicznych. "Mgła wojny" to nieodsłonięty obszar mapy, na której rozgrywa się potyczka. 
Rozpoczynając grę, mamy odsłonięty niewielki obszar mapy, który możemy poszerzać naszymi eksploracjami. 
Ignorancja w Buddhadharmie jest naszą relacją do tego obszaru.  
Jest nim ciało; nasze niezbadane, intymne terytorium. "Wnętrze" jest słowem, które zrobiło wielką karierę w duchowości i dyskursach rozwojowych. Kierujemy się "ku swojemu wnętrzu", odnajdujemy w nim myśli, możemy je obserwować i coś z nimi podziałać. 
Jednak także z wnętrza można zrobić kategorię, która bardziej miesza niż rozjaśnia. 

Zajrzyjmy więc do wnętrza własnego ciała. Można poczuć od wewnątrz palce u stóp, pierś czy głowę. Za samą poznawczą możliwość takiego wglądu odpowiada kolekcja zmysłów cielesnych /haptics/: prioprocepcja, kinesteza i inne zmysły dotyku.  
Kiedy człowiek uczciwie zwróci uwagę na własne stopy to może odkryć, że nie może ich zlokalizować bez oczu. Zamykamy oczy i kierujemy uwagę w daną część ciała i odkrywamy, że niczego tam nie ma. 
To są właśnie mgły wojny, zaś dążenie do utrzymania ich można nazwać ignorancją. 

Fundamentalnym skutkiem ubocznym mnóstwa naszych działań jest odcięcie od ciała. Długo by mówić o tym, dlaczego to robimy. 
Sedno leży w tym, że istnieje w nas siła, która z ogromnym impetem oddala i odcina nas od wnętrza ciała. 
To odcięcie i oddalenie po prostu stępia wrażliwość; ludzie czują coraz mniej, co w nowoczesnym społeczeństwie osiągnęło skalę nieporównywalną do tysięcy lat naszego bycia na Ziemi. 

Stworzyliśmy kieszonkowe wszechświaty, które - chociaż żywią się energią ciała - funkcjonują dzięki jego zaślepieniu. 
Brak kontaktu z ciałem to brak kontaktu ze sobą. Spróbujmy to wyjaśnić, mówiąc o odkryciach płynących z ucieleśnienia. 

Wrażliwość skierowana na ciało rozjaśnia mgły, które je wypełniają. Ciało ma w sobie przestrzeń, która jest wypełniona życiem. Ogromna ilość zjawisk wydarzających się w ciele uchodzi naszej uwadze. Dopiero pewien próg bólu, ekscytacji czy pobudzenia przebija się przez mgłę i dociera do świadomości. Podkręcanie bodźców przez środki chemiczne i technologiczne służy właśnie temu; poczucia czegoś w warunkach codziennie wzmacnianego otępienia. Gdyby sam oddech nasycał ciało przyjemnością, czy używki byłyby potrzebne? 

Dlaczego więc tak gorliwie się otępiamy? Ponieważ życie, które rozbudza nasze ciało wymaga uwagi. Im więcej życia odkrytego w ciele, tym więcej czynników do których trzeba się odnieść. Ich odkrywanie i pogłębianie nie ma końca: człowiek odkrywa siebie jako rozwibrowany wszechświat, który dynamicznie reaguje na bodźce, innych ludzi, po prostu wszystko. 

Rozum jest bezbronny wobec takiej złożoności. Nie sposób skategoryzować zjawisk, ponieważ zbyt szybko się wydarzają i zmieniają. Trzeba odnaleźć inny sposób działania niż dotychczas przyjęty.  

Życie rozbudzające ciało nie jest jednak bezładne. Świadomość wykrywa w niej regularności, nie jest to jednak obserwacja przedmiotów. To raczej nieustająca rozmowa. Odpowiednia wrażliwość pozwala rozpoznać komunikaty i poruszać się w zgodzie z nimi.  
Człowiek wykształcił sposoby odniesienia i procedury decyzyjne, które opierają się na zestawie idei i wartości. Takie systemy mogą całkowicie ignorować wiadomości z ciała, a wręcz traktować je agresywnie.  
Nie mówię o ideologiach i intelektualnych poglądach, ale o podstawowych koncepcjach, których używamy do orientowania się w rzeczywistości. Już na tym podstawowym poziomie są one skłócone z życiem ciała, co wzbudza dojmujące poczucie konfliktu. 

Kontakt z ciałem pozwala wyróżnić sztywne koncepcje jako sztuczne. Koncepcje tworzą złudzenie wyjaśnienia, które przetwarza surowe sensacje płynące z ciała. Bycie zmęczonym, rozbudzonym, podnieconym, smutnym czy tęskniącym może zostać "przemieszczone"; przechwycone przez umysł i ubrane w koncepcje, co przypomina zwierze ubrane w uniform strażaka. Śmieszne? 
Śmieszne i groteskowe, ale smutne w skutkach. Nieustannie rozmijamy się ze sobą, ponieważ nie potrafimy rozpoznać komunikatu, ponieważ używamy nieskutecznego narzędzia. 
Bardzo często zmęczenie, stymulacja, tęsknota czy miłość są czymś zupełnie innym niż sugeruje umysł. Przechwycenie i podstawienie jest błyskawiczne; odczucie nie ma nawet szansy żeby się wyłonić, zostać usłyszane i zrozumiane. Dlatego ścieżki naszych działań są powykręcane, wypalamy mnóstwo energii na odkręcanie mimowolnie wzbudzonych problemów, ponieważ nie identyfikujemy jasno komunikatów. 

W świetle tego wszystkiego etyka jest po prostu zgodą z ciałem. Dodajmy tu tylko jedną myśl, czy wniosek: człowiek żyjący w zgodzie z ciałem zawsze działa uczciwie i szczerze. Sytuacje, do których doprowadzamy z tej perspektywy naturalnie prowadzą do pogłębienia, wglądu i uzdrowienia. Jakże są bogatsze od sztucznej życzliwości i kompromisów które budujemy, żeby pokojowo ze sobą żyć!  

Po długotrwałym procesie odzyskiwania i nawiązywania kontaktu z ciałem, rozpoznawania jego komunikatów człowiek uczy się działania w zgodzie z nimi, natychmiast. To znaczy: nie następuje opóźnienie konieczne na przetworzenie i interpretacje; energie wyłaniają się z ciała bez zahamowania, przyjmują postać ruchów, słów i spojrzeń. Dosięgają głębi drugiego człowieka i poruszają go. 
To naprawdę inny rodzaj istnienia i współbycia od tego, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. 
Jego osiągnięcie wymaga lat i wielokrotnie przypomina ruch pod prąd, odbywający się w powszechnej ignorancji osób w otoczeniu. 
Obejmuje calutkie życie wraz z wypełniającymi je czynnościami, zadaniami, relacjami.  
Nie ma jednak nic piękniejszego, czemu człowiek - jako cały człowiek - może się oddać. 







wtorek, 22 sierpnia 2017

Ozdrowienie



"Istoty wewnątrz umysłu są tymi, które zwane są błądzonym i zwiedzionym umysłem, występnym umysłem, oszukańczym i fałszywym umysłem, przywiązanym i zazdrosnym umysłem, złym i zatruwającym umysłem. Wszystkie takie rodzaje umysłów są "wszystkimi czującymi istotami". Trzeba uwolnić je od ich własnej, wsobnej natury. To zwane jest prawdziwym wyzwalaniem" 
-Hui Neng

W zdrowieniu ludzi głęboko skrzywdzonych jest coś majestatycznego. 
Pierwsze kroki, pierwsze spojrzenia w lustro. Odzyskanie siebie. 

Ludowe opowieści mówią o oddzieleniu duszy od ciała, i skazaniu tych dwóch przyjaciół na błądzenie przez obce, ciemne krainy. 

Słońce pali skórę, a ciemność gubi kroki. Burze wyszarpują dusze z ciała, miotają nią na nici przezroczystej jak pajęczyna. 
Nić cienka jak brzytwa, ostrze jak skraj przepaści, potykanie się i upadki. Upadek w zagubienie, wynurzanie oczu i nosa ponad ciemną wodę, uderzanie zaciśniętymi dłońmi w mętną, czarną toń, bicie pięściami w zimną próżnię. 
Szarpiące ruchy napiętego ciała goniącego cienie, suche i martwe słowa w ustach, a potem w oczach najbliższych.  
Zagonione w kąt cienie wybuchające w czarne dziury. Myśli jak rączki rozczapierzone w powietrze: pragnące. 
Osamotnienie niemożliwe do zniesienia, ale tak uporczywie trwające, ostro oświetlone lampą pobudzonej, chorej koncentracji. 
Chore oczy, chore ręce, głowa zawieszona jakby na baloniku w trujących chmurach. 
Niszczenie rzeczy w dłoniach i wyślepianie ludzi chorymi oczami. 
Jedyną ucieczką jest otępienie, zadymienie tej przestymulowanej percepcji, wytrzeszczonego oka, które tęsknie patrzy ale nie może ZOBACZYĆ. Zaciśniętych dłoni, które nie mogą DOTKNĄĆ, skóry jako pancerza, egzoszkieletu, blokady.
Otępienia: wyprucia się z sił, ograbienia z witalności, lub wypalenia siły życiowej do popiołów. 

Nie ma wyjścia od pierwszego kroku: otworzenia oczu i serca na to wszystko. Niesienia tego jakiś czas, klucząc pomiędzy ludźmi, zmuszając się do obowiązkowych czynności. 
Człowiek jak zwierzę, jak dziecko: błądzi samo po ulicy, potrącane i przewracane przez Dorosłych, Obcych.  
Opuszczone, zgubione, opuszczone, zgubione, opuszczone, zgubione, opuszczone, zgubione. 
Ono nie wie co się dzieje - nie wyjaśnisz jemu, co ma robić. Ono nie rozumie, nawet nie sfabrykuje zrozumienia. 
Dziecko, czy Ja? 

Ja. 
Nie odnajduję siebie, tylko już jestem odnaleziony. Chwile przedtem jakby nieistniejące: w końcu >>mnie<< nie było. Wszystkie moje poprzednie punkty wyjścia i postawy jakby skądś indziej; bo przecież mnie nie było. 
A teraz jestem. 
I widzę zwierzę, widzę dziecko, widzę już to, już nie jestem tym, jakoś inaczej Jestem.  

Mówimy o kontakcie, mówimy o byciu ze sobą, mówimy o sercu czy samorelacji. Jej istota prześlizguje się pomiędzy słowami, pomiędzy uwagą przeskakującą z jednej strony na drugą, a w mgnieniu przeskoku czującą sam KONTAKT. 
Jest albo go nie ma. Kiedy go nie ma, jest fabrykowany, jak rusztowania wznoszące na bagnie, na próżni, na czarnej dziurze. Wciąż mówię sobie że jestem, protezuję tym czy innym moje ego, bronię swojego ego, opancerzam i ścieśniam jak buty chińskich kobiet. Rośnie zdeformowane, implodujące do środka, jak chore drzewko. 

Ale co, jeżeli możesz się wyzwolić? 
Możesz powstać z tego wszystkiego. 
Możesz odzyskać siebie. 
Możesz dbać o siebie. 
Możesz chronić swoje dziecko. Dostrzeżenie go na zatłoczonej ulicy jasnymi oczami wyzwala ogromną siłę, tak rozwibrowaną życiem i tak pewną i niewzruszoną, jak cisza w samym środku trzęsienia ziemi. 
Chronić, chronić, chronić, chronić, chronić, chronić, chronić, chronić.  


Wszystkie odcięte i porwane cząstki, zamrożone w komórkach ciała chwile, kiedy byłeś niemowlakiem, dwulatką, pięciolatkiem, dwunastolatką. Chwile które rozdarły delikatną percepcję dziecka, które złamały serce pogubionym nastolatkom, zwaliły z nóg wszystkich Ciebie z przeszłości, skutkując zamknięciem ich głęboko w Twoim własnym ciele. 
Te wszystkie głosy nigdy nie będą Tobą, lecz kiedy dasz się im przechwycić to uwierzysz, że nimi jesteś. Będą zastygać Twoją twarz w maskę i unieruchamiać ciało, hamować i popychać do przodu, wciąż męczyć i męczyć. 
Ale one nie są Tobą. 
Ty jesteś czymś znacznie więcej. 

Nie możesz sobie wyobrazić tego, kim jesteś. 
Nie możesz sobie nawet wyobrazić tego, kim naprawdę jesteś. 

Nie ma niczego, co może Tobą zagrozić. Wszystko, co Cię przeraża woła Cię do bycia obrońcą, woła Cię do cichego heroizmu w Twoich wewnętrznych, lustrzanych przestrzeniach.  
Możesz być przestrzenią bezpieczeństwa dla wszystkich tych głosów. To daje siłę, która pozwala przejść przez wszystko. 
Myśli są tak blisko nas, nie sposób odnaleźć skąd się wydostają, jak w ogóle mogą zaistnieć w naszej świadomości. 
Nasza głębia nie jest na dole ani u góry, ona jest w ciele, ale głębia otwarta w ciele połyka całą rzeczywistość i wszystkich ludzi wokół Ciebie. Z tej głębi wyłaniają się, nie żadne rzeczy, ale żywe głosy, żywe istoty.  
Myśli, odczucia, emocje, uczucia i nawet percepcje są jak dzikie zwierzęta; będąc tak blisko Ciebie, fundamentalnie nie są Tobą. 
Są tak blisko Ciebie, że ucieczka od nich może je tylko wepchnąć głębiej w Ciebie, a więc uwięzić i odseparować w Twoim własnym ciele. 
Są tak blisko Ciebie, ale nie są Tobą. Będąc przeszłymi Tobą, nigdy nie mogą zyskać ontologicznego statusu CIEBIE. 
Ty jesteś czymś znacznie więcej. 

Jeżeli każdy niepokój jest uwięzionym głosem, każde zmartwienie wołającą o pomoc istotą to każda chwila cierpienia może być momentem wielkiej miłości. 
Taka czułość i miłość skierowana do samego siebie uzdrawia chorych, podnosi zmarłych. 
Ta siła jest dobra, niewinna i mocna - jest potęgą bez skazy, bez długu i zobowiązań, siłą bez przemocy, lecz wyposażoną w agresję, czujność, drapieżność i spryt - cechy szlachetnego królestwa zwierząt, w którym mieszka człowiek. 

Kochaj siebie. 
Wybacz sobie. 
Wyzwól się.


sobota, 12 sierpnia 2017

Wprowadzenie do Dharma Ocean i grupy studyjnej w Trójmieście



DHARMA OCEAN 

Dharma Ocean jest społecznością praktyków w Kolorado (Północna Ameryka) oraz na całym świecie, która podąża ścieżką ucieleśnionej duchowości. Dharma Ocean jest nie-monastycznym lineażem opartym na ludziach świeckich, tzw. joginkach i joginach (praktykach), dla których medytacja somatyczna jest życiowym priorytetem. 

Dharma Ocean to inspirująca i żywa wspolnota, w której głęboko dbamy o siebie. Nie jesteśmy jednak zorganizowaną religią. Jesteśmy dużą i rozproszoną społecznością bez sprecyzowanych granic, ale połączonych wspólną inspiracją skierowaną na ciało i codzienną Miłość życia. Nie trzeba podpisać żadnego formularza ani spełnić szeregu wymagań, żeby być częścią naszej społeczności somatycznych praktyków. Poprzez połączenie się z naukami, już jesteś członkiem lineażu, a jej płomień zaczyna w Tobie płonąć.  

Dharma Ocean jest tłumaczeniem tybetańskiego imienia Trungpy, Chökyi Gyatso i odzwierdla podstawową misję transmisji nauk Trungpy Rinpoczego skierowanej do współczesnego świata.  

Podstawowe wartości fundacji Dharma Ocean.

Ucieleśnić, uwolnić i szeroko udostępniać unikalną drogę do przebudzenia i ludzkiego spełnienia nauczanego przez Chogyama Trungpę, Reggiego Raya i jego starszych uczniów, tworząc żywą wspólnotę praktykujących. 

1. Ukazywać fundamentalne dobro ludzkiej istoty - nasze własne wzrodzone ucieleśnienie i wewnętrzną doskonałość 

2. Świętość całego życia i doświadczania - wszystko, co się pojawia jest ekspresją wielkiej mądrości i potencjalnymi bramami do natychmiastowego przebudzenia 

3. Codzienna praktyka "nieodwracania się" - aby rozwinąć postawę całkowitej akceptacji i otwartości skierowanej na doświadczenie, i odnalezienie w tym transformacji spełnienia i urzeczywistnienia, którego tak wielu ludzi poszukuje.



ZAŁOŻYCIELE


Dharma Ocean i lineaż Dharmasagara są utrzymywane przez doktora Reginalda Raya oraz Caroline Pfohl. Jako współ-dzierżcy (co-lineage holders), na nich spoczywa odpowiedzialność rozwoju i prezentacji nauk Dharma Ocean dla świata. Pod tym przewodnictwem, starsi studenci zostali wyszkoleni jako nauczyciele i obecnie przekazują nauki i praktyki Dharma Ocean poprzez programy realizowane na miejscu i online, a także przez prowadzenie lokalnych wspólnot (sangi). 




Dr Reginald Ray jest współzałożycielem i duchowym dyrektorem fundacji Dharma Ocean oraz emerytowanym profesorem zwyczajnym na uniwersytecie Naropa.  Ukończył studia religioznawcze w Divinity School na Uniwersytecie Chicago. Jego promotorem był Mircea Eliade, jeden z wiodących historyków XX wieku, m.in. autor "Archaicznych Technik Ekstazy". Reggie studiował także z jungowską terapeutką Dr June Singer, a także samodzielnie przeszedł przez proces terapeutyczny. 

W 1970 roku Reggie poznał  Chögyama Trungpę, tydzień po tym jak nauczyciel dotarł do USA. Ray został jednym z jego pierwszych uczniów. Przeprowadził roczne badania w Indiach, ale także podróżował po innych miejscach świata, kontaktując się z szamanami z Ameryki Południowej, ale także rdzennymi ludami Afryki. Współpracował z afrykańskim szamanem Malidome Somé. Od dwudziestego roku życia zgłębiał somatyczne techniki wschodu i zachodu, tradycyjne i współczesne, praktykuje także regularnie Qigong. Mądrość tych tradycji może być odnaleziona w naukach i praktykach Dharma Ocean.

 W 1974 przeniósł się do Boulder, gdzie zasiadł w radzie studiów buddyjskich Uniwersytetu Naropa. Przez trzydzieści pięć lat działał w Naropie, rozwijając wiele inicjatyw i projektów Trungpy. Jako uczony i profesor działał w całym Stanach Zjednoczonych i Europie. Reggie spędził łącznie 6-7 lat na różnych odosobnieniach, zarówno je prowadząc jako nauczyciel, jak i w samotności jako jogin.  

Caroline Pfohl jest współzałożycielem i dzierżcą lineażu Dharma ocean. We wspólnocie pełni rolę Desug (Obrońcy Radości). Caroline założyła także fundację Hemera poświęconą przedstawianiu świeckich, kontemplatywnych praktyk szerokiemu społeczeństwu, z naciskiem na edukacją, kobiety i dzieci oraz sztukę.  
Ukończyła poziom magisterski w szkole Wharton na uniwersytecie Pensylwanii, a także w słynnej London School of Economics. Współpracowała z międzynarodowymi korporacjami oraz NGOs,włączając w to UN w zakresie planowania strategicznego.

Caroline natrafiła na nauki Reggiego Raya we wczesnych latach zerowych (po 2000 roku). Kiedy pierwszy raz uczestniczyła w programie Dharma Ocean odnalazła silne połączenie z lineażem oraz osobiście z Reggiem. Jej wkład w organizację doprowadził do poszerzenia działalności Dharma Ocean o internet, zbudowanie ośrodka odosobnieniowego Blazing Mountain oraz podróży Reggiego po całym USA. 
W programach Dharma Ocean Caroline szczególnie zaangażowała się w praktyki dot. przestrzeni serca (bodhicitta) oraz relacji i partnerstwa. Jako Desung dba także o uzdrawianie, zdrowie i dobrobyt społeczności. W fundacji Hemera zajmuje się wczesnym rozwojem dzieci, systemami edukacji i wsparciem psychologicznym w kontekście kontemplacji. 



ZASADY: Zaangażowanie: komunikacja i praktyka.

Grupa studyjna powstała, żeby zgłębiać nauki i wykładnię lineażu Dharma Ocean, a przede wszystkim nauczyć się praktyk, które mogą mieć transformujący wpływ na nasze działania, relacje i poznanie. Żeby jednak to mogło "zaskoczyć" potrzebne jest pewne zaangażowanie. 

Wielu ludzi ma alergię na słowo "powinieneś", nie mówiąc już o "poświęceniu", poczuciu obowiązku czy odpowiedzialności. 
Zależy nam na uniknięciu ciężarków, które są pod nie podczepione. Zaangażowanie jest bliższe fascynacji, żarliwości czy zakochaniu niż wypełnianiu obowiązków.
Spójrzmy na zaangażowanie w świetle rezultatów, które może nam przynieść: owoców praktyki. 

Praktyka duchowości somatycznej nie tylko rozpuszcza nasze napięcia i umożliwia głębszą wrażliwość i relaks, ale także wyposaża nas w nowe możliwości. Polega to na cierpliwym wykształcaniu nowych połączeń nerwowych, dzięki którym możemy ucieleśniać się z momentu na moment

Ucieleśnienie to możliwość odczuwania ciała od wewnątrz, jako różnych obszarów (stopy, obszar miednicy, obszar piersiowy, gardło, głowa) wtopionych w całość ciała. Ucieleśnienie to kontakt ze swoim ciałem, kontakt ze sobą. To nasz podstawowy cel droga w lineażu Dharma Ocean.

Ten stan jest na początku bardzo kruchy i ciągle nam "ucieka". Kiedy dajemy się rozproszyć przez codzienny zgiełk, mimowolnie odcinamy się od ciała. Możemy to rozpoznać po objawach: naszą głowę rozpychają myśli, ciało jest otępiałe i obolałe od napięć, świadomość zawężona (wwiercająca się w myśli). 

Dlatego, aby ustanowić głębszą, odporną na zwroty życia relację z ciałem, potrzebujemy regularności, zafascynowania i odpowiedzialności. Ich odnalezienie jest możliwe dzięki zaangażowaniu.  

Grupa służy do wspólnego odświeżania i odnawiania tego w sobie. Chcemy naruszyć nasze "zbite" nawyki zachowania i myślenia /habitual patterns/, troche zmienić ścieżki, którymi dreptamy w świecie. Te zmiany zachodzą na poziomie poznawczym i fizjologicznym, dlatego oddziałują na wszystkie rzeczy, które robimy, sytuacje w których jesteśmy.  
Dzięki ucieleśnieniu możemy inaczej być w świecie, zwiększyć pole manewru naszych ruchów, poruszać się swobodniej. Doznawanie przyrody i relacje z innymi ludźmi nabierają nowych odcieni, które wyzwalają zachwyt i twórczą inspirację.  

Zmiana głębokich wzorców działania i percepcji może kojarzyć się z ciężką pracą i oporem. Świat nieustannie wtłacza nas w nie z powrotem, bo inaczej nie umiemy sobie z nim radzić.  
Ten wysiłek może stać się bezwysiłkowy /effortless effort/, inspirujący i radosny dzięki zaangażowaniu.  

Tak naprawdę im szybciej dojdziemy do pierwszych rezultatów praktyki, tym łatwiej nam potem osadzić się w nowym postrzeganiu. Bycie hipnotyzowanym przez słowa charyzmatycznych ludzi nie jest konieczne. Odkrywamy zmiany w ciele dla siebie, na swój unikalny sposób.

W praktykach Dharma Ocean możemy wzbudzić w sobie odczuwalne przekształcenia w naszym poznaniu, takie jak: 

-odnalezienie przyjemności i schronienia w ciele 
-uwrażliwienie zmysłów, które umożliwia "rozsmakowanie się" w czego doznajemy 
-większe bogactwo stanów emocjonalnych (obustronnie) 
-intensyfikacja "witalności" ciała, więcej poczucia mocy czy siły na co dzień 
-niesamowita, utrzymująca się przyjemność z samych procesów fizycznych: oddychania, poruszania się, rozciągania, fizycznej bliskości z innymi ludźmi  
I wiele innych!   

Wspólne zaangażowanie znajduje swoją ekspresję w:  
1. płynnej, regularnej komunikacji między nami
2. codziennej praktyce w ilości min. 25 minut (Reggie sugeruje godzinę, a wieloletni praktycy spędzają zwykle 3 godziny dziennie na praktykach różnych rodzajów)  


1. Komunikacja: 
Mówienie i słuchanie o ucieleśnieniu przypomina o nim oraz integruje ucieleśnienie z różnymi codziennymi zadaniami. Ucieleśnienie nie może być wyizolowane do specjalnego czasu praktyki. 
Wymiana myśli i doświadczeń z żywymi ludźmi odświeża nasze ucieleśnienie, inspiruje do jego przywracania. 
Nasze rozmowy są najlepszym sposobem uczenia się i przyswajania. 
Komunikacja daje także poczucie bliskości i wspólnoty. Znajdujemy wspólny słownik i język do myślenia o naszym wnętrzu, jego procesach, mówimy do życzliwych uszu o naszej radości no i zmartwieniach i cierpieniu.  
Nie chodzi o komunikację jako zasadę, która pcha nas do mówienia. Każdy dociera do siebie ze swoim tempem, docieranie jednak rozpoczyna się od przyzwolenia, lekkiego otwarcia. Stąd angielska nazwa "community": zjednoczenie wspólnoty i komunikacji. 

2. Regularna praktyka 
Jak pisałem, ucieleśnianie się jest procesem, który wymaga czasu, pielęgnacji i uwagi. Wiele zmian zachodzi niepostrzeżenie i uwidacznia się dopiero podczas przełomów. 

Codzienna praktyka nadaje rytm, relaksuje, wyostrza zmysły i koncentrację, a także dodaje energii. Nauczenie się regularności bez zbędnej ingerencji superego, bez napięć także zajmuje czas. Nasza obowiązkowość często jest neurotyczna i konfliktowa: to spuścizna po naszych rodzicach. 

Praktyka jest higieną percepcji, często przypomina bardziej prysznic niż mistyczną przemianę. Gonitwa myśli, napięcia i sztywne ciało, ospałość, obolałość czy przemęczenie niekoniecznie jest rezultatem głębszych problemów. To po prostu warstwa kurzu, która osiada na naszej percepcji. Stopniowo możemy nauczyć się, jak dbać o siebie bardzo instynktownie, a także uwolnić uzdrawiającą samoregulację naszego ciała.  

Dlatego codzienna praktyka jest konieczna do satysfakcjonującego życia i jego rozwoju. Wspieramy się w niej nawzajem, a także robimy ją podczas spotkań.