środa, 28 lutego 2018

Odnaleziny: cząstki kontaktu ze sobą


Większość ludzi podtrzymuje kompulsywny brak kontaktu ze sobą. To sposób przetrwania, który tworzy czarną dziurę, gdzie powinny kwitnąć nasze emocje, ucieleśnienie i najszczersze ekspresje. Tworzymy czarną dziurę przez odcięcie i unikanie siebie, a następnie zapychamy ją konsumpcją, dystrakcją i wizjami "kim chciałbym być" preparowanymi przez armię kałczów i liderów opinii. Poniżej dowiesz się, jak ukrócić ten destrukcyjny nawyk i - krok po kroku - odzyskać kontakt ze sobą.  


Dzień to kontinuum czynności, które angażują czas i uwagę. Zazwyczaj wykonując jedną rzecz za drugą, utrzymujemy w umyśle plan, wytyczne czy cele, które mamy do zrobienia. Jakość wykonania tych zadań zależy od nastawienia; sumy energii, nastroju i siły uwagi, które mamy do dyspozycji. Jest w tym także tempo, stres i lęk, które zaburzają płynność działań. Kiedy jesteśmy rozproszeni, czynność rozwleka się. Otoczeni przez dystraktory czające się w smartfonie czy w laptopie, coraz trudniej jest wykonać jakąś rzecz od początku do końca, w rozluźnionym skupieniu. Skąd bierze się kompulsywne rozproszenie?  

Cal Newport stwierdził, że zdolność do głębokiej pracy staje się prawdziwą rzadkością, cenioną na nasyconym rynku pracownika. 

Deep Work: Professional activities performed in a state of distraction-free concentration that push your cognitive capabilities to their limit. These efforts create new value, improve your skill, and are hard to replicate 

Zdolność do głębokiego i długotrwałego skupienia, zwana także stanem flow jest meta-zdolnością, którą możemy przepoić wszystkie nasze aktywności. To coś więcej niż "mindfulness"; nie rodzi się z medytacyjnego bezruchu, nie jest podtrzymywana przez żaden zewnętrzny warunek, taki jak wyciszenie. Prawdziwy flow bierze się z głębokiego kontaktu ze sobą.  
Utrata płynności w działaniu stała się znakiem naszych czasów, cechuje zarówno pracę jak i czas wolny.  Umysł ustawiony na tryb "staccato" nie potrafi utrzymać uwagi na dłużej, dlatego kompulsywnie skacze od jednej rzeczy do drugiej. Samo przeskakiwanie jest męczące i odsysa energię, co uwidacznia się w osłabionej uwadze, zwiększonym poziomie stresu i poirytowaniu.
W końcu jednak udaje się wykonać pracę do końca. Później, w czasie wolnym, rozrywka również jest poszatkowana i rozproszona. Nawet teraz, kiedy czytasz ten tekst, przedziwne siły kuszą Cię do zmiany okienka. Prawda?

ZOSTAŃ!

Większość ludzi jest po prostu uzależniona od rozproszenia. Zamiast wlewać serce w pasję i oddać się jej, musimy sztachnąć się dystrakcją - zwykle w postaci śmieciowego kontentu. To nowa choroba cywilizacyjna przenoszona przez technologię. Wżera się we wszystkie aspekty życia: w czas spędzony z innymi, ze sobą, w chwile spędzone na najważniejszych czynnościach. Także  chwile "pomiędzy", gdy podróżujemy lub na coś czekamy są zapchane rozproszeniem. 

Każde rozproszenie ma jeden cel, czy raczej anty-cel i jesteś nim Ty sama. Kiedy się rozpraszasz, po prostu unikasz siebie. To nie trudność zadania czy nudne treści pchają Cię do rozproszenia, są one tylko pretekstem. 
W rzeczywistości, coś powstrzymuje Cię przed kontaktem ze sobą.  Co to jest?

Z drugiej strony, jasny i głęboki kontakt ze sobą jest fundamentem dobrej pracy i satysfakcji ze spędzonego czasu. Nie da się tego sfabrykować pozytywnymi afirmacjami albo zafiksowaniem się na wizji tego, jaki chciałbyś być. 
Realne zmiany mogą zakwitnąć tylko na glebie bycia ze sobą, podczas bycia ze sobą. Wszelkie inne zmiany są nałożone i narzucone, zgodne z odwiecznie fałszywą zasadą fake it until you make it. 
Jeżeli będziesz próbowała siebie kreować, zaczniesz przypominać ptaka ubranego w kombinezon; będziesz śmiesznie wyglądać i nigdzie nie polecisz.  
Takie widzenie siebie jest głęboko wpisane w nasze normy społeczne. Posiada tysiąc korytarzy, którymi można podążyć i w końcu kompletnie się pogubić. Tworzą one wielki labirynt, po którym błądzą ludzie, heroicznie udając, że mają kontrolę nad własnym życiem.
Robimy rzeczy, do których zachęciły nas cudze głosy, marketing i konieczności życiowe, często jednak NIGDY nie odkrywamy życiowego powołania, swojej najszczerszej auto-ekspresji, którymi możemy przepoić nasze relacje i działania. Czy to nie straszne?

Nie ma dla człowieka większej straty niż on sam. Ludzie potrafią być biedni a jednocześnie kultywować kontakt ze sobą; nie potrzebują do tego ani wiedzy, ani statusu odbitego w materii.  Ty także potrafisz. Kontakt ze sobą to fundament, który lawinowo nabiera wartości w naszych smutnych czasach. To wartość niewidzialna, którą podrabiają emocjonalne piosenki i rozwojowe kursy.  

Ale te kursy, piosenki, opowieści i pomysły są tylko na chwile. Możesz o czymś przeczytać, a potem nakładać to na życie z pasją szympansa, który wciska trójkątny klocek w okrągły otwór. Powstanie mnóstwo zmęczenia, rozczarowania i presji, ale nigdy jedno nie wejdzie w drugie. Sztuczne i realne nie stopią się w jedno; najwyżej stworzą chorą jedność, na niekorzyść prawdy. Aplikacja wiedzy, której dowiadujemy się z przeróżnych źródeł to nie tyle odrębny etap, co osobny wszechświat; można czytać i chodzić na warsztaty w nieskończoność, bez wywołania realnej zmiany.

Na szczęście jest inna droga. Nie ma ona charakteru specjalnej czynności czy emocjonalnego przeżycia. Jest ona ukryta w naszej codzienności: w tym jak się budzisz, jesz, rozmawiasz, chodzisz i pracujesz. Wszystkie te drobne czynności są okazją do bycia ze sobą. Jeżeli odnajdziesz tę drogę, rozbudzisz w sobie instynkt; dążenie do kontaktu ze sobą stanie się kompasem, a cała reszta podąży. 


Na początku musisz zrozumieć, że unikanie samego siebie stało się napędem Twojego życia. Nie wnikajmy w przyczyny; ich analiza nie przyniesie odpowiedzi. Prawdziwa odpowiedź to decyzja: uznanie kontaktu ze sobą za priorytet, kontaktu zakorzenionego w ciele.  
Kompulsywne unikanie siebie stworzyło dziurę, którą wypełniliśmy normami i zasadami. Normatywizm, czyli uzależnienie działania od zgodności z koncepcją jest rezultatem niezdolności do kontaktu ze sobą.  Robisz coś i mówisz bo tak należy; z progresem wieku Twoje słowa i działanie są coraz ciaśniej uregulowane. Ograniczone lękiem i zmechanizowane. Jest to subtelny gwałt, który zadajesz sobie samemu, oddanie się we władze presji, która nabrała tak wielkiej mocy przez rozproszenie, unikanie siebie. 

Jak możesz odzyskać kontakt ze sobą? Zacznijmy od kroków najmniejszych. 

Spójrz wreszcie na siebie

Rzut oka na siebie w lustrze nie musi być seansem oceniania i osądzania poprzedzonym rytuałami upiększania (czytaj, robienie się inną niż jesteś); możesz realnie ujrzeć siebie w lustrze jako żywą istotę. Wszystkie oceny przychodzące do głowy odciągają Cię od siebie. Jako Ty, jesteś nieocenialna - kiedy podążasz za oceną, gubisz siebie. Zdolność do widzenia siebie jako człowieka jest możliwa do odnalezienia; odkryjesz wtedy zupełnie inną percepcję siebie niż podczas tych wszystkich krytycznych spojrzeń w lustrze. 

Spójrz na siebie: jesteś. Jakby to był inny człowiek. Spójrz na siebie jak na obcego człowieka, a potem rozpoznaj siebie: To właśnie Ty. W tym momencie możesz poczuć coś wyjątkowego; to właśnie odblask kontaktu ze sobą. 

Na początku jest on kruchy, ponieważ większość naszych nawyków ściąga uwagę w inną stronę; w rozproszone pole bitwy pełne głosów jak ma być, a jak być nie powinno, spraw do załatwienia, ciężkich sensów i znaczeń. Rozpoznaj te głosy jako mieszkańców siebie; to bracia mniejsi, nie kontrolerzy. Nie domkną Ciebie w sobie. To Ty zawierasz je w sobie. 

Teraz spójrz na siebie bez lustra

Refleks, który powstaje przez widzenie siebie w lustrze, może zaistnieć także bez lustra. Lustro jest trampoliną, która pozwala rozpoznać efekt. Zapamiętaj moment, kiedy zwracasz się ku sobie, a następnie powtarzaj to w trakcie codziennych czynności: idąc, oddychając, patrząc na drugiego człowieka. Przyłapuj siebie na sobie. Kiedy uchwycisz subtelne wrażenie przejścia już wyczułeś kierunek. Teraz trzeba go pielęgnować, aż ułoży się w drogę. Kontakt ze sobą na początku tej podróży jawi się zupełnie inaczej niż po paru miesiącach czy latach: to, co na początku jest promieniem światła, potem staje się Słońcem.   

W nawiązywaniu kontaktu ze sobą równie istotne są chwile i warunki jego utraty

Szybko zauważysz momenty, kiedy kontakt się rozmywa lub niepostrzeżenie wytraca. W istocie, wciąż o nim zapominamy lub marginalizujemy przez „ważne rzeczy”. Kiedy wielość rzeczy do zrobienia (zarówno tych zaplanowanych jak i aktualnie wykonywanych) nas przytłacza, mamy tendencję do ucieczki i wykorzystywania rzeczy jako okazji do rozproszenia. 

Możesz to jednak odwrócić: wszystko co robisz będzie okazją do kontaktu ze sobą, a także uczenia się tego kontaktu jako czynności trwającej, żyjącej w czasie. Oznacza to, że kontakt jest utrzymywany. Noga robi krok, potem idzie następna. Bierzesz wdech i wydech, mówisz coś, a potem słuchasz rozmówcy - każda czynność jest jak wahadło, jego ruch posiada rytm. Właśnie ten rytm odmierza czas, kiedy pozostajesz przy sobie.

Tracenie i odzyskiwanie kontaktu ze sobą także posiada rytm - momenty zapomnienia są nieuniknione i absolutnie do przyjęcia.  Utracisz siebie tysiące razy, aby odnaleźć  się tysiące razy + 1. Z czasem, każde takie odnaleziny będą odnową; odświeżeniem kontaktu, jakbyś ponownie połączyła się z ukochaną osobą. Twoim zadaniem jest zmiana proporcji; stopniowo, wahadłowy rytm czynności nie będzie odbywał się w rozproszeniu i zapomnieniu, lecz już wewnątrz kontaktu ze sobą. To bardzo istotne, dlatego powtórzę: najpierw wahadło wiruje pomiędzy kontaktem ze sobą a jego brakiem, potem zaś jego rytm następuje wewnątrz tego kontaktu. I nawet, kiedy go tracisz, rozpoznajesz to, więc w jakiś nieprawdopodobny sposób nadal go masz. Wiesz, że go nie masz, ponieważ go masz. Ocieramy się tu o paradoks; jak można utracić samego siebie? Nasz sposób życia jest po prostu ekstremalnie zdysocjowany, zaś kontakt ze sobą to natura naszego doświadczenia. Kiedy ją odzyskamy, zadamy kłam sprzecznościom, które dotąd rządziły naszym życiem; coś nadal będzie obecne, nawet pomimo utracenia. Zmierza to do stanu niezniszczalności, osiągalnego w różnym wieku, samą szaloną siłą woli, w której człowiek chce być ze sobą niezależnie co się dzieje, niezależnie od okoliczności. To rodzaj relacji, która może przezwyciężyć wszystko. W przeciwieństwie do żelaznych zasad fizycznej rzeczywistości, kontakt ze sobą jest możliwy zawsze, zaś każda sytuacja może być rozpoznana jako ścieżka do jego odnalezienia i wzmocnienia.   

Trudno wyczerpać to zagadnienie w esencjonalnym poście, więc tutaj zrobię pauzę.  


Jeżeli masz jakieś pytania, zapomnij o nich. Przeczytaj jeszcze raz to, co napisane wyżej, a potem po prostu próbuj. Stopniowo Twoje pytania również przepoją się kontaktem ze sobą, wówczas nabiorą innej konsystencji. I będziesz mogła odnaleźć odpowiedzi samodzielnie. 

piątek, 23 lutego 2018

Ego i Robot. Ślepe zaułki bliskości

Zabieram się powoli do lektury Modern Romance Aziza Azari. Książkę  przetłumaczono także na polski. To dobrze, bo jest bardzo potrzebna. Jej publikacja w Polsce jest okazją do dyskusji na temat bliskości w erze technologii: co zrobił z nią messenger, tinder i inne social media? Jak przeniesienie uczuć i sympatii do sieci wpływa na samą zdolność do odnajdywania i kultywowania bliskości?


Bliskość AD 2018 to przedziwny twór. Udogodnienia, które wprowadziła technologia zmieniają społeczne ścieżki bliskości; odnajdywania jej, ale przede wszystkim utrzymywania. Kiedyś bliskość sławili średniowieczni bardowie - według wielu historyków byli oni twórcami miłości romantycznej. Ich sztuka była sprzeciwem wobec małżeństw aranżowanych, czyli odgórnie ustalonych. Relacje nawiązywane przez Tindera, czy mniej popularne aplikacje - paradoksalnie - przypominają właśnie takie małżeństwa. Jednak podmiot odpowiedzialny za swatanie to już nie rodzina, lecz ego i robot.  





Przypomnijmy sobie nasze relacje z czasów przedcyfrowych; mówię do tych, którzy mają szczęście je pamiętać. Nawiązywały się one przez przypadek, zazwyczaj dzięki współdzieleniu różnych aspektów życia: szkoły, czy pracy. Śmiałkowie, do których należy niżej podpisany, poważyli się na poznawanie dziewczyn w przypadkowych miejscach, pod impulsem. Raz wziąłem numer telefonu od dziewczyny na seansie filmowym; obojgu nam towarzyszyły mamy! 😁 I potem byliśmy razem, nawet dwa razy, bo z przerwą (jeżeli to czytasz, to puszczam oczko). 


Zastanawia mnie, ile procent Zachodnich nastolatków koncentruje swój romantyzm na tinderze. 79% z nich to tak zwani millenialsi (osobiście nie cierpię tego określenia) - według Expandedramblings, tinderek generuje półtora miliona randek tygodniowo. Z czasem, ta aplikacja wykształciła swoje subkultury w różnych krajach (Czekam na antropologię tindera, niech studenci tej dyscypliny przestaną badać śmieci, czy inne głupoty) Polski tinder wygląda zupełnie inaczej niż francuski (znacznie bardziej bezpardonowy). Moja znajoma usiłuje napisać magisterkę na ten temat (ale ma lepsze rzeczy do roboty, które robią się coraz bardziej dzikie....) Oto cytat: 



Francuski pisarz Dominique Simonnet, który jedną ze swoich publikacji poświęcił rozważaniom na temat historii miłości, uważa że sprowadza się ona do trzech sfer: uczucia, prokreacji oraz współżycia. (...) Obecnie, idealna relacja miłosna według większości osób, składa się ze wszystkich powyższych elementów występujących w podobnym natężeniu, choć jej nawiązanie i podtrzymanie udaje się zaledwie nielicznym, ponieważ wymaga bardzo dużego nakładu pracy: „Dziś ludzie chcą wszystkiego i to zaraz, jednocześnie: szalonej miłości, ale bezpiecznej; wierności, ale z otwarciem na świat; dzieci, ale i absolutnej wolności; monogamii, ale też odrobiny rozpusty”. 


Mamy apetyt na te ekstremy chociaż nie wiemy jak je pogodzić; wyrastają one w sferze fantazji i otulają realność jak smog wypełniający polskie miasta. Czy tak samo trują? Rzeczywistość sieci jest ekspresją tych fantazji, a w niej dryfują nasze obrazki i samoopisy. Są one deklaratywne i powszechnie mylone z prawdą na mocy umowy społecznej. Tacy chcielibyśmy być, takich nas uprzejmie widzą, abyśmy odwdzięczyli się tym samym. Bliskość i miłość zostają wprasowane w te okoliczności, wraz z naszymi tożsamościami.


Co Tinder robi z percepcją żywych ludzi?

Podobnie jak Netflix i Spotify, Tinder wpływa na percepcję tego, co jest jego targetem. W przypadku dwóch poprzednich aplikacji, zmianie ulega nasza percepcja kinematografi i muzyki. I jest to znaczna zmiana, kiedy bowiem człowiek dostaje wszystko na tacy, jego wybór i odbiór tracą jakość . Ile filmów i seriali na Netfliksie jest zobaczonych do końca? Pytanie to jest adresowane wprost do naszych kompetencji poruszania się w wielości.  

To paradoks i konfuzja wyboru: nie musisz już szukać samodzielnie, ale...nie umiesz też wybrać i zostać przy swoim wyborze. Oglądasz filmy po parę minut i wyłączasz. Rozproszenie staje się nawykowe; konfuzja spowodowana wielością możliwości to default, stan wyjściowy. Wszystko to nie jest aż tak niebezpieczne, kiedy mówimy o filmach; ryzyko pojawia się, gdy nawyki te zostają wpuszczone pomiędzy ludzi, w ścieżki bliskości, tworząc liczne ślepe zaułki. 


W przypadku Tindera, przewijamy żywych ludzi, zminiaturyzowanych do zdjęć i opisów. Nasze potrzeby i nadzieje znajdują ekspresję w ruchach palców (niestety, głównie przez korzystanie ze smartfona), a dalej, kanalizują się w DECYZJI. 

Jaka to decyzja? 


Tak albo nie.  


Tak i nie to locus osądu - nadużywając tej perspektywy do orientowania się w życiu, coraz bardziej gubimy poznanie, które wydarza się w nieokreśloności; nieobecności osądów.  Na tinderze osąd jest warunkiem wstępnym, inicjatorem relacji, surogatem pierwszego wrażenia. 
Czy mogło nas spotkać coś gorszego?!   

(Oczywiście, na temat pierwszego wrażenia przeczytasz także tuzin artykułów i rozdziałów w specjalnych książkach. Możesz się więc dobrze przygotować. Uczepienie się wiedzy, która wszystko wyjaśni i wszystkiego nauczy zabija spontaniczność; nawet jeżeli ma ją (programowo) rozbudzić.)

Jest to także punkt startowy, w którym bliskość ulega zniekształceniu.  Rozrusznikiem pożądania i bliskości nie jest żywa sytuacja, wraz z jej zmysłowym bogactwem, lecz ekran smartfona. Miejscem pierwszego wrażenia nie są zmysły, lecz informacja; na spotkanie, jeżeli do niego dojdzie, przybywamy już uprzedzeni i przygotowani.  

A zatem, Tinder umiejscowił ocenę i osąd już przed zawarciem znajomości; która dalej gęścieje po jej nawiązaniu. Dating is collecting information about people to make sure that we do not like them, jak głosi podziemny mem. Ocena i osąd dokonana przez ego i zakcelerowana przez tinderkowy algorytm staje się ramą relacji. 


/Włączam w tę analizę również  "ironicznych" userów tindera, którzy nie używają aplikacji pod wpływem potrzeb i nadziei, lecz dla zabawy. Mózg  tego nie rozróżnia, tak jak podświadomość nie odróżnia wyobrażenia od rzeczywistości, zaś serce Interneuty wciąż podlega tinderowym wpływom...tyle, że w wyparciu (nie tylko wpływów, ale i de facto samego serca) /

Dodaj do tego całą kolekcję tricków, które osiągnęły ponurą kulminację w tzw. Pick-up Artist training. Swego czasu, grupki samo-subwersywnych stulejarzy biegały po Warszawie i nagabywały kobiety. Pełni wiary, że zestaw informacji i wyuczonych ruchów zapewni im sukces. Konsekwencje były opłakane, doszło nawet do wezwania policji. Pewność oparta na wiedzy zawsze prowadzi do kłopotów, szczególnie w kontekście bliskości. 


 Kolekcję tricków rozszerzmy dalej o gamę innych kursów, których celem jest osiągnięcie pewności siebie, odnalezienia swojej kobiecości i męskości, czy podciągnięcia innych - kluczowych w relacjach - społecznych kompetencji. Rynek stopniowo wypełnia się takimi propozycjami. Oczywiście, w sytuacji kursów mamy tu ćwiczenia praktyczne, większość ludzi w potrzebie pozostaje jednak przy teorii; poradnikach, witrynach i blogach. Oznacza to więcej wiedzy, której używamy jako środka do celu.  

...więcej i więcej wiedzy wraz z jej narzędziami, takim jak Tinder. I co to wszystko robi z naszą zdolnością do bliskości? 

Wiedza, niezależnie od swojego przedmiotu, sprowadza się do określania sytuacji. Każda relacja, która grawituje do bliskości ma swoją szarą strefę; czas dojrzewania i nieokreśloności, kiedy relacja nie jest ustalona (ani skonsumowana).  


Nieokreśloność jest kluczowa w bliskich relacjach

Okres nieokreśloności nie jest jednak czymś przejściowym: to czas permanentny, prawdziwa rzeczywistość nieujarzmiona przez ustalenia i kontrolę. Nieokreśloność to brak twierdzeń i ustaleń, które regulują znajomość. Zamiast nich dostajemy znacznie więcej: bogactwo zmysłowe, swobodę konwersacji i taniec z Nieznanym. W nieokreśloności nie wiemy jak jest ani jak będzie, ale możemy poczuć to, co jest. Relacja nie rozwija się w ramach agendy kontrolowanej osądem, lecz spoczywa w TERAZ. W nieokreśloności uczucia rodzą się i rozkwitają; w sprecyzowanych warunkach tworzymy dla nich doniczkę, naświetlamy lampami UV i zalewamy elektrolitami...



Kiedy zajmiemy punkt wyjścia, czyli w taki a nie inny sposób ustalimy relację,ich ścieżka ulega odkształceniu; zyskujemy agendę, plan, który prowadzi nasze zachowania. Właśnie tak powstały rzesze "creepów", którzy w nawiązywaniu relacji kierują się odgórnie ustalonym celem, do którego zakrzywiają wszystko, co ich spotyka. Ów odgórny cel jest konceptualnym odbiciem poczucia braku i potrzeby - jest pomysłem na zasypanie braku, lecz jednocześnie jest z tego braku zbudowany.  Mężczyźni z takim nastawieniem są odrzucani, kobiety zwykle wykorzystywane.   


Rynek cyfrowy wyszedł naprzeciw needy people, lecz zamiast ich wyzwolić, stworzył ramy dla nieskończonej kontynuacji ich przypadłości. Produkt wyszedł naprzeciw potrzebie, ale zignorował jej przyczynę. W rezultacie, potrzeba zmutowała.  



...jezeli powstanie bliskości uzależnione jest od kontroli i osądu, po prostu przestaje być ona możliwa. Albo skapuje kropelkami, które ledwo przesiąkają przez imadła osądzającej maszyny. Warunki nie zabezpieczają bliskości, tylko ją niszczą - nawet bowiem, jeżeli spotkasz odcisk swoich idealizmów odbity w żywym człowieku, umysł nie ustąpi; będzie asesował dalej. Rewersem tej operacji jest ślepe zadłużenie w drugiej osobie - dreams fulfilled!   

PODSUMOWUJĄC...

Poczucie braku, źródło niewiary w siebie i licznych społecznych neuroz zyskało technologiczne przedłużenie, dalej zostało obudowane wiedzą, poradami i trickami, które ma je zamaskować. Wszystkie te sposoby utrudniają zrozumienie istoty samego braku, próbują go zapchać, obejść czy ukrócić.  Oczywiście, jest to pewne uproszczenie, bo mamy do czynienia z masowym procesem społecznym.
 Niech złożoność jednak nie przysłoni prostoty: w biznesie powstał cały przemysł wzmacniający niewiarę w siebie. 

środa, 21 lutego 2018

Czym jest Moc*


Obraz: Theodor Kittelsen - Der Nöck (1887) 

Appendyks: 

*Pożądanie nie jest zarezerwowane do seksu czy pragnienia. To siła istnienia, manifestująca się jako stres, ból, ekscytacja czy radość. Te nazwy są jak barwy - u podstaw, pożądanie jest surową energią mobilizującą ciało do działania. Czy kierunek działania będzie wyznaczony przez barwę, czy przez samą przed-kolorową surowość /rawness/? Kolor posiada kontrkolory, które wchodzą w zależności i kłócą się ze sobą - postać surowa jest plastyczna. Odczarowana z różnicy, morfuje bez przeszkód; uwaga spoczywa w surowości, umożliwiając barwom taniec.