czwartek, 11 maja 2017

Wrażliwość i intensywność


źródło: https://c1.staticflickr.com/4/3604/3294567439_d582336e5c_b.jpg

"Sensory processing sensitivity" to cecha genetyczna, szczególna wrażliwość na przetwarzanie (processing) danych zmysłowych.  Chodzi tu zasadniczo o wszystkie zmysły, łącznie z umysłem. Tak, jak różne faktury (drewno, chropowaty metal, gorąco, ból) są doświadczane przez dotyk, tak myśli i emocje odczuwane są przez umysł. Także treści, które nadają sens myślom i emocjom są czymś zmysłowym, współodczuwanym przez władze wzroku, słuchu czy dotyku. 

Według Elaine Aron, 20% populacji posiada ślad (trait) genetyczny SPS, co czyni ich HSP (highly sensitive person - osoba wysoko wrażliwa). Podobnie jak w autyzmie, możemy mówić o spektrum SPS; różnych poziomach wrażliwości na bodźce zmysłowe. Każdy człowiek posiada pewien stopień wrażliwości, który ulega wyostrzeniu lub stępieniu w toku życia. 

Wrażliwość więc umożliwia mniej lub bardziej intensywne doświadczanie rzeczywistości jako czegoś totalnego. Intensywność jest samym "naładowaniem" tego co widzimy, słyszymy i myślimy. Podobnie, obraz na monitorze może być w niskiej rozdzielczości, albo HD. Przez różne czynniki człowiek może mieć większe lub mniejsze powonienie, nieporównywalne np. do węchu psów. Pomiędzy tymi ekstremami rozciąga się spektrum.  
Głębia ludzkiej wrażliwości jest plastyczna, ulega regulacji przez jedzenie, sen, używki, zioła, tlen, ruch, cykle seksualne, poczucie ucieleśnienia, charakter wykonywanej pracy - wszystko ma bazowy wpływ na ludzką wrażliwość.  
Szczególny wpływ na wrażliwość mają także praktyki duchowe, nieruchome (kontemplacja) i ruchome (qigong, taniec czy wysiłek fizyczny). 

Intensywność jest więc zasadniczym "pokrętłem" ludzkiej wrażliwości. Intensywność wyznacza poziom pobudzenia ciała, które rozkłada się od znudzenia i stępienia, do przestymulowania, przebodźcowania i przytłoczenia. 

Każdy człowiek posiada górną granicę pobudzenia, której organizm nie jest w stanie już znieść. Skutkami nadmiernego pobudzenia, oprócz przemęczenia i wyssania energii z ciała, jest stres i napięcie. 
Poprzez napięcie ciała, generalne zamknięcie organu percepcji, człowiek stawia OPÓR bodźcom, które się w niego wlewają w każdej chwili.  
Napięcie należy rozumieć jednak jako niewłaściwe, zbyt prymitywne odniesienie się do bodźców. Napinanie ciała więzi w nim energię, którą następnie wyzwala się z opóźnieniem. Ciało >>nie chce<< więcej bodźców, w rezultacie lecz magazynuje niechcianą energię w samym sobie. Ten paradoks jest przyczyną ludzkiego cierpienia na tym świecie.

Gwałtowny krzyk czy ból mogą doprowadzić do zatrzaśnięcia organu percepcji. Wtedy ciało gwałtownie się napina.  

"Przetwarzanie" (processing) to fundamentalny proces witalny, który sprowadza się do PRZYJMOWANIA tego co do nas przychodzi. Przetwarzamy rzeczywistość wielowymiarowo, przyjmując ją naszym ciałem, a także rozumiejąc odpowiednimi modułami mózgu. Filtrujemy surową energię rzeczywistości, która w nas się wlewa, odnosimy się do niej, wchodzimy z nią w pierwotną relację. Granice naszych możliwości w tym zakresie można nazwać osobistą kondycją.

Nadmiar bodźców jakiegokolwiek rodzaju (zwykle zjednoczonych w multisensorycznym doświadczeniu) stawia wyzwanie tej kondycji. Przebodźcowanie (overarousal) czy nadpobudzenie siłowo wpływa na organizm, dwoistość umysłu i ciała. 

Przebodźcowanie to główna kategoria doświadczania życia przez HSP. 
Bardziej czuły układ nerwowy "wpuszcza" więcej bodźców, które muszą być "przepuszczone" (przetworzone, processed) przez organizm na wielu poziomach. Proces ten zachodzi nieustannie, otrzymujemy też wiele, zwykle mylnie interpretowanych sygnałów, kiedy organizm jest przebodźcowany, przestymulowany np. głośnością muzyki, gwarem głosów, wysiłkiem fizycznym, gorącem lub zimnem, etc. 
Przebodźcowanie prowadzi do psychicznego, czy percepcyjnego zmęczenia; umysł jest "zasapany" przetwarzaniem wciąż uderzających weń bodźców. 

Proces samego przetwarzania rzeczywistości jest fundamentalny dla naszego istnienia. Możemy także wyczuć, w jaki sposób dynamicznie przetrawiamy, przepuszczamy przez siebie to, co się wydarza. Przebodźcowanie jest czymś dynamicznym; nieraz organizm musi po prostu obniżyć częstotliwość czy intensywność bodźców, żeby przywrócić swojemu doświadczaniu RYTM. 

Rytmiczne, zjednoczone z oddechem, ruchem, mową i działaniem przetwarzanie rzeczywistości nazywane jest kongruencją. Bycie z rzeczywistością w harmonii oznacza zachowanie z nią kontaktu, czułości, ale także współpracę, która kontynuuje się w dosłownie każdej myśli i ruchu. 
Taka harmonia jest czymś tysiąckroć subtelniejszym od tańca, skoro każdy ruch psychiczny jest krokiem.  
Przebodźcowanie organizmu wynika z wielu czynników, zależnych i niezależnych od człowieka. Zazwyczaj wynika jednak z utracenia kontaktu z sygnałami wypływającymi z ciała, tzw. odcieleśnieniem. 
Odcieleśnienie jest zerwaniem kontaktu ze sobą, odlotem do odciętego świata, separacji wytwarzanej przez lewą półkulę mózgu. Z takiego odcięcia rodzi się chciwość, chora żądza, strach i inne zwyrodnienia energii życiowej, spowodowane zaburzeniem kontaktu z ciałem, a więc i z rzeczywistością. 

Charakterystyczna dla SRS większa intensywność WSZYSTKICH doświadczeń pogłębia zarówno ucieleśnienie, jak i opisane wyżej odcięcie. Większa intensywność stanów, przez które przechodzimy jako ludzie, oznacza większą siłę i większą słabość; słabość i siła są równie intensywniejsze. Jednocześnie, mówimy także o intensywności samej intensywności. 

SRS to zatem większe spektrum doświadczenia, które jednak niekoniecznie tożsame jest z większą mądrością czy samopoznaniem. 
SRS rodzi jednak pewną presję samopoznania; zrozumienia w jaki sposób się ze sobą obchodzić, aby nie wypalić się, ocalić od odcięcia, stresu i napięć, a także sensownie funkcjonować w społeczeństwie wypełnionym ludźmi ze znacznie mniejszą wrażliwością.  
Sztuka obchodzenia się ze sobą to nauka własnej wrażliwości. Pierwotnym czynnikiem pedagogicznym jest tutaj ból wypływający z przestymulowani, gwałtu zadawanego przez bodźce, zarówno wychodzące z człowieka jak i do niego dochodzące.  

Ludzka kondycja również jest dynamiczna; można ją poszerzać, zwiększając poznawczą wytrzymałość przyjmowania bodźców. Wiąże się to z DOTKNIĘCIEM I PRZEKROCZENIEM GRANIC czemu naturalnie towarzyszy niepokój, ból i napięcie.  
Niepokój jest sygnałem zbliżenia się do granicy i sam w sobie także jest intensywny.  

Niepokój i napięcie generalnie szerzej towarzyszom HSP w codziennym życiu. Są one sygnalizatorami, ale także wywierają mocny wpływ na funkcjonowanie, zwłaszcza w kulturach, gdzie istnieje tabu niepokoju, skierowanie na "pozytywność", prowadząca do ostracyzmu ludzi eksponujących pewne barwy emocji czy stany psychiczne. Stworzenie pionka społecznego, który jednoczenie maskuje niepożądane stany, albo komunikuje je w akceptowalny sposób, jest kolejnym wysiłkiem każdego człowieka. 
U HSP, podobnie jak u autystyków jest to olbrzymi wysiłek, 

Przebodźcowanie i wyłaniające się z niego zmęczenie i stres obniżają także generalną orientację w rzeczywistości, także pamięć.  
Aby "nadążać" za rozgrywającą się sytuacją, tokiem rozmowy, sekwencją ruchów, ale także filmem, muzyką etc trzeba po prostu na bieżąco przetwarzać bodźce. 
Ich nadmiar, przekraczający możliwości filtracyjne percepcji prowadzi do zagubienia, wpływa na płynność mowy i ruchów, ogólny "ogar i orient" w chwili, sytuacji, tygodniu, etc. 

U wielu HSP takie zagubienie właściwe trwa większość życia, są oni oderwani od życiowego ugruntowania, rozumiejącej orientacji w wielości bodźców. Zagubienie to jest społecznie uznawane za słabość, co prowadzi do poniżenia i marginalizowania HSP na różne sposoby. 
Biorąc pod uwagę, że ślad SRS zawsze występował u około 20-25% ludzkiej populacji, HSP stanowią obecnie ok. 1.4 miliarda ludzi. 


sobota, 6 maja 2017

GŁÓD. Duchowość pożądania.






The essence of tantra is dealing skillfully with pleasure. The person who qualifies for tantra is someone who can cope with pleasure, someone for whom dealing with pleasure becomes a conducive situation for achieving liberation. This is the tantric personality. If a person only knows how to be miserable then tantra will not work for him or her. Like a nuclear reactor without any fuel, such a person will have no resource to utilize for the necessary transformations" - Thubten Yeshe, Introduction to Tantra  





Chciałbym zostać filozofem pożądania. Chcę pojąć dynamikę pożądania, objąć jego cykliczność, rozpracować jego ślepe zaułki, pielęgnować surową energię pożądania, świadomie kultywować ją aż do całkowitego uświęcenia i wyzwolenia.  

Chciałbym, żeby ludzie odzyskali swoje pożądanie, porwane przez hedonistyczną konwencjonalizacje seksu i chrześcijańskie otamowania, wrośnięte głęboko w społeczne ciało od czasów Kartezjusza.

Czego naprawdę pragniesz?  
Kogo naprawdę pragniesz? 
W jaką stronę kieruję się Twoja tęsknota? 
Kim chciałbyś być? Kim nie chciałbyś być? 
Czego pożądasz? Bez czego nie możesz żyć?  
Czego obecności nie możesz znieść? Czego nieobecności nie możesz znieść?  
Czego chcesz?

Poświęć parę chwil, poszukując odpowiedzi na te pytania.



Jeżeli jesteś wrażliwa* (znajduję prawdziwą przyjemność w dedykowaniu tych słów kobietom, lecz są one równie istotne  dla mężczyzn), odnalezienie odpowiedzi na to, czego naprawdę pragniesz wywoła poruszenie w Twoim organizmie. Będzie Ci się lepiej czytało.


Potrzebuję - pragnę - chcę - pożądam - żądam - biorę.  


Pożądanie - żądza - pragnienie - pasja - żarliwość - zachłanność - zapał - GŁÓD - tęsknota - ogień, ogień.


Zauważmy, że większość synonimów żądzy bierze się z procesów biologicznych. Czym jednak różni się pragnienie człowieka umierającego na pustyni od pragnienia fetyszysty mającego bzika na punkcie stóp lub kobiet w butach od Jimmiego Choo?


Zagubieni na pustyni nieszczęśnicy widzą oazy majaczące na odległym horyzoncie, dla fetyszystów zaś same buty są taką oazą. W obu przypadkach główne skrzypce gra fantazja, która jest bliskim przyjacielem pożądania.




Pożądanie jest  fundamentem modernistycznego i późnego kapitalizmu a także większości systemów religijnych. Kapitalizm stał się możliwy dzięki protestanckiemu, wewnątrzświatowemu ascetyzmowi. Paliwem kapitalistycznego wzrostu jest zarówno pożądanie konsumentów, jak i graczy, mających znaczący wpływ na główne czynniki i procesy gospodarcze i finansowe.
Punktem wyjścia buddyzmu i chrześcijaństwa jest także pożądanie i wyzwanie radzenia sobie z nim na kolejnych etapach osobistego rozwoju. 


Jak stwierdził Lacan, pożądanie, którego konsekwencją jest nasze poczucie indywidualności, kształtuje i wyznacza ścieżkę naszego przeznaczenia. 


Czy więc nasze "ja" jest  po prostu skutkiem ubocznym pożądania? 
Posunąłbym się jeszcze dalej: "ja" jest skutkiem ubocznym skanalizowania pożądania w wytwory fantazji, który psychoanaliza nazywa obiektami pożądania. 

Podczas tej kanalizacji, morze pożądania staje się rzeką a ciało zostaje zmobilizowane do podążania w wyznaczonym przez umysł kierunku.  
I właśnie wtedy wyłania się "ja". 
Kiedy jest już czego pragnąć, zachodzi potrzeba pragnącego. 
Stąd i Ty. (Hence the you


Oto mechanika pożądania:



Pragnienie → Obiekt = "JA"

"Ja pragnę" tworzy iluzję poznawczą, gdzie: 
Ja → Obiekt, (strzałka jest tutaj pragnieniem). Pragnienie zostaje więc przechwycone przez relacje podmiotu (pragnącego) i obiektu (upragnionego).



Pragnienie wytwarza więc podmiot, który obarcza się dążeniem i realizacją żądzy skanalizowanej w obiekty pożądania. Dzięki temu, pożądanie zawija się w pętlę: wytworzenie obiektu i podmiotu pożądania umożliwia dążenie, które może być podsycane w nieskończoność.  



Cała machina konsumpcjonizmu służy akceleracji tej pętli. Istota "wolnego rynku" i nowe technologie jeszcze bardziej ją przyspieszają, wraz z rabunkową eksploatacją natury i masowym wypalaniem ludzkich mózgów.


W ontologii późnego kapitalizmu to właśnie "ja" zostaje obarczone doborem i realizacją pragnień. "Ja" zostaje wyposażone w narzędzia, możliwości i wzorce, które mają spełnić marzenia, wytyczyć i osiągnąć cele, procedować tzw. rozwój osobisty.  


Spinoza określił pragnienie jako "conatus" - siłę istnienia, fundamentalną energię, która zamieszkuje ciała i wprawia je w ruch. To swoista energia pożądania, bowiem istnieć znaczy pożądać i pobudzać do działania nakierowanego na przedmioty pożądania. 

Jak zatem możemy rozpoznawać nasze pożądanie? Co możemy z nim uczynić? Jak się z nim obchodzić? Czy istnieje duchowa jakość pożądania? Czy można pracować z pożądaniem? Rafinować je i wyzwolić? Co to znaczy, wyzwolić pożądanie?




Złota zasada brzmi: Kiedy pragniesz "czegoś" natychmiast głupiejesz.


Kiedy pożądanie kanalizuje się w obiekt, następuje zaburzenie przepływu energii pożądania. Obiekty blokują przepływ i rozwój pożądania, wywołując szereg konsekwencji, z których zbudowana jest współczesna kultura konsumpcyjna. Nazwijmy  cały ten proces mechaniką pożądania.


Uwikłanie pożądania w obiekty wytwarza skarłowaciałe "ja", wytworzone ze świadomości zawężonej przez mechanikę pożądania.




Przyjrzyjmy się bliżej tajemnicy tego procesu.  


Nasza kultura wykształciła parę fałszywych poglądów na temat pożądania. Wszystkie one są głęboko zakorzenione w naszym poznaniu. 





Pożądanie jest siłą, która podlega zaspokojeniu. 


Wezbranie w ciele energii pożądania zostaje rozpoznane jako coś niedobrego. Z różnych przyczyn, fundamentalnie nie akceptujemy obecności pożądania w ciele. Rezultatem tej nieakceptacji jest napięcie, a za nim dwojakie, negatywne postrzeganie pożądania: jako nadmiaru lub braku. 


Albo jest to nadmiar, który trzeba rozładować sprawdzonymi metodami albo brak "czegoś" co zostało uznane jako urojona obietnica "satysfakcji". 

Oba te kierunki są tak naprawdę tym samym: poznawczą interpretacją pożądania jako czegoś niedobrego. Umysł, sięgając do zasobów własnej pamięci, wytwarza scenariusze mające usunąć cielesny dyskomfort. 


Dlaczego obecność pożądania w ciele jest nieprzyjemna?

  
Ponieważ każdy człowiek może znieść ograniczoną intensywność pożądania w swoim ciele.  
Kiedy człowiek nie potrafi znieść poziomu pobudzenia, które wypełnia ciało dzięki gromadzeniu energii pożądania, jego umysł wytwarza urojone scenariusze, które doprowadzają go do działań osłabiających siłę pożądania w ciele. 


Kiedy człowiek nie jest w stanie znieść poziomu pobudzenia, ciało usztywnia się w napięciach, zaś świadomość zostaje strącona w labiryntowe korytarze myślenia kończące się ślepymi zaułkami "obiektów pożądania".  



Według Davida Deidy, dzięki odpowiedniemu treningowi jesteśmy w stanie przyzwyczaić ciało do przewodzenia pożądania w znacznie większej intensywności. Dzięki temu, zakleszczone w napięciach ciało nie wywiera presji rozładowania, zaś świadomość nie panikuje, gorączkowo wytwarzając obiekty pożądania. 



Czym są obiekty pożądania?  


Obiekt powstaje z wyobrażeń, które wytrącają się z doświadczania rzeczywistości. Wytwarzanie takich wyobrażeń jest konieczne do funkcjonowania: musimy wyróżniać ludzi, sytuacje, rzeczy i inne "niezmienności" w nietrwałej i rozpędzonej rzeczywistości. 



Wyobrażenie zawsze jest niekompletne; jest pewnym skrótem myślowym, kukłą, rezultatem działania pamięci, która oprócz rozpoznania danego człowieka z twarzy, czyni go nam znanym i przewidywalnym. 
Wybieram z nieskończoności człowieka takie i takie cechy, wykuwam sobie jego kukiełkę, którą zanurzam w nieświadomości, a przez to ją utwardzam i stopniowo zastępuję nią doświadczanie innej, żywej istoty. 

Jedynie człowiek, który odbył długotrwały trening poznawczy (taki jak medytacja) jest w stanie odróżnić wyobrażenie od realnego doświadczania człowieka. Ujrzenie człowieka bez pośrednictwa wyobrażeń jest czymś radykalnie różnym od poznania zarośniętego przez fantazmaty, którym operuje większość ludzi.  



Po "obeznaniu" człowieka, zostaje on podstawiony pod jego wyobrażenie. Obecność - fizyczna lub np. w konwersacji - jest wyzwalaczem jakiegoś skupiska fantazji oznaczonego jako ten konkretny człowiek. Obrazowo mówiąc, jest to kukła, którą mylimy z jej podobizną. 


Z różnych przyczyn ta kukła zostaje naładowana energią pożądania, co przydaje jej atrakcyjności. Kiedy człowiek nie jest w stanie znieść intensywności, która wzbiera w ciele dzięki uwalniającemu się magnetyzmowi, wyobrażeniowa kukła zostaje zaczarowana i  staje się właśnie obiektem pożądania. 

Zaczarowanie to oznacza, iż zastępujemy żywą istotę obiektem pożądania, odbieramy jej człowieczeństwo na rzecz własnej fantazji, oddzielamy się od niej watą naszej fantazji i zniekształcamy wszystkie sygnały od tej osoby zgodnie ze strukturą wyśnionego obiektu pożądania.   


Larchet wyraża to w następujący sposób: 

Skoro pożądliwość jest rozkoszowaniem się wyobrażonym obrazem drugiej osoby, to osoba ta nie istnieje jako osoba albo jako bliźni, ale jako urojony przedmiot, wytworzony przez projekcję pragnień osoby owładniętej namiętnością. Takie widzenie drugiego nie może nie mieć żadnych konsekwencji dla sposobu, w jaki osoba ogarnięta namiętnością będzie postrzegać rzeczywistość, istoty konkretne, które odpowiadają jego namiętności. Nieuchronnie dojdzie do superpozycji wyobrażonego na realne, przez co widzenie tego ostatniego zostanie zmodyfikowane przez to pierwsze. [źródło]


Zasadą mechaniki pożądania jest błędne koło. Obiekty pożądania umożliwiają "zahaczenie się" ludzkiemu działaniu, jednak ich czar wynika z dystansu, podobnie jak w przypadku fatamorgany. Zarówno jednak odległość, jak i sam obiekt są urojone; doskonale odpowiada temu obrazek osiołka z marchewką przywiązaną do kija, umocowanego do jego głowy. Innym ze znakomitych przykładów mechaniki pożądania jest kreskówka o Strusiu i Kojocie. 

Obiekt pożądania istnieje tylko i wyłącznie w nieosiągnięciu, w upragnieniu i dążeniu. Kiedy zostaje "zdobyty", pożądanie albo rozprasza się, albo zostaje przekierowane na inny obiekt pożądania. Widzimy w tej pętli zarówno zasadę kapitalistycznego wzrostu, jak i napęd izotopicznych związków i romansów.   

Dlatego, wszelkie obiekty pożądania nie służą "zaspokojeniu głodu". W przypadku używek, seksu czy osiągnięcia określonego statusu, wrażenie "zaspokojenia" wynika z osłabienia ciała, którego energia zostaje wyssana przez substancję, lub rozproszona przez orgazm, czy mobilizacje sił konieczną do osiągnięcia statusu czy pułapu finansowego.  

Z uwagi na konieczność pewnej dawki sił w ciele, która wzbudza pragnienie, uszczuplenie sił na przeróżne sposoby chwilowo uchyla samo pragnienie. To, co dzieje się pośrednio i naokoło, zostaje przez umysł zestawione linearnie, co tworzy fałszywą pewność, że to właśnie gonienie i posiadanie obiektów pożądania gwarantuje satysfakcję.


***



Wielu ludzi doznało uczucia zakochania, które utrzymało się jakiś czas -  dzięki synchroniczności - pomiędzy dwójką żywych istot. Uczucie to albo stopniowo osuwa się w relację wyobrażeniową, albo w przypadku nieodwzajemnienia tworzy dystans, który sprzyja rozkwitowi kwiatów fantazji: obiektów.



W pierwszym przypadku jest to miłość dwóch nieznanych sobie ludzi. Taki układ umożliwia współpożądanie, które nie zostało uwikłane w mechanikę pożądania. 



Żywy człowiek zredukowany do obiektu pożądania jest najlepszym przykładem spustoszenia, które sieje w człowieku mechanika pożądania.  


Wydaje mi się, że każdy człowiek, a szczególnie kobiety, głęboko wyczuwają, kiedy ktoś traci z nimi kontakt przez pomylenie ich z obiektami pożądania. 

Robert Bly rozpisuje się na temat "syndromu złotowłosej", tendencji wielu mężczyzn do zadłużania się w kobietach, czemu towarzyszy idealizacja tych kobiet i kompletny, emocjonalny odlot. 
Właśnie ów "odlot" jest zatonięciem w fantazji, zainicjowanym przez podstawienie obiektu pożądania pod żywego człowieka. 


Tak naprawdę bowiem obiekt pożądania jest wyzwalaczem, spustem, który katapultuje człowieka do krainy fantazji, zawęża jego świadomość i wprowadza w odmienny stan świadomości. Obiekt pożądania, w swojej istocie jest czystym wyobrażeniem, więc wejście z nim w kontakt wymaga zwrócenia się do "miejsca" gdzie rezyduje, czyli do podświadomości.


Większość z nas i tak jest bardzo daleko od tego, co można by nazwać rzeczywistością. 

Ci, którzy odnaleźli z nią głębszy kontakt dzięki praktyce medytacyjnej lub poprzez naturalne lub wyuczone predyspozycje, odczuwają uruchomienie mechaniki pożądania znacznie bardziej gwałtownie i dotkliwie, czasami wręcz psychotycznie.

Myślę - opierając się na doświadczeniach swoich i tych zasłyszanych od innych praktykujących - że na pewnym etapie rozwoju duchowego, mechanika pożądania jest jak portal, który przenosi człowieka wprost w głębię swojej nieświadomości: krainy fantazji. 



Przechadzamy się wówczas po dnie oceanu, odkrywając w sobie blokady, napięcia i zgrubienia traum, których rodzicami są nasi własni rodzice. W całym swym bólu i przyjemności, zawsze jest to ekscytująca wycieczka.


Dlatego człowiek zafiksowany na obiektach pożądania żyje we śnie. Obiekty, organizujące pożądanie w strukturę błędnych pętli są fundatorami naszego śnienia na jawie. 

Wtłoczenie elektrycznej energii pożądania w te ciasne korytarze automatycznie zawęża ludzką świadomość.  
Właściwie, mechanika pożądania jest zawężoną świadomością, dzieje się w zawężonej świadomości.

To zawężenie - wydaje się - może wynikać z fundamentalnej niezgodności  rzeczywistości z jej usztywnionymi wyobrażeniami. Jest to wciśnięciem czegoś ogromnego w coś bardzo małego: nieskończonego majestatu człowieka w ograniczony twór wyobraźni, co wywołuje napięcie i tarcie: jednocześnie przyjemne i bardzo bolesne. 




Gdybyśmy mogli w pełnym świetle ujrzeć ogrom różnicy pomiędzy żywym, nieskończonym człowiekiem a kukłami wyobrażeń, które pod niego podstawiamy, absurd tego zafałszowania po prostu zwaliłby nas z nóg.  


Człowiek jednak potrzebuje tego zawężenia, żeby kontynuować swoje pożądanie. Tylko w owym zawężeniu możemy odurzyć się własnymi fantazjami. 

Rozpatrzmy przykład inscenizacji seksualnej, kiedy partnerzy przebierają się w różne uniformy lub udają, że są kimś innym. Taka sama inscenizacja jest zresztą głównym magnesem pornografii.  


Dla wielu długoletnich par jest to sposobem na wzbudzenie pożądania, użyciem fantazji jako jej wyzwalacza.  

Czy zatem musimy zanurzać się w nieświadomość - krainy fantazji - żeby zapewnić sobie kontynuację własnego pożądania? Co dzieje się z nami w biegu lat, że uzależniamy się od mechaniki pożądania?


Utrzymanie pożądania bez wyzwalających je obiektów jest niemożliwe dla zwykłego, posuniętego w latach człowieka. Niezakotwiczone w obiektach, pożądanie ulega rozproszeniu, lub ściska się w napięciach i wywiera ogłupiającą presję rozładowania. Niewytrenowane ciało nie jest w stanie utrzymać w sobie wysokiego poziomu pożądania ani objąć go świadomością, która pozwoliłaby się nim cieszyć.







Skoro bowiem oceaniczne, niezakotwiczone w obiektach pożądanie jest nieosiągalne dla większości ludzi, trzeba je kanalizować we wciąż to nowe obiekty, także w ramach związku, czegoś już "osiągniętego". 

Właśnie dlatego Zimbardo stwierdził, że jego złotym sposobem na związek jest codzienne "zdobywanie" swojej żony wciąż na nowo. 

Wszystkie moje słowa jedynie wskazują na prawdę: w naszym doświadczeniu nieustannie zachodzi albo pętla, albo relacja, której dynamika zależy od zasobów energii życiowej, zaś jej mechanika zaplątana jest w dualizm pożądliwego ja i kołowrotka obiektów pożądania. 



Jeżeli jesteś w stanie wyczuć wspólną esencję tego, czego dotykam właśnie tekstem z przeróżnych stron, Twoje pożądanie może zostać wyzwolone.   


Wyzwolenie pożądania oznacza uwolnienie się od obiektów pożądania jako koniecznych jego wyzwalaczy. Wówczas, doświadczanie pożądania i przyjemności jednoczy się; tęsknota staje się nieskończona, obiekt pożądania uobecnia się do przestrzeni oraz igrających w niej zjawiskach sensorycznych.  
Wieczny głód jest wieczną przyjemnością. 


[będę jeszcze pracował nad tym tekstem, a także całym wątkiem. wszelkie komentarze mile widziane. email: dominik.ark@gmail.com]









Moje stare teksty na temat pożądania:















wtorek, 11 kwietnia 2017

Prawdziwa religia to wyzwolone pożądanie



Relacja między religią a duchowością jest zaburzona i zafałszowana właściwie od początku, kiedy o duchowości w ogóle zaczęto mówić w zachodnich społeczeństwach. 

Zawsze musimy coś odrzucić, żeby coś przyjąć. Z drugiej strony, rzecz przyjęta musi być powiązana z tą odrzuconą. W ten sposób odrzucenie wzmacnia przyjęcie, odrzucenie może "załadować" akceptację, nadać jej mocy i zdecydowania. Stąd, odwieczna w grupach ludzkich instytucja kozła ofiarnego. 

Popularyzacji duchowości towarzyszyła krytyka religii - dokonano tu jednak olbrzymiego uogólnienia. Być może wikłanie się w szczegóły rozmieniłoby zdecydowanie na drobne? 

Emocje potrzebują uogólnień. Drobiazgowa analiza hamuje działanie. Działanie jednak nie może być ślepe; dlatego musimy negocjować złożoność z prostotą, aby mądrze poruszać się w świecie. 

Wpatrując się uważnie w to, co doprowadziło do zdeklasowania religii w oczach zachodnich społeczeństw odnajdujemy przerost instytucjonalności, hierarchii i fetyszyzmu, które doprowadziły do zapośredniczenia religijnych doświadczeń przez ludzi (funkcjonariuszy), miejsca kultu, rytuały, wspólnoty i tak dalej. 

Pomylenie jednak tych mechanizmów (nieodłącznych od złożonych zjawisk społecznych) z samą religią doprowadza do fatalnego wylania dziecka z kąpielą.  

Powyższa metafora jest tutaj bardzo trafna: wylewamy nie tylko brudną wodę, nieodłączny skutek uboczny naszego oczyszczenia, ale także żywe, niewinne i bezbronne dziecko, które ląduje w ścieku. 


Czym jest zatem religia, a raczej religijność?  

tajemna sztuka żarliwości, zaangażowania, zapału, wyzwolenia pożądania i przebudzenia tęsknoty

Religijność to specyficzny rodzaj zaangażowania w życie. Religijność jest czystą siłą zaangażowania, która zwrócona jest w stronę czegoś uznanego za ostateczne i totalne. 

Absolut, Bóg, natura buddy czy Dao są kulturowymi idiomami tego, co ostateczne. Unikając uwikłań kulturowych, możemy mówić po prostu o rzeczywistości ostatecznej; o rzeczywistości świętej

Religijność jest więc mobilizacją wszystkich sił życiowych w kierunku tego, co zostaje rozpoznane jako święte. 
Mówiąc o siłach życiowych, mam na myśli nie tylko energię fizyczną, ale także wszystkie nasze dyspozycje: czas, pieniądze, wyobraźnię, umysł czy ciało. 

Religijność ma charakter totalny, nie jest jednak fundamentalistycznym zaślepieniem. 

To, co zostaje rozpoznane jako Święte obejmuje wszystko; Świętość nie rezyduje w ciasnych systemach myśli czy w grupowym podobieństwie kulturowym. Świętość przenika całą rzeczywistość, obejmuje wszystko co przyjmujemy i odrzucamy - właśnie dlatego jest święta.  

Ujrzenie całej rzeczywistości jako takiej totalności nie jest wyzwaniem dla światopoglądu, ale dla samej naszej percepcji. 
Co właściwie jednoczy całą różnorodność rzeczy, z którymi mamy na co dzień do czynienia?  

To pytanie, które nie tworzy odpowiedzi, jest raczej soczewką czy asystentem, który rozpoczyna samo poszukiwanie.  

Poszukujący rozpoczyna swoją podróż od pierwszego kroku; cel jego podróży jest zamglony i nieuchwytny, raczej założony niż namacalny. 

Powiedzmy, że droga jest celem. Pewne jest jednak to, że nie zawsze jesteśmy w podróży. Podróżujemy, kiedy poszukujemy - to odróżnia podróż od wędrówki.  

Założony, czy odwzorowany w mapach cel podróży mógłby być moim napędem, lub marchewką chwiejącą się przed moimi oczyma. 

Taka motywacja starcza na jakiś czas, chociażby do pierwszych kontaktów ze Świętością. 
Co jednak dalej rozpala moje poszukiwania? 

To tęsknota i pożądanie.  



Zaangażowanie, poświęcenie czy oddanie jest naładowane tęsknotą. Potrzebuję siły życiowej, żeby stawiać kolejne kroki. 
Czasami znam sens mojej tęsknoty, a czasami nie. Znacznie ważniejsze jest jednak to, czy w ogóle ją odczuwam. I jak mocno!

Czego naprawdę chcę?
Jakiego braku nie mogę znieść?  

Pytanie o "co" wytwarza obiekt mojego pożądania ,pewną poszczególność -  to, czego chcę. Ta rzecz, to osiągnięcie, ten człowiek, taka sytuacja.  

Moje dążenie do tego przybiera więc linearny charakter: przybliżam się lub oddalam od czegoś, rozpoznając swój dystans dzięki przeróżnym sygnałom; zawartości mojego konta, uznaniu ludzi, uczuć doświadczanych od innych osób i tak dalej. 

Religijna tęsknota działa zupełnie inaczej.  

Natrafiamy tu na podstawową zasadę, która konstytuuje religijność: jeżeli coś jest skierowane na totalność, nie może domknąć się w rzeczy poszczególnej i nie może niczego wykluczyć.   

Totalność zawsze jest aktualna; jest doświadczeniem rozciągającym się przed naszymi zmysłami. 

Pożądanie rzeczy przypomina kanalizację energii życiowej w wąski korytarz zakończony czymś konkretnym. Ta rzecz, ten człowiek czy to zjawisko wzbudza moje pożądanie, dlatego mobilizuję swoje ciało do podążania w jego kierunku.  
Kiedy odnajdujemy coś, na czym nam zależy, w naszym ciele podnosi się dopamina, następuje wezbranie energii przenikające cały organizm. 

Obiekty pożądania, rzeczy poszczególne są spustami tej dopaminy. Jak jednak mogę spowodować, żeby moja tęsknota przypominała potężny nurt rzeki, a nie krótkie zastrzyki, czy odnogi tej rzeki?

Można powiedzieć, że pożądanie totalności doprowadza do zupełnie innej cyrkulacji energii życiowej. Tęsknota przepełnia moje życie i wszystkie moje działania, nie zaś tylko niektóre elementy życia czy działania rozumiane jako środki do osiągnięcia tych elementów.   




Zamiast wybierając działania, które w moim mniemaniu doprowadzą do upragnionego celu, pragnę uczynić wszystkie działania drogą do Totalności, w ten sposób je uświęcając.

Jak jednak mogę mówić o życiu unikając suchej abstrakcji? 

Życie jest tylko tym, co jest teraz: tym co zostaje postawione przede mną. 

Spotykanie się z tym, co aktualnie się wyłoniło oznacza spotkanie z życiem; i właśnie ta nieskończona sekwencja spotkań zostaje naelektryzowana tęsknotą, co uświęca samo życie.


Musimy jednak odnaleźć coś uderzającego i szokującego w tym wszystkim, aby zrozumieć zapał charakterystyczny dla ludzi religijnych. 

W jaki sposób mogę zasilić tęsknotą i żarliwością nie tyle moje specjalne, nakierowane na upragniony cel działania, lecz wszystkie moje działania?  

Odpowiedź jest tajemnicą, którą można odkryć intymnie i indywidualnie, ponieważ powyżej opisany sposób działania jest fundamentalnie inny od działania zorientowanego na rzeczy poszczególne.  

Każda sytuacja zaangażowania w coś poszczególnego może być katapultą do zaangażowania religijnego. 

Katapultą jest tutaj  egzystencjalna sytuacja, kiedy doświadczamy w sobie wielkiego wezbrania energii. 

Musimy uwolnić tę energię od scentralizowania na poszczególności; musimy uwolnić nasze pożądanie, lecz jednocześnie zachować jego intensywność, aby dalej ją pogłębiać.  

Wyzwolone pożądanie uniezależnia nas od obiektów, które je włączają: ludzi, osiągnięć i celów.  

Dzięki tej wolności możemy stopniowo ustabilizować nurt naszego pożądania. Kiedy jest ono powiązane z poszczególnością, pojawiają się szarpnięcia wywołane przygodnością losu. Ktoś nas odrzuci, interes się nie powiedzie lub po prostu będziemy mieli pecha. 

Pożądanie skierowane na poszczególność zawęża nasze możliwości uczenia się samego pożądania, samej tęsknoty; jesteśmy zafiksowani na obiekcie, przez co sam proces tęsknoty, poszerzania i zwielokrotnienia traci na jasności.  

Niezależnie od tego stan mocnego zaangażowania w ludzi, których kochamy, aktywności kreatywne lub misje przedsiębiorcze są naturalnym środowiskiem do testów i pracy.   

Religijny zapał również posiada swój rytm, ponieważ nie da się go utrzymać w stabilności przez pierwsze paręnaście lat, kiedy go kultywujemy.  

Rytmem tęsknoty za rzeczami poszczególnymi jest ich zdobycie, utrata i dystans pomiędzy, zaś rytmem tęsknoty religijnej jest cykliczne odnajdywanie wolności od obiektów pożądania. 

Pociągający świat kusi mnie na tysiące sposobów, a ulegnięcie tym pokusom jest częstokroć lepsze niż neurotyczne stłumienie. Podążywszy jednak za rzeczami poszczególnymi doświadczam tęsknoty za intensywnością wyzwolonego pożądania. 

Chwytam zabawki i obracam je w rękach, moje zainteresowanie się stopniowo przesila i powracam do mojej źródłowej tęsknoty za Totalnością. 

 Taka rafinacja pożądania wynika z prostej zasady: skutkiem ubocznym religijnej żarliwości jest szczęście, pomyślność i przyciąganie przyjemności. 

Mawiało się, że Szatan szczególnie interesuje się świętymi. Ta zasada została niewłaściwie zinterpretowana, co sprowadziło wielkie nieszczęście na wysoko rozwiniętych ludzi. 

Religijne oddanie się Totalności po prostu namnaża pomyślność, sztuką jest jednak zrobić z tego mądry użytek. A sztuka ta doskonali się całe życie!