środa, 20 czerwca 2018

Jordan Peterson: Niepewność i wrażliwość


Życie jest cierpieniem, a człowiek to krucha istota- tak Jordan Peterson często rozpoczyna swoje wykłady. Zauważ swoją pierwszą reakcję na te słowa; to właśnie ona wprowadza w ten tekst.

Co poczułeś?
-"Przecież życie to nie tylko cierpienie a człowiek ma w sobie dużo siły."
-"Przecież życie jest piękne" 

etc.

To wszystko prawda. Życie jest jednak dynamiczne, przygodne i niepewne. Zawarte w nim stany i emocje są nietrwałe. Pomimo ustalonych ram i powtarzalnych pętli nigdy nie wiemy co nam się przydarzy. Kiedy mamy dynamiczny kontakt z życiem zaskakują nas codzienne sytuacje, nawet tak "mikro" jak odpowiedź rozmówcy. Jak czujemy się, kiedy sytuacja rozwija się niezgodnie z naszymi przewidywaniami?

Źródłem cierpienia jest nie tylko przypadek, ale także kruszenie się zbudowanych przez nas ram; rozkład porządku i kontroli. Życie jest niepewne, a my jesteśmy wrażliwi. Cóż, niepewność brzmi lepiej niż cierpienie.

Słowa "życie jest cierpieniem" podważają mnóstwo narracji wyrosłych w ostatnich dekadach. Możemy to też rozumieć inaczej; cywilizacyjna większość środków służących osiąganiu szczęścia czy dobrobytu ignoruje prawdę, że życie jest cierpieniem. Zamiast jednak rozpatrywać to twierdzenie metafizycznie ("Życie jest cierpieniem? To brzmi tak jakby WSZYSTKO było cierpieniem"), zastanówmy się, na to ono wskazuje?

Narracje modernistyczne mówią o wzroście, o "lepiej" i "więcej". Kultura terapeutyczna i rozwój osobisty dają człowiekowi narzędzia poprawy swojego losu. Kultura konsumpcyjna oferuje przedmioty, które obudowują życie i zaspokajają pożądanie. Mamy także ścieżki rozwoju wewnętrznego i statusowego, np. kariery.

Mamy mnóstwo możliwości, które możemy aplikować wprost na życie. Są one bardzo zajmujące. Mają także wspólny pierwiastek. 

Łączy je wspólna postawa wobec cierpienia i tzw. negatywnych doświadczeń i emocji. To fundamentalna postawa. Jest ona negatywna - negatywna wobec negatywności. Myślę, że wyparcie tego, że życie jest cierpieniem jest głęboko zakorzenione w wielu narracjach i "sposobach na życie", , które dalej kształtują ludzkie światopoglądy i systemy motywacyjne.

The first noble truth of the Buddha is that when we feel suffering it doesn't mean that something is wrong. What a relief. Finally somebody told the truth. Suffering is part of life and we do not have to feel it is happening because we personally made the wrong move. In reality, however, when we feel suffering, we think that something is wrong. As long as we are addicted to hope, we feel that we can tone our experience down or liven it up or change it somehow, and we continue to suffer a lot 
- Pema Chodron


Według Jordana Petersona, nasza relacja z cierpieniem konstytuuje bycie. Mamy tu do wyboru dwie drogi. (Peterson podaje tu przykład człowieka z zaburzeniami lękowymi, który postaram się dopisać później)
Pierwsza to przyjęcie tego, że życie jest cierpieniem i działanie z tej świadomości jako punktu wyjścia. Druga nie przyjmuje tego do wiadomości i obejmuje mnóstwo strategii przeciwdziałania cierpieniu. Ten arsenał środków jest konieczny, przecież cierpienie objawia się na wiele sposobów. Właściwie, czym ono jest?

Duḥkha (pal. dukkha) – buddyjski termin pochodzący z sanskrytu oznaczający cierpienie lub bolesność, często jest też tłumaczony jako psychiczny dyskomfort związany z brakiem trwałego zadowolenia. 

Rozumienie cierpienia jako dyskomfortu poszerza jego "kaliber"; jest to zarówno mały ból jak i wielka tragedia, a także wszystko pomiędzy. Jeżeli spojrzymy na cierpienie w taki sposób, możemy zauważyć, że życie usiane jest drobnymi ogniskami dyskomfortu. Zobaczymy jak często coś nam nie pasuje i jak często aplikujemy środki żeby to zmienić. Nasze życie składa się z takich "interwencji" - przeoczamy, ignorujemy lub wypieramy możliwość bycia z bólem. Wielu terapeutów, np. Peter Levine podkreśla doniosłość takiego kontaktu.

Akt przyjęcia tego dyskomfortu nie wprowadza nas automatycznie w rolę ofiary czy cierpiętnika.
Szczery kontakt z cierpieniem to błyskawiczne rozpoznanie; cierpienie jest tutaj /suffering occurs/ - po prostu. Kiedy je rozpoznamy (i przejrzymy/wyłączymy reakcję ucieczkową) możemy z nim zostać. 

The only way to ease our pain is to experience it fully. Learn to stay with uneasiness, learn to stay with the tightening, so that the habitual chain reaction doesn't continue to rule your life. 
- Pema Chodron

Nowoczesność wytworzyła mnóstwo sposobów na odwrócenie się od cierpienia w momencie, kiedy ma  ono miejsce. Jest to tak podstawowy mechanizm, że przenika i organizuje on całe życie. Oznacza to mnogość ucieczkowych środków: leków, produktów, utopijnych wizji i strategii, uśmierzaczy bólu. Powstały całe "procedury terapeutyczne" i style życia, których celem jest cykliczne wypieranie i marginalizowanie bólu. Dotyczy to także teorii społecznych, które dążą do instytucjonalnego wypierania bólu ze sfery publicznej, np. z uniwersytetów.

Stwierdzenie, że człowiek jest kruchą istotą obnaża naszą wrażliwość na ból. Jeżeli odczuwamy cierpienie zazwyczaj nie jest ono czymś neutralnym, "chłodnym". Czy to w postaci niedoli własnej czy cudzej, dotyka ono nas. To dotknięcie to właśnie wrażliwość. Nie jest to wrażliwość cechująca niewielu (tzw. "wrażliwców") każdy człowiek posiada fundamentalną wrażliwość, która czyni go podatnym na cierpienie. Konsekwentnie, wypieranie prawdy, że życie jest cierpieniem tę wrażliwość stępia, ściska i zamyka. Cena, którą za to płacimy jest przytłaczająca.


Jak możemy przyjąć cierpienie? Poprzez dobrowolny wybór - ten wybór odtwarza się tysiące razy w codzienności; może także objąć całe życie.   Dobrowolny wybór otwiera nowe możliwości odniesienia się do cierpienia. Są one zamknięte, kiedy od niego uciekamy, próbujemy je wymazać czy uśmierzyć na różne sposoby.
Nowe możliwości otwierają się, kiedy akceptujemy ból w momencie gdy go czujemy, a także kiedy godzimy się na obecnośc cierpienia w życiu.


Tu zrobię pauzę i zostawie pytanie, które rozwinę w następnym wpisie.

Kiedy życie jest warte cierpienia?




piątek, 15 czerwca 2018

Trzy szkice o czystym działaniu



Dobry wieczór.

Drogi pamiętniczku i czytelniku, zagadnienie sprawczości i proaktywności życiowej interesuje mnie od dobrych paru miesięcy. Moje życie nabiera złożoności z miesiąca na miesiąc, zaś opóźnienie w ogarnianiu i przetwarzaniu tej złożoności jest moją codzienną rozterką.

Bycie w świecie z:
-rozpędzoną percepcją
-hiperwrażliwym aparatem poznawczym
-coraz bardziej otwartym sercem
-uporczywie nieskończonym umysłem

...uczyniło z życia przygodę, w której regularnie obrywam w twarz czy gdzie indziej, usiłując wszystko zintegrować i zachować pęd. (to przyspiesza) Codziennie odkrywam że czegoś nie wiem i dowiaduję się robiąc to, zazwyczaj nie tak jak trzeba. Regularnie zaliczam fuck-upy i jestem jeszcze głupszy po szkodzie niż wcześniej.
Intensywnie się uczę, ale na nowych niż wcześniej warunkach; kurczą się bowiem moje strefy komfortu gdzie mógłbym dumać, trwonić czas i prokrastynować wyzwania.

Moja wielka przygoda z funkcjonowaniem poza skorupką ego zaczęła się WTEDY. Trzy lata później jestem gdzieś w trakcie procesu, który wciąż odkrywa nowe zasady gry, nowe wertepy i dołki.
I tak się to żyćko kręci.


Poniższe trzy szkice traktują o tym samym; o sztuce działania, kontinuum ruchu w codziennym życiu, oraz ucieczkach od tegoż rozpędzonego życia.

/szkic o uchylaniu się od działania/

Intelekt tworzy zaplecze z którego można patrzeć na świat. To przestrzeń myśli i wniosków, w którym wielu znalazło schronienie. Tak powstał dziwny rodzaj człowieka zwanego intelektualistą. Mowa tu niekoniecznie o tych "łeb jak sklep" lecz - w skrócie - o człowieku, który ma stelażu poglądów i koncepcji buduje swoje życie; w tymże stelażu odnajduje i tworzy sens życia i jego kierunek.

Era informacyjna codziennie produkuje budulec z którego można wznosić ów stelaż. Duchowe, samorozwojowe i polityczne koncepcje są cegiełkami, mocowaniami, z których  stelaż powstaje. Eckhart Tolle ukuł termin "stan świadka" - w ten sposób bycie uważnym, uzbrojone i podparte masą poglądów naukowych i filozoficznych zostało ustawione na piedestale.
Pogląd startowy, myśl zero: wystarczy być uważnym, wystarczy być mindful.
Dalej masz mnóstwo technik, praktyk, warsztatów i trików, które umocnią Twoją uważność w starciu ze światem wewnętrznym.
Mamy także królestwo coachingu i psychologii pozytywnej; nie tylko bądź uważny, ale bądź także miły. ZAWSZE. Załóż, że tak będzie najlepiej. Załóż, że osiąście (dwelling) w tej postawie stanowi kres wątpliwości - przecież wszystko logicznie się zgadza.
Bądź pozytywny. Bądź miły.
Jesteś dzieckiem wszechświata, jesteś Bogiem - tylko bądź uważny. I tak dalej.
Mamy więc różne wszechświaty myśli, kosmosy koncepcji, które zamieszkują istoty ludzkie. Wszechświaty te oferują odpowiedzi, sensy i znaczenia, które tworzą zaplecze życia.
Duchowe czy rozwojowe strefy komfortu...

Cóż, to wszystko fałsz - najnowsza wersja samooszukiwania się, jaką opracował człowiek. Czy jest dla nas dostępne coś innego? Jak najbardziej:
...jest to życie w działaniu, bycie wystawione na życie, bez bufora poglądów i koncepcji, które mają to życie zaczarować, zmiękczyć czy zafirmatyzować.
Życie w którym wszystko trzeba zrobić samemu, rozpoczynając (wciąż na nowo) z miejsca, w którym się jest - z miejsca teraz. Wraz ze słabościami, ścieżkami nawyków i bagażem cierpienia; surowym, bezpośrednim, intymnym.

...bo nie ma przecież odpowiedzi na pytania; pytanie jest jedynie formą działania, z której może wyłonić się droga. Ta droga to jednak nie odpowiedź, nie jest to uwieńczenie; to po prostu dalsza ścieżka. Ścieżka, którą się idzie, nosząc w sobie zmęczone serce i stopy poranione od kamieni, którymi usiana jest droga.

Ścieżka, którą się idzie bez żadnej asekuracji - ponieważ asekuracja odrywa stopy od ścieżki.
Zaś rzeczoną asekuracją jest każdy wniosek, osąd czy myśl, które określają minioną sytuację bądź aktualne działanie jako; dobre, złe, skuteczne, nieporadne, dumne. Wszystkie te nakładki odrywają nas od nurtu działania - odciągają do fałszywego schronienia zaplecza.
Czy rozumiesz?

Nie chodzi o to, aby podejmować dobre wybory a unikać złych. Chodzi o to, żeby iść - a jeżeli chcesz iść, to tylko w kontakcie ze sobą, jako Ty, chociaż nie masz pojęcia kim jesteś, bo takie pojęcie już jest asekuracją. Czujesz jednak siebie i stawiasz kroki - a rzeczy po prostu zdarzają się i przychodzą, bez końca. Umysł próbuje ujarzmić ich nurt i wytyczyć kierunek; jednak im więcej mądrości, tym trudniej o takie domknięcie.

Domknięcie niczego Tobie nie da, nie uchyli Twojej niepewności - ta niepewność jest życiem; niepewność jest rezygnacją z podpórek, protez i asekuracji tworzących fałszywą pewność.

Takie moje wnioski na ostatni czas.


/szkic o religii działania/
"Abhidharma, podobnie jak buddyzm w ogóle jest fenomenologicznym dociekaniem, podejmowanym z intencją soteriologiczną. Innymi słowy, całe jej zainteresowanie skupia sie na badaniu ludzkiego doświadczenia z intencją znalezineia sposobu na zmianę jakości tego doświadczenia: wyzwolenie z cierpienia. [Badanie buddyjskie] nie jest wywodem metafizycznym, lecz opisem zaawansowanej metody analizy umysłu, swego rodzaju fenomenologia jogi, i w tym sensie ma charakter na wskroś naukowy" 
 - John Crook, Kryzys światowy a humanizm buddyjski, 72


Buddhadharma jest religią działania, czyli tak zwanej ortopraksji. Ortopraksja oznacza właściwe działanie (orthos praxis) odróżnione od właściwego poglądu lub wiary (orthos doxa). Pozwolę sobie tutaj na skrót myślowy: buddhadharma jest religią praktyki, a nie teorii. Inne rozróżnienie to religia doświadczenia, nie zaś religia wiary - nieco już zużyte w dyskursie potocznym.


Religia zaś - jak sam rozumiem to słowo - oznacza totalny wysiłek skierowany ku świętości. Totalny, czyli obejmujący całe życie. To znaczy; religia nie ma sensu, kiedy ogranicza się do wydzielonej (i wyścielonej) przestrzeni np. czasu nabożeństwa czy medytacji. Istotą religijności (w odróżnieniu od duchowości) jest  (całkowite, totalne) dążenie do przesiąknięcia świętością całego życia. Jak jednak możemy doprowadzić do tego przesiąknięcia? Właśnie takie dążenie jest praktyką i obejmuje:

-każdą świadomie przeżywaną chwilę (każdą emocje, myśl i ruch ciała)
-każdą rozmowę i szerzej każdą relację z drugim człowiekiem
-wszystkie okoliczności życiowe (praca, czas wolny, rodzina, związek intymny)

W skrócie zatem, w religii zmierzamy do praktykowania życia - odnalezienia i kultywowania w sobie wysiłku. W Buddhadharmie, wysiłek ten wyjaśniony jest przy pomocy Ośmiorakiej Ścieżki. W tym tekście nie chcę jednak odnosić się do doktryny, ale samego działania, samego wysiłku, zwanego "właściwym".

Użyte powyżej słowo "wysiłek" rozumiem jako żarliwość. Nie jest to zmuszanie się do czegoś (a jeżeli jest, należy jak najszybciej przestać). To raczej chęć, zapał, gorliwość czy pasja, którą odczuwamy, kiedy robimy coś, co naprawdę kochamy, w czym jesteśmy naprawdę dobrzy.
Może to być np. boks, granie na komputerze, taniec lub działalność artystyczna.

W religii zaś to "coś" jest po prostu życiem. Życie, przeżywanie staje się pasją. Zanim pogubimy się w myśleniu #czymjestżycie spójrzmy na nie jako totalność przeżytych chwil. Życie oznacza to, co masz akurat przed oczami; w moim przypadku jest to ten tekst, a dalej sytuacja w której on powstaje: wolny kwadrans w pracy.  Konkretniej? Życie "rozpoczyna się" kiedy budzisz się rano. Następnie wykonujesz czynności higieniczne umożliwiających wyjście z domu. Potem docierasz do pracy albo na studia - no i robisz swoje. Zawsze robisz coś, nawet jeżeli jest to bezczynność - to robienie jest właśnie życiem.

W Buddhadharmie zmierzamy do przeobrażenia naszego działania. To coś innego niż życie w zgodzie z doktryną (buddyjską czy inną) - która staje się wskazówką czy drogowskazem, z którym uzgadniamy nasze działanie. Nie uzgadniamy naszego działania z zewnętrznym autorytetem czy kodeksem moralnym, raczej zanurzamy się w działaniu i to wewnątrz niego odnajdujemy kierunek - właśnie ten kierunek jest przesiąkaniem, uświęcaniem życia i działania.

Każdy zewnętrzny kontroler działania zasadza się na języku: rób coś albo czegoś nie rób. Powinieneś robić tak, a nie powinieneś robić inaczej. Wskazania na temat działania rozszczepiają się na dwoje - to nieubłagana konsekwencja używania języka.

Natomiast w nurcie samego działania nie ma tego rozszczepienia - pojawia się ono, kiedy sprawdzamy działanie z myśleniem lub tekstem. Działanie jest innym wymiarzem niż myślenie - a jednocześnie wymiary te się przenikają lub nakładają. Możemy "robić myślenie" i "myśleć o robieniu" - w ten sposób te sfery są przemienne.

Życie to działanie; bezpośrednie i ruchome bycie w świecie napotykające ludzi, sytuacje i zjawiska, a dalej odnoszenie się do nich. Działanie jest relacyjne; uwzględnia i włącza innych ludzi (nawet kiedy działasz w kontakcie ze sobą!), nigdy nie zachodzi w próżni. Kiedy "robimy chodzenie" angażuje ono nasze ciało (konkretnie, nogi) a także podłoże na którym się znajdujemy. Chodzenie jest więc relacyjnym działaniem: nogi spotykają się  i współpracują z ziemią. Mówienie zaś to spotkanie Twoich słów z uszami drugiego człowieka. Później słyszysz jego odniesienie się lub odpowiedź - tak rozwija się współpraca, tak pulsuje rytm działania: Ty i ja, Ty i ja, noga-ziemia-noga-ziemia, coś-coś.

Możemy także myśleć o życiu - to również jest działaniem! Jednakże, możemy myśleć o życiu (sobie, innych, sytuacjach) w taki sposób, który oddala nas od tego życia.  
Nie jest istotne, jakich koncepcji używamy do takiego myślenia. Nie jest tak ważne co myślimy, najistotniejsze jest jak myślimy, jak "robimy myślenie".

To "jak" przekracza zatem treść myśli i odsyła nas do myślenia jako działania. Myślenie jest jak ruszanie ciałem. Nie poświęcasz przecież uwagi każdemu ruchowi, który musisz wykonać (zgięcie nadgarstka, skurcz mięśni grzbietu, ruch gałek ocznych, praca miednicy czy przepony). Raczej mobilizujesz ciało żeby poradzić sobie z tym, co masz przed sobą.

W taki sam sposób poszczególne myśli, ich treść, używane koncepcje nie są tak istotne, jak samo używanie myślenia do radzenia sobie z życiem, a także rezultat tego działania. Traktowanie myślenia jako działania - patrzenie na myślenie jako na całość czyli "myślenie" - pozwala zauważyć wprost pętle i pułapki, które pojawiają się, kiedy grzęźniemy w treści myślenia. To "ugrzęźnięcie" dotyczy konkretnych koncepcji, słów czy znaczeń - właśnie one mogą stać się pułapkami i błędnymi pętlami.

Czy jesteśmy w stanie obserwować nasze myślenie w taki sposób? To troche inny sposób widzenia niż sposób intelektualistyczny: wewnątrz niego poszukujemy zgodności pomiędzy koncepcjami. Kodem uzyskania tej zgodności jest język porozumiewania się, wpleciona w niego logika artystotelejska, dalej normy retoryczne albo jakiś system myślowy. Kiedy akceptujemy jakiś kod jako punkt wyjścia nadbudowujemy na nim osądy i opinie. W religiach ortodoksyjnych taki system reguluje całe życie. W parach, które opisałem wyżej (ja-ty, moje-twoje, ja-sytuacja, coś-coś), pogląd pełni rolę sędziego, wskazując co jest dobre a co złe. Jeżeli włączamy w to naszą żarliwość, wszystko musi do siebie pasować i pojawia się presja przyporządkowania.

Żarliwość włożona w działanie daje inne rezultaty. Zamiast kontrolować zgodność z koncepcją, działanie rozwija się z chwili na chwilę - zaś podczas działania, rozpędzeni w ruchu, na bieżąco rozpoznajemy co możemy robić i natychmiast podejmujemy zalążki, które napotykamy po drodze. Przypomina to bardziej jazdę samochodem rajdowym niż grę w szachy.



/ szkic o stanie flow /


Z czego wypływa i czym napędzane jest codzienne działanie?
Codziennie trzeba wstać z łóżka, odbyć poranne rytuały a następnie wykonywać czynności, które zapewniają nam byt. Wyróżniamy także czynności, które są "w nagrodę" za czas znoju i pracy, więc mamy podział na pracę i czas wolny.  

Z pewnością istnieje podbudowa czy osnowa tych czynności, tzw. bat albo marchewka. Bez nich nie byłoby napędu; osiołek by się nie ruszał tam gdzie chcemy - być może. 

Różnie myślimy o naszym życiu; w kategoriach konieczności, kuszących obietnic albo wyższych czy głębszych idei.  Niektórzy nawigują przy pomocy Wolności, Prawdy, Miłości czy Człowieczeństwa. Inni owijają swoje działania w kategorie ekonomiczne, te "praktyczne" i "konkretne" ramy. Wszystko to daje poczucie głębszego sensu. Konkretnie, obiecuje to głębie - dalszą perspektywę tego, co robimy. Inaczej - być może - wszystko stałoby się bezznaczeniowym ciągiem czynności, mechanicznym czy pozbawionym życia.  
Ale czy naprawdę? 

Czy samo działanie nie wystarczy? 

Moment, w którym budzisz się do kolejnego dnia oznacza mobilizację procesów poznawczych i biologicznych; Ożywasz!, otwierasz oczy i nagle jesteś w świecie. Poruszasz kończynami, całym ciałem, Twoje dłonie badają otoczenie, oczy omiatają je spojrzeniem; miriad szczegółów i niuansów przelewa się przez zmysły. Energia życiowa wzbiera i opada, zależnie od pożywienia, ruchu, kawy, czy mnóstwa innych rzeczy.  Jakaś część umysłu filtruje to wszystko na bieżąco; "robię to, żeby to, muszę to żeby tamto" nie tylko działamy w świecie, ale także myślimy o nim. Albo odwrotnie: myślimy o świecie podczas bycia i działania w jego strumieniu.  

Znacznie więcej myślimy, niż w nim jesteśmy.   

Nasze działanie napędzane jest poczuciem celowości - kij lub marchewka są rodzajem paliwa, które pozwala stawiać kolejne kroki. Cała ta architektura celów, sensów, marzeń i strachów jest "zainstalowana" na poznaniu, ona koordynuje działanie i jego kierunek. Z pewnością jest niezwykle potrzebna. 

Myślę, że skoordynowanie działania z tą siatką planów i celów jest powodem do dumy dla większości ludzi. Sam natrafiłem na sporo kłopotów podczas przyswajania sobie tej umiejętności - robienie czegoś dla czegoś innego wzbudzało we mnie poczucie zgrzytu, jakbym próbował zestawić dwa nieprzystawialne wymiary. "Gęstą" postacią tej strategii są wszelkie tabelki i ramy, wedle których kataloguje się kolejne czynności zmierzające do realizacji projektu życiowego, organizacyjnego czy biznesowego. 
Wszystko to jest wymyśloną strukturą uwiecznioną w jakieś postaci - tak właśnie powstaje mapa planów i celów. 

OK. Mamy zatem myślenie i działanie - jak można zgrać jedno z drugim? 

Pierwszy, bardziej popularny pomysł brzmi - myślenie kontroluje działanie. Drugi, który mnie urzekł można by sformułować tak: myślenie także jest działaniem; w ogóle WSZYSTKO jest działaniem. Oznacza to, że nie ma układu gdzie coś jest "ponad" drugim, dlatego może coś koordynować. 

Niektórzy ludzie nie są w stanie wykształcić i utrzymać układu nr 1 - ich umysłowość na to nie pozwala. Myślę, ze jest to dla nich naturalnym zaproszeniem do nawigowania przez życie innym sposobem. I właśnie o tym chcę napisać poniżej.

Uważam także, że taki rodzaj życia jest esencją autentycznej duchowości, zaś wszelkie rozróżnienia na duchowość i religię, mądrość i głupotę czy duchowość i New Age są całkiem zbędne.
Nie ustalamy co jest prawdziwe a co fałszywe, wyższe czy niższe; zamiast tego zanurzamy się bez reszty w działaniu. Stopniowo porzucamy konceptualne mocowania stworzone przez osądzanie i analizę. Oznacza to, że nie robimy kroku poza działanie,  w celu jego oceny, analizy prowadzącej do podjęcia stosownej, opartej na zamyśle decyzji.

Zamiast tego działamy na bieżąco, utrzymując jedynie elemetarną, rozluźnioną i przezroczystą siatkę celów i kierunków, która jest niezbędna do prowadzenia życia.  
Jak pisałem wyżej, dla wielu ludzi rozrośnięta, wewnętrznie spójna i gęsta siatka sensów i celów jest dowodem dojrzałego życia. W takiej sytuacji należałoby trochę roztopić jej spoistość, zredukować jej nadobecność. 

Wierzę, że życie zanurzone w działaniu, wielekroć hartujące się i rozjaśniające w kontakcie z codziennymi sytuacjami, może odkryć ścieżkę, w której wszystko, co nam się przytrafia, obraca się ku dobremu. W narracjach religijnych, instancją ochraniającą takie działanie jest Bóg lub Dao - rzecznicy obu tych religii odwoływali się do "wyższej siły", która zabezpieczy i poprowadzi ludzkie życie, jeżeli tylko człowiek odważy się na stopniową rezygnację z innych podpórek: idoli, sensów, obietnic czy nadziei, które podbudowują jego działanie i życie. Potrzeba tu wiary, a następnie skoku wiary, który dalej będzie trzeba wykonywać tysiące razy. 

Taki skok wiary oznacza zstąpienie w samo działanie i pozostanie tam - przeskoczenie przez mury założeń i gwarancji, które wytwarzamy i sprawdzamy dla zachowania poczucia bezpieczeństwa. Działanie rozwija się samo z siebie, sekunda po sekundzie. Przedstawia nam kolejnym i kolejnym rzeczom, bez uprzedzenia. Okazuje się, że wszystkie założenia i gwarancje, którymi wspieraliśmy nasze decyzje i kroki działają hamulcowo na nurt samego działania. Kiedy zaś uwolnimy ów nurt, możemy zacząć uczyć się w nim poruszać, co uwzględnia WSZYSTKIE emocje i sytuacje, do których działanie nas doprowadzi.

Gwarancje, obietnice, otamowania i założenia są oczywistymi filtrami tego, co przychodzi do nas & z nas. Są one bezwzlędnie konieczne do funkcjonowania w świecie.
Możemy jednak otworzyć inny "kanał" funkcjonowania i powracać od niego od czasu do czasu, aby rozwinąć orientacje i umiejętności, które odnajdziemy tylko i wyłącznie wewnątrz czystego działania. 

Nie mówię zatem o całkowitym oddaniu się rzeczywistości - taka "całkowitość" jest bowiem motywacją religijną. Co więcej, sama figura takiego całkowitego oddania może stać się romantycznym czy wysiłkowym zamierzeniem. Mnie samego inspirowała ona przez wiele lat, ale z Tobą może być inaczej. 

Czy masz pewne wrażenie tego, o czym piszę? Jeżeli nie, oderwij proszę wzrok od tego tekstu i przenieś go na swoje stopy. Zrobiłeś to? Następnie wróć do tekstu i pomyśl o swoich stopach bez patrzenia na nie. Zauważ, że w tej chwili możesz zrobić parę innych, skromnych rzeczy - zrób je. Zauważ ruch w czynności, poczuj zwieńczenie myśli w działaniu, albo wręcz nieobecność samej myśli; samo działanie. 

 Możesz wstać i wykonać parę kroków przed siebie, możesz rozciągnąć swoje ramiona lub przymknąć oczy. Jaki sens mają te działania? Oczywiście: rozciąganie ramion prowadzi do ich zrelaksowania, sięgnięcie za inny tekst otwiera możliwości rozrywkowe lub edukacyjne. Jednak bazowo, po prostu ROBIMY RZECZY. I w trakcie robienia tych rzeczy odkrywamy jakości których nie ma sensu ujmować jako cele albo motywacje; są one obecne w działaniu i to wszystko. Ciało porusza się w działaniu, umysł generuje różne myśli. Jesteś pobudzony, jesteś zmęczony - to wszystko.  

Działanie nabiera rumieńców, kiedy spotykamy się z innymi ludźmi. Możesz spojrzeć na mężczyznę albo kobietę - co się wtedy stanie? Odwrócisz lub utrzymasz spojrzenie; co się z niego wyłoni? Możesz poznać kogoś na ulicy i tak rozpocząć wielką przyjaźń lub miłość, obecną już w momencie pierwszego kontaktu, jak embrion. Czy jednak musi w Tobie powstać myśl, że z takim a nie innym "zasobem ludzkim" uczynię to czy tamto? Czy musisz szacować swoje szanse na tę czy inną kobietę? W środowisku biznesowym ten "zamysł" staje się dominujący; wszystkie relacje mają swoją stawkę, służą osiągnięciu zysku, lub warunków do mnożenia zysku. W relacjach międzyludzkich taki zamysł wiodący do bliskości fizycznej czyni człowieka "creepem" - czy rozumiesz co mam na myśli? Pozdrawiam Piotrka. 

Relacje z innymi ludźmi są dynamiczne i pełne tajemnic. Dlatego właśnie w wielu społeczeństwach podlegały ścisłym regulacjom. Nieprzewidywalność została kulturowo zabezpieczona.  Piszę teraz o etykiecie postępowania, szczególnie rygorystycznej u Japończyków. Jednocześnie, wielu z nas tęskni za spontanicznością i swobodną ekspresją, jednak czasami nie potrafimy jej odnaleźć w sobie albo w rozmowie - co zatem powstrzymuje nas przed byciem prawdziwie otwartym? 

/ Być może sama obecność zamysłu, planu, agendy, założenia czy nadziei ściska nurt działania, uniemożliwiając otwarcie. Samo otwarcie jest zaś źródłem satysfakcji i owocnej międzyludzkiej wymiany, stanowi także niezbędny warunek twórczej ekspresji. Jednoczesnie zamknięcie -  którego przyczyną może być siatka założeń, obawa lub coś innego - generują swoisty "inkubator", w środku którego dojrzewają uczucia, myśli i wglądy. Być może same znajdą swój czas, aby się narodzić /   

Stopniowo okazuje się, że każdy zamysł wkręcony w tryby koła działania oddziałuje na jego nurt. Nie jest to jednak błędem, ale informacją, którą dostajemy każdorazowo, kiedy usiłujemy usiłujemy  ujarzmić działanie myśleniem. Jest to bardzo pierwotne spostrzeżenie, na które - potencjalnie - możemy natrafiać setki razy dziennie. Każdorazowo jest to okazja do obserwacja i nauki; możemy przeniknąć relację myślenia i działania na tyle, aby jedno nie plątało drugiego.

Czasami wytwarzamy złożone plany dotyczące naszej przyszłości czy "właściwego" procedowania teraźniejszości - fantazjujemy o działaniu. Kiedy jednak przechodzimy do samego działania, uzbrojeni w plany i kofeinową stymulację, okazuje się, że działanie przynależy do innej galaktyki. Jest to inny świat, w który - co za niespodzianka! -  angażujemy się dosyć płytko.
Jeżeli natomiast zstąpimy głębiej w nurt działania, spotkają nas odkrycia, które są po prostu nie do pomyślenia. Są niepomyślalne; możemy napotkać je tylko w ruchu, wewnątrz działania. Następnie, możemy udoskonalić działanie tak, aby częściej je spotykać, aby pozostać z nimi w kontakcie. Nie da się ich sfabrykować myśleniem; możemy się do nich zbliżyć tylko w świeżości i ożywieniu działania. 

Nurt działania jest żywym teraz - nie takim kontemplacyjnym, spokojnym i "pustym" teraz, lecz dynamiczną chwilą przez którą przewleczone są kolejne ruchy, kolejne czynności i działania. Bycie w tym kontinuum wzbudza zaagażowanie, które nie zaczepia się na czymś konkretnym; raczej kolejne, naturalnie przychodzące czynności karmią jego ogień. 

Ten rodzaj pasji, stopionej z  najzwyczajniejszym życiem jest dla mnie istotą religijności; owa szaleńcza, wielka radość z każdej możliwości, którą podsuwa nam życie, pogodna zgoda na wszystko co przyjdzie, przechodzenie od chwili do chwili z akceptacją i ciekawością - oto wymiar życia, który rozkwita z wewnątrz działania. 

Jednocześnie, taki "tryb życia" jest sztuką, którą można rozwijać i doskonalić. 

Wolny od haczyków myśli i rozpędzony w działaniu, natrafiasz na kolejne i kolejne rzeczy; manualne i bardziej abstrakcyjne. Im większa złożoność czynności tym większy poziom trudności. Stopniowo, każdy może określić granicę swojej kondycji, poza którą kontinuum działania przestaje być możliwe, zaś umysł niejako grzęźnie w tworach konceptualnego umysłu: planach, obawach, założeniach, ich wzajemnych sprzecznościach i przenikaniu się. 

Jeżeli patrzymy na to z perspektywy płynnego i wydolnego działania możemy zauważyć kiedy działanie wytraca swój pęd, zamula się. Tworzy to punkt widzenia, z którego można spoglądać na wpływ myśli na działanie. Zamiast wikłać się i negocjować z tworami myślenia, spoglądamy na myślenie jako całość. Uwalniamy się wtedy od treści myślenia, wszystkich "ale jak", "dlaczego", "po co", "co mi to daje", "czy jesteś pewna", "czego do tego potrzebuję" i tak dalej.

Negocjacje z tworami myślenia mogłyby trwać w nieskończoność. Popularne rozumienie głosi, że "zrozumienie" czy "przeanalizowanie" sytuacji dociera do momentu, kiedy rozpatrzyliśmy już wszystkie "za i przeciw" i jesteśmy gotowi do akcji. 
Uważam, że jest to błędny wniosek; człowiek raczej coachuje się własną analizą aby osiągnąć pewność, która pozwoli mu wejść w stan działania. Rzadko przecież przeprowadzamy rzeczową, racjonalną analizę sytuacji.. Czasami dotykamy myślami problemu, co powoli prowadzi do jasności. Robimy z założeniami mnóstwo różnych rzeczy.

Jednakże, zainicjowanie działania przenosi nas po prostu w inne miejsce, które ma swoje odrębne zasady. Gdybyśmy jasno odróżnili tryby myślenia koordynującego działanie i tryb działania włączającego (including) myślenie, moglibyśmy zobaczyć jak często rytm naszego życia jest poszarpany, jest wojną pozycyjną podczas której spędzamy mnóstwo czasu w myślowych okopach, z krótkimi "wypadami" w sferę działania.  

(....)


wtorek, 24 kwietnia 2018

Praca z cieniem: polowanie



Pisane własną krwią

"if any help was going to arrive to lift me out of my misery, it would come from the dark side of my personality." 
-Robert Bly  

WPROWADZENIE 

Witam serdecznie. Poniższy wpis jest kolejnym, w którym staram się ukazać powszechnie ignorowaną - a jednocześnie intensywną i zaskakującą - duchowość negatywną. Duchowość negatywna oznacza kontakt i pracę ze stanami, które zostały potępione jako nieprzyjemne. Stany te nieustannie nawiedzają nas w życiu, zaś struktura naszej osobowości to złożona forteca uników i "zwalczania" tegoż dyskomfortu.  

Mógłbym spokojnie rzec, że większość sympatyków tzw. (szeroko i mgliście ujętej) duchowości podtrzymuje pewną hipokryzję; uprzejme oszukiwanie siebie. Niektórzy robią to na własny użytek, inni uczą tego innych. Chogyam Trungpa nazwał tę strategię duchowym materializmem, psychologia wylansowała termin duchowego bypassingu.   

Moim pragnieniem jest napisanie paru szczerych słów o tej dzikiej, autentycznej i niebezpiecznej duchowości, która została zmarginalizowana na rzecz wysterylizowanej, sztucznej i płytkiej duchowości konsensusu. 

Moją podstawową motywacją (oprócz nieuchronności bólu, dyskomfortu i ran w ludzkim życiu) jest ogromny, transformujący potencjał ścieżek duchowości negatywnej - jeżeli tylko ktoś zdecyduje się na nie wejść. A jak już wejdzie, to nie da się wrócić. Dlatego, jeżeli naprawdę ciekawi Cię praca z cieniem, bądź gotowy. Nie jest to maskarada i stylizacja. Poniższy tekst - zarówno moje wprowadzenie, jak i przetłumaczony tekst D. Chapmana, a także dzieło Roberta Bly - podążają za mottem Jakuba Boehmego: czytaj to tylko wtedy, jeżeli chcesz szczerze pracować nad swoim życiem. Jeżeli nie, zawróć.  

WSTĘP


Ludzkie doświadczenie jest dwoiste - to wielka tajemnica naszego życia. Nie ma rozwiązania tej tajemnicy; można ją tylko oglądać, szeroko rozwartymi oczami... to wielka majestatyczna zagadka, wprost przed nami, zawsze. Kiedy odsłoni się w całej okazałości, może oślepiać jak Słońce, ćmić jak ciemność, dusić jak wodna toń. Ta nieodparta intensywność tajemnicy jest trudna do zniesienia.  
Dlatego przecięliśmy nasze doświaczanie na pół, żeby jakoś sobie z tym poradzić.  

Przecięcie, rozszczepienie czy złamanie - to ludzki sposób na radzenie sobie z opisaną powyżej dwoistością. Przecięcie doświadczenia prowadzi do szeregu konsekwencji:  

- utraty poczucia pełni
- powstania poczucia braku, z którego wyrasta chore pożądanie
- powstanie mechanizmu wyparcia i murów wokół tego, co wyparte 


Doświadczamy w sposób rozszczepiony siebie, innych i świata. Dalej - jak stoi w Dao De Jing - z rozszczepienia na dwa bierze się "dziesięć tysięcy"; odurzająca rozmaitość cząstek. Rzeczywistość zjawisk i rzeczy. To cząstki, ponieważ zawierają w sobie odcięcie - "osobność" ich bytu powstaje z przecięcia. Technologia dalej przemnaża to wszystko zawrotnym tempie, co prowadzi do masowego przytłoczenia i przestymulowania mózgu.

Jak funkcjonować w świecie dziesięciu tysięcy rzeczy? 

Masz swoje sensy, masz swoje cele i długofalowe plany, a z tego wszystkiego starannie tkasz swoją tożsamość. To Twoja siatka poruszania się w wielości. 

Dziesięć tysięcy rzeczy - złożony moloch naszej codzienności - ma dwie nogi, na nich stoi. Jednak my staramy się poruszać na jednej, z gorączkowym uporem. Co oznacza takie skakanie na jednej nodze? 

Oznacza, że chcesz jedno, /odcięcie/ a drugiego już nie. Albo nie chcesz nie chcenia. Więc coś odrzucasz, potem to stłumiłeś - wiele rzeczy -  dawno temu.  

To, co stłumione i zakopane staje się cieniem.   

Myślę, że głębokie i organiczne (tj. na własnych bebechach) zrozumienie  cienia jest bezwzględnie konieczne do szczęśliwego życia. Dotknięcie własnego cienia może być  także końcem uprzejmego oszukiwania siebie. 

Większość systemów duchowych i religijnych akcentuje jasność i bóstwo, do którego się dąży - ma być ono wybawieniem od cierpienia. Ten sposób myślenia przekracza dalej sferę "duchową" i przenika całe nasze życie. Nadaje mu sens. Nadaje także cel postępowaniu. Czasami jest to etyczne dobro, czasami zmysłowa przyjemność. Tu i tu powtarza się jednak ta sama logika. Stoi ona u podnórza dziesięciu tysięcy rzeczy. Goń, uciekaj, lawiruj, łap, odrzucaj. 

Konwencjonalnie, pojmujemy tę drogę jako maksymalizację dobra, wyrażonego przy pomocy słów takich jak współczucie, spokój, rozumienie, miłość i pomoc. W ten sposób bierzemy kierunek ku górze - tak wybieramy. Czy jednak wybór oznacza odrzucenie alternatyw? Współczesne wybory wydarzają się w tej zatrważającej wielości, którą generuje technologia. Najgłębiej wprzęgnięta w umysł technologia to sieci informacyjne oraz ich interface, czyli aplikacje społecznościowe. Wybieramy, wybieramy i wybieramy spośród dziesięciu tysięcy rzeczy, przez co szybkość konsumpcji uległa akceleracji. Internet jest jednak symulacją rzeczywistości; widzimy >>symbole<< ludzi, miejsc przedmiotów czy możliwości - w rezultacie selekcja i wpisane w nią odrzucanie przyspiesza. 

Wszystkie te mikrodecyzje są przecież WYBOREM, nawet jeżeli są nieświadome. I większość z nich w sobie pierwiastek rozszczepienia. Wybierając, odrzucam. Kiedy nie jestem pewien wyboru, powstaje dysonans poznawczy, rozedrganie woli. Dlaczego? Bo zysk, bo strata, bo ryzyko - a wszystko to są skutki uboczne rozszczepienia.  
A rozszczepienie jest szparą, w której zbiera się cień.   

Wielu rozumie cień jako coś ukrytego i wypartego - to nieprawda.  Cień nieustannie przesiąka do interakcji, myśli, rozmów. Przecieka przez najmocniejsze blokady; czasami sączy się regularną strużką narzekań (w istocie tematy marudzeń, szczególnie na innych ludzi, jest bardzo bogatym rezerwuarem wglądów na temat specyfiki naszego cienia), czasami kapie - a jedna taka kropla potrafi być czarna i zgęszczona jak smoła.     

Wykształciliśmy przemyślne sposoby na neutralizację cienia - wymazywanie, ukrywanie czy maskowanie. De facto, suma strategii obronnych dążących do spychania cienia jest osobistym wizerunkiem. Tak wiele naszych mechanizmów - osobistych i cywilizacyjnych - sprowadza się do tej destrukcyjnej samoobrony, że można załamać ręce... dlatego spychologia jest konieczna do awansowania na drabinie społecznej.  

Inna droga to wejście w kontakt ze swoim cieniem. Dlatego przetłumaczyłem tekst Davida Chapmana poświęcony Poszukiwaniu swojego cienia. Dodałem także swoje komentarze. Wcześniej przetłumaczyłem i poprzedziłem wstępem pierwszy tekst Chapmana z cyklu o cieniu. Znajdziesz go tutaj


POLOWANIE NA CIEŃ [oryginalny zapis]


Obejmujemy swoją potworność podczas kultywacji naszej ludzkiej szlachetności. Możemy pozwolić jednemu przekształcić drugie, dzięki czemu stajemy się uroczymi, życzliwymi i przydatnymi potworami, które są także wszechmocnymi, nieprzewidywalnymi i niebezpiecznymi bohaterami. 

Jak? 

W "Jedzeniu cienia" zasugerowałem pięć etapów wiodących do pełnej integracji cienia: polowanie, przeżuwanie, przełykanie, przetrawianie i spalanie. 

-Musisz wybrać się na polowanie, jeżeli chcesz odnaleźć to, co ukryłeś przed sobą 

-Przeżuwanie cienia jest ekstremalnie intymną czynnością przeżywania wypartych części siebie, bez żadnych zahamowań 

-Przełykanie zabiera to "do wewnętrz" dzięki czemu nie jest już "nie-ja" [ponowne włączenie - przyp. mój] 

-Kiedy trawisz swój cień, staje się on oswojonym aspektem doświadczenia 

-Całkowicie przetrawiony cień jest paliwem do twórczej pracy i magii praktycznej 

Poniżej znajduje się wyjaśnienie polowania zaczerpnięte z mojego wczesnego szkicu: 

Aby zapolować na swój cień, możesz próbować "spojrzeć głęboko w siebie". Ale to nie będzie skuteczne. Większość tego, co odnajdziesz to dobrze znane fantazje i odczucia. Twój cień, z samej istoty, jest tym co udało się Tobie ukryć przed Tobą. To nie-ja - cząstki życia, które wyparłeś i wygnałeś z siebie dawno temu. 

Dlatego, polowanie na cień odbywa się poza Twoim świadomym ego. Czy - bardziej precyzyjnie - odnajdziesz ścieżki cienia w Twoich interakcjach: z innymi ludźmi i światem nieludzkim (naturalnym i sztucznym), a także w swoim własnym ciele. Możesz wypatrywać swojego cienia w percepcji i działaniu - na początku jako przebłysków ukrytych we mgle - aż stopniowo stanie się on coraz widoczniejszy. 

Kontakt ze swoim cieniem prowadzi do ponownego odkrycie świata, a także odzyskania odłamków Twojego ja. 

No dobrze. Teraz dwa pytania: jak możemy odnaleźć swój cień i co właściwie znajdziemy? 

Kiedy przykładasz dużą wagę do doświadczenia zmysłowego, łatwo zauważysz, że wzbudza ono emocje; pozytywne i negatywne. W ten sposób możesz bezpośrednio zauważyć co lubisz, a czego nie lubisz. Być może myślisz, że to oczywiste, jednakże nasze preferencje zazwyczaj opierają się na społecznych oczekiwaniach, innych od bezpośredniego doświadczenia. 

/Tutaj buddyści powinni pomyśleć o trzech truciznach: pożądaniu, odrazie i ignorancji. Więc, w optyce buddyjskiej "polowanie na cień" może być rozumiane jako pożądliwa, niechętna i ignorująca Ty./ 

(...)

Dalej problem polega na tym że niektóre aspekty pracy z cieniem są ekstremalnie podstawowe, inne zaś ekstremalnie subtelne. 

Oznacza to, że praca z cieniem dotyczy witalnych aspektów egzystencji: relacji, finansów, samopoczucia i pracy. Nie da się zmarginalizować pracy z cieniem do "specjalnego czasu" medytacji, warsztatów, kursów czy wolnego czasu. "Ekstremalna subtelność" dotyczy poziomu percepcyjnego - to, co człowiek uważa jest poziomem deklaratywnym, zaś percepcja dotyczy bezpośredniego postrzegania świata. Oznacza to, że możemy realnie śledzić nasz cień jedynie podczas działania - jednocześnie działamy i obserwujemy. Samo wykształcenie takiej umiejętności wymaga treningu i czasu. Jednocześnie, takie śledzenie może postepować neutralnie - pomimo wstydliwych, ciężkich, agresywnych czy strasznych jakości pojawiających się w psychice.
 - przyp. mój

Kogo nienawidzisz? 

Cień mieszka w osobistych interakcjach. To, co nazywamy "sobą" jest głównie wzorcami odnoszenia się do innych. Rozumienie tych regularności jest jedną z dróg do przemiany siebie, co dalej przeistacza nasze interakcje, tworząc dalej przestrzeń dla innych, aby zrobili to samo. 

Kiedy odwracasz oczy od tych, których uznajesz za niewłaściwych i nieakceptowalnych wytracasz całą dynamikę relacji. Możesz odzyskać tę dynamikę poprzez bliską obserwację swoich społecznych interakcji (dzięki czemu nie umykają Ci subtelności) a także przez brak osądów (które popychają Ciebie do pomijania/ignorowania tego, co nieakceptowalne) 

Przed czym się powstrzymujesz - nawet gdy czujesz błyskawiczny impuls? Na czym się łapiesz, aby potem natychmiast przykryć to wymówkami?  

Innymi słowy, moment, w którym odcinamy się od czegoś oznacza wyłączenie refleksji nad własnymi reakcjami towarzyszącymi kontaktowi z tym czymś. Inną strategią jest przerzucenie tych reakcji na trigger poprzez obciążenie go winą lub osądem. Należy tu jasno zrozumieć, że Chapman nie potępia tych reakcji (są one powszechne), wskazuje raczej miejsce w naszym doświadczeniu, gdzie można zapolować na cień. 

Przeto, polowanie na cień staje się możliwe kiedy zawiesimy wyżej opisane mechanizmy obronne. Wówczas, cień wychodzi na wierzch, zaczyna uobecniać się w umyśle. Jeżeli posiadamy moc i odwagę, aby nie wyrzucać go na zewnątrz, możemy śledzić nasz cień i poznawać jego wzorce, niejako w czasie rzeczywistym, czyli tzw. tu i teraz. Często, cień postaciuje się do "złych szeptów" (Sz. Twardoch świetnie zawarł ten mechanizm w postaci Pantaleona, książka "Król"), czy wręcz demonów i głosów, jest to jednak wtórny efekt konceptualizacji; umysł zamyka cień w obiekcie (głos, demon, duch, szatan) i tym samym odcina się od niego, fabrykując cień jako coś osobnego od siebie (to-nie-ja). - przyp. mój

Znalezione obrazy dla zapytania bly shadow

Możesz także obserwować zachowania innych, jednak nie jako oznaki ich cieni, lecz Twojego własnego. Robert Bly, w "Małej książeczce o ludzkim cieniu" nazywa to "drogą uwagi" i zaleca specyficzna praktykę. Można ją podsumować następująco: 

Poczucie poirytowania jest ogromnie wartościowe. Szczególnie, jeżeli nienawidzisz kogoś w irracjonalny sposób, kogoś kto Ciebie nie skrzywdził. Kogoś, kto sprawia że myślisz: "Jestem totalnie inny, cały mój sens życia sprowadza się do zachowywania w inny sposóbniż ten człowiek"  

Zastanówmy się, W JAKI SPOSÓB możemy realnie (a nie na siłę) docenić stan poirytowania W MOMENCIE, kiedy się on pojawia? Ciekawość i humor potrafią "zmiękczyć" te ciężkie i neurotyczne stany, wobec których większość ludzi jest bezradna; ucieka od nich albo daje się im ponieść, tracąc energię na tłumienie, lub pozbywając się jej w nieopanowanych wyrzutach.  
-przyp. mój

Wybierz jeden z momentów dyskomfortu i precyzyjnie go opisz: które z ludzkich zachowań czy cech osobowości najbardziej Cię irytują? Możesz poświęcić parę minut na namysł, zanim zaczniesz czytać dalej. 

....

Zrozumiesz w końcu że to, co najbardziej Cię irytuje dotyczy właśnie Ciebie. Ci najbardziej denerwujący ludzie są niepokojąco podobni do Ciebie. Otwarcie manifestują energię, która jest także mocna w Tobie, lecz którą postanowiłeś ukryć. Możesz ujrzeć w nich swój cień, swoje nie-ja. 

Jednocześnie, osobowość innych ludzi może potęgować i wykrzywiać cechę, którą obaj współdzielicie. Możesz mieć słuszność, że tacy ludzie zachowują się źle. Jednak tak naprawdę nie jesteś inny (you are not essentially different) - różnisz się jedynie sposobem, w jaki postanowiłeś okazywać albo stłumić tę cechę. 

Jako młody i gniewny lewicowiec, Bly napisał "Wiersz o wyniesieniu J.P.Morgana" poświęcony temu, jacy biznesmeni są okropni. Jednak później, po napisaniu tego wiersza...

"Zaczałem być podejrzliwy. Dlaczego bankierzy i biznesmeni są tak wyróżnieni? Jeżeli miałbym wyjaśnić kim jest bankier, co bym powiedział? "Ktoś, kto bardzo dobrze planuje". A ja planuję bardzo dobrze. A jak określiłbym biznesmena? "Ktoś, kto ma sztywną twarz". I wtedy spojrzałem w lustro." 

Teraz, kiedy idę na imprezę, pytam człowieka "Czym się zajmujesz?" On odpowiada: "jestem maklerem giełdowym" I mówi to w lekko przepraszający sposób. 

Mówię do siebie "Spójrz na to: coś, co jest głęboko we mnie, stoi zaraz obok mnie". Miałem zabawną potrzebę, żeby uściskać tego człowieka. 

Oczywiście, nie wszystkich... 

Kiedy przetrawiłeś swoją własną potworność, łatwiej jest dozwolić na potworność u innych. 

Ostatni wers "Oczywiście, nie wszystkich" jest dosyć krytyczny. Bez niego, wszystko byłoby eternalistycznym kiczem. Uniwersalna miłość jest fantazją, która powstaje dzięki odrzuceniu i odrazie; właśnie tam powstaje cień. "Jestem tak miłą osobą, że jestem miły nawet dla ludzi takich jak on" - to pogarda w przebraniu tolerancji. 

Jedzenie cienia nie polega na stawaniu się "miłym". Jest dokładnie odwrotnie. Jedzenie cienia polega na staniu się kompetentnym potworem - który dokładnie wie, dlaczego coś lubi i czegoś nie lubi, a także dlaczego. 

Jak wiemy, buddyzm sutryczny wyrzeka się negatywnych emocji, zaś buddyzm tantryczny je transformuje. Jest to fundamentalna różnica pomiędzy tymi dwoma podejściami. 

Tłumienie energii - zdaniem buddyjskiej tantry - nigdy nie jest konieczne ani mądre na dłuższą metę, ponieważ: 

-Wymaga wysiłku, żeby "zabutelkować" energię, która jest marnowana, zaś samo stłumienie jest wyczerpujące 

-Wypieranie energii jako to-nie-ja oznacza, że tracisz dostęp do jej dobroczynnych manifestacji, podążając za wysiłkiem udaremnienia ich szkodliwej strony 

-Usidlanie energii jako to-nie-ja zwiększa prawdopodobieństwo, że nabierze ona wściekłości, przebije się i wywoła krzywdę. (Wtedy mówisz: "Nie wiem co się ze mną stało! W ogóle nie byłem sobą! ponieważ odwróciłeś się od tego)   

Znacznie lepiej jest znaleźć drogę transformacji lub wyprostowania energii, dzięki czemu możesz użyć jej z dobrym rezultatem. Taka transformacja wymaga zauważenia sposobów, na jakie zniekształcasz swoją energię lub ją odpychasz, co prowadzi nas własnie do polowania na cień.

Tutaj zrobię przystanek: jakie wykształciliśmy sposoby na zniekształcenie i odrzucanie energii cienia? Zapytaj siebie, jak robisz to sam (sama). Najprościej, można zadać sobie szczere pytanie, a następnie zobaczyć "co się stanie". Nie dążymy do wymyślania odpowiedzi, w ten sposób jedynie zwodzimy siebie samych. Nawet, jeżeli zdajesz sobie sprawę ze swoich mechanizmów tłumienia, polowanie na cień oznacza, że widzisz, chociaż przez moment, feedback cienia zaraz po zadaniu pytania. Jak pisałem wyżej, cień wciąż wsuwa się do naszej codzienności; możemy więc sami otwarcie go zaprosić. - przyp. mój  

Tantra kategoryzuje energie zgodnie z pięciorakim schematem. Dla łatwiejszego zapamiętania (i tyle, metafizyczne wnioski są tu niepotrzebne) każda z energii koresponduje z jednym żywiołem. Każda energia może manifestować się w skrzywionej (neurotycznej, kleśa) formie, a także w postaci płynnej ("oświeconej"): 

ZIEMIA 
Chciwość, zawłaszczanie, szukanie władzy są skrzywionymi manifestacjami szczodrości i elegancji 

WODA 
Wściekłość/Gniew jest skrzywioną postacią jasności i bezpośredniości 

OGIEŃ 
Samolubne pożądanie i "bycie w potrzebie" (neediness) jest skrzywioną postacią współczucia i wnikliwości 

POWIETRZE 
Hiperaktywność, agresywne poszukiwanie celów i wyzwań oraz paranoja są skrzywionymi manifestacjami pewności siebie i kompetencji 

PRZESTRZEŃ 
Depresja i "oczywistość" (cpt. obvious) są skrzywionymi manifestacjami otwartej świadomości.  

Czasami to przyporządkowanie może nie być jasne; włącznie z relacją skrzywionych i płynnych manifestacji. Książka "Spectrum of Ecstasy: The five Wisdom Emotions" wyjaśnia to w kategoriach tradycyjnej tantry. Jeżeli nie praktykujesz buddyzmu albo zwyczajnie nie ciekawi Cię drążenie tego tematu, potraktuj powyższe korelacje jako wskazówkę. Nie chodzi bowiem o to, żeby przyporządkowywać swoje emocje do schematu. Raczej, żeby dostrzec istotę skrzywienia/stłumienia, a następnie skontaktować się z daną jakością emocjonalną w rozluźnionej, płynnej postaci. - przyp. mój  

Poniżej odnajdziesz dwie z pięciu energii wyjaśnione w kategoriach cienia: 

ZIEMIA: 
Jeżeli szczególnie irytuje Cię ludzka chciwość i głód władzy, a także marnujesz własną energię żeby upewnić się, że sam nie będziesz miał "zbyt wiele", albo nawet "wystarczająco dużo" (neurotyczna etyka ubóstwa). W ten sposób, Twoje życie zostaje niepotrzebnie ograniczone, tracisz także czas na niskowartościowe zadania, których możnaby uniknąć poprzez wydanie pieniędzy. Możesz także robić mniej dobrego niż byś mogła, a także podświadomie rezygnować z przyjęcia roli lidera. Możesz także czasami zachowywać się nieetycznie, aby dostać to, czego naprawdę potrzebujesz, ale sobie odebrałeś - a potem znaleźć sposób na wymówki tej "erupcji cienia". 

OGIEŃ 
Jeżeli szczególnie nienawidzisz prostytutek lub podrywaczy, możesz być w konflikcie z własnym libido (świadomie, lub nie). Prawdopodobnie cieszysz się seksem znacznie mniej, niż jesteś do tego zdolna (a to dobre wieści, jak troche ogarniesz! - przyp. mój) Jeżeli uważasz, że seksualne zadowolenie jest samolubne, zastanów się, czy nie tłumisz zadowolenia kogoś innego poprzez swoje własne, seksualne zahamowanie. Być może zdarza ci się, że jesteś nazbyt uwodzicielska, seksualnie bezbarwna albo surowa, bez zauważenia tego, ponieważ postanowiłaś (na przeróżne sprytne sposoby) odwrócić oczy od własnej seksualności.  


A teraz ćwiczenie: spróbuj przemyśleć, albo dopisać charakterystykę następnych pięciu żywiołów.  

Tutaj moje tłumaczenie się kończy. Całość znajduje się w powyższym linku; zrezygnowałem z elementów, które są zbyt hermetycznie buddyjskie.  

*** 


No dobra. 
Jako, że pisanie o cieniu przychodzi mi z trudem, ponieważ jednocześnie przeżywam na własnej skórze to, o czym piszę, następny wpis o cieniu przygotuję, kiedy będę "egzystencjalnie" gotowy.