wtorek, 22 sierpnia 2017

Ozdrowienie



"Istoty wewnątrz umysłu są tymi, które zwane są błądzonym i zwiedzionym umysłem, występnym umysłem, oszukańczym i fałszywym umysłem, przywiązanym i zazdrosnym umysłem, złym i zatruwającym umysłem. Wszystkie takie rodzaje umysłów są "wszystkimi czującymi istotami". Trzeba uwolnić je od ich własnej, wsobnej natury. To zwane jest prawdziwym wyzwalaniem" 
-Hui Neng

W zdrowieniu ludzi głęboko skrzywdzonych jest coś majestatycznego. 
Pierwsze kroki, pierwsze spojrzenia w lustro. Odzyskanie siebie. 

Ludowe opowieści mówią o oddzieleniu duszy od ciała, i skazaniu tych dwóch przyjaciół na błądzenie przez obce, ciemne krainy. 

Słońce pali skórę, a ciemność gubi kroki. Burze wyszarpują dusze z ciała, miotają nią na nici przezroczystej jak pajęczyna. 
Nić cienka jak brzytwa, ostrze jak skraj przepaści, potykanie się i upadki. Upadek w zagubienie, wynurzanie oczu i nosa ponad ciemną wodę, uderzanie zaciśniętymi dłońmi w mętną, czarną toń, bicie pięściami w zimną próżnię. 
Szarpiące ruchy napiętego ciała goniącego cienie, suche i martwe słowa w ustach, a potem w oczach najbliższych.  
Zagonione w kąt cienie wybuchające w czarne dziury. Myśli jak rączki rozczapierzone w powietrze: pragnące. 
Osamotnienie niemożliwe do zniesienia, ale tak uporczywie trwające, ostro oświetlone lampą pobudzonej, chorej koncentracji. 
Chore oczy, chore ręce, głowa zawieszona jakby na baloniku w trujących chmurach. 
Niszczenie rzeczy w dłoniach i wyślepianie ludzi chorymi oczami. 
Jedyną ucieczką jest otępienie, zadymienie tej przestymulowanej percepcji, wytrzeszczonego oka, które tęsknie patrzy ale nie może ZOBACZYĆ. Zaciśniętych dłoni, które nie mogą DOTKNĄĆ, skóry jako pancerza, egzoszkieletu, blokady.
Otępienia: wyprucia się z sił, ograbienia z witalności, lub wypalenia siły życiowej do popiołów. 

Nie ma wyjścia od pierwszego kroku: otworzenia oczu i serca na to wszystko. Niesienia tego jakiś czas, klucząc pomiędzy ludźmi, zmuszając się do obowiązkowych czynności. 
Człowiek jak zwierzę, jak dziecko: błądzi samo po ulicy, potrącane i przewracane przez Dorosłych, Obcych.  
Opuszczone, zgubione, opuszczone, zgubione, opuszczone, zgubione, opuszczone, zgubione. 
Ono nie wie co się dzieje - nie wyjaśnisz jemu, co ma robić. Ono nie rozumie, nawet nie sfabrykuje zrozumienia. 
Dziecko, czy Ja? 

Ja. 
Nie odnajduję siebie, tylko już jestem odnaleziony. Chwile przedtem jakby nieistniejące: w końcu >>mnie<< nie było. Wszystkie moje poprzednie punkty wyjścia i postawy jakby skądś indziej; bo przecież mnie nie było. 
A teraz jestem. 
I widzę zwierzę, widzę dziecko, widzę już to, już nie jestem tym, jakoś inaczej Jestem.  

Mówimy o kontakcie, mówimy o byciu ze sobą, mówimy o sercu czy samorelacji. Jej istota prześlizguje się pomiędzy słowami, pomiędzy uwagą przeskakującą z jednej strony na drugą, a w mgnieniu przeskoku czującą sam KONTAKT. 
Jest albo go nie ma. Kiedy go nie ma, jest fabrykowany, jak rusztowania wznoszące na bagnie, na próżni, na czarnej dziurze. Wciąż mówię sobie że jestem, protezuję tym czy innym moje ego, bronię swojego ego, opancerzam i ścieśniam jak buty chińskich kobiet. Rośnie zdeformowane, implodujące do środka, jak chore drzewko. 

Ale co, jeżeli możesz się wyzwolić? 
Możesz powstać z tego wszystkiego. 
Możesz odzyskać siebie. 
Możesz dbać o siebie. 
Możesz chronić swoje dziecko. Dostrzeżenie go na zatłoczonej ulicy jasnymi oczami wyzwala ogromną siłę, tak rozwibrowaną życiem i tak pewną i niewzruszoną, jak cisza w samym środku trzęsienia ziemi. 
Chronić, chronić, chronić, chronić, chronić, chronić, chronić, chronić.  


Wszystkie odcięte i porwane cząstki, zamrożone w komórkach ciała chwile, kiedy byłeś niemowlakiem, dwulatką, pięciolatkiem, dwunastolatką. Chwile które rozdarły delikatną percepcję dziecka, które złamały serce pogubionym nastolatkom, zwaliły z nóg wszystkich Ciebie z przeszłości, skutkując zamknięciem ich głęboko w Twoim własnym ciele. 
Te wszystkie głosy nigdy nie będą Tobą, lecz kiedy dasz się im przechwycić to uwierzysz, że nimi jesteś. Będą zastygać Twoją twarz w maskę i unieruchamiać ciało, hamować i popychać do przodu, wciąż męczyć i męczyć. 
Ale one nie są Tobą. 
Ty jesteś czymś znacznie więcej. 

Nie możesz sobie wyobrazić tego, kim jesteś. 
Nie możesz sobie nawet wyobrazić tego, kim naprawdę jesteś. 

Nie ma niczego, co może Tobą zagrozić. Wszystko, co Cię przeraża woła Cię do bycia obrońcą, woła Cię do cichego heroizmu w Twoich wewnętrznych, lustrzanych przestrzeniach.  
Możesz być przestrzenią bezpieczeństwa dla wszystkich tych głosów. To daje siłę, która pozwala przejść przez wszystko. 
Myśli są tak blisko nas, nie sposób odnaleźć skąd się wydostają, jak w ogóle mogą zaistnieć w naszej świadomości. 
Nasza głębia nie jest na dole ani u góry, ona jest w ciele, ale głębia otwarta w ciele połyka całą rzeczywistość i wszystkich ludzi wokół Ciebie. Z tej głębi wyłaniają się, nie żadne rzeczy, ale żywe głosy, żywe istoty.  
Myśli, odczucia, emocje, uczucia i nawet percepcje są jak dzikie zwierzęta; będąc tak blisko Ciebie, fundamentalnie nie są Tobą. 
Są tak blisko Ciebie, że ucieczka od nich może je tylko wepchnąć głębiej w Ciebie, a więc uwięzić i odseparować w Twoim własnym ciele. 
Są tak blisko Ciebie, ale nie są Tobą. Będąc przeszłymi Tobą, nigdy nie mogą zyskać ontologicznego statusu CIEBIE. 
Ty jesteś czymś znacznie więcej. 

Jeżeli każdy niepokój jest uwięzionym głosem, każde zmartwienie wołającą o pomoc istotą to każda chwila cierpienia może być momentem wielkiej miłości. 
Taka czułość i miłość skierowana do samego siebie uzdrawia chorych, podnosi zmarłych. 
Ta siła jest dobra, niewinna i mocna - jest potęgą bez skazy, bez długu i zobowiązań, siłą bez przemocy, lecz wyposażoną w agresję, czujność, drapieżność i spryt - cechy szlachetnego królestwa zwierząt, w którym mieszka człowiek. 

Kochaj siebie. 
Wybacz sobie. 
Wyzwól się.


sobota, 12 sierpnia 2017

Wprowadzenie do Dharma Ocean i grupy studyjnej w Trójmieście



DHARMA OCEAN 

Dharma Ocean jest społecznością praktyków w Kolorado (Północna Ameryka) oraz na całym świecie, która podąża ścieżką ucieleśnionej duchowości. Dharma Ocean jest nie-monastycznym lineażem opartym na ludziach świeckich, tzw. joginkach i joginach (praktykach), dla których medytacja somatyczna jest życiowym priorytetem. 

Dharma Ocean to inspirująca i żywa wspolnota, w której głęboko dbamy o siebie. Nie jesteśmy jednak zorganizowaną religią. Jesteśmy dużą i rozproszoną społecznością bez sprecyzowanych granic, ale połączonych wspólną inspiracją skierowaną na ciało i codzienną Miłość życia. Nie trzeba podpisać żadnego formularza ani spełnić szeregu wymagań, żeby być częścią naszej społeczności somatycznych praktyków. Poprzez połączenie się z naukami, już jesteś członkiem lineażu, a jej płomień zaczyna w Tobie płonąć.  

Dharma Ocean jest tłumaczeniem tybetańskiego imienia Trungpy, Chökyi Gyatso i odzwierdla podstawową misję transmisji nauk Trungpy Rinpoczego skierowanej do współczesnego świata.  

Podstawowe wartości fundacji Dharma Ocean.

Ucieleśnić, uwolnić i szeroko udostępniać unikalną drogę do przebudzenia i ludzkiego spełnienia nauczanego przez Chogyama Trungpę, Reggiego Raya i jego starszych uczniów, tworząc żywą wspólnotę praktykujących. 

1. Ukazywać fundamentalne dobro ludzkiej istoty - nasze własne wzrodzone ucieleśnienie i wewnętrzną doskonałość 

2. Świętość całego życia i doświadczania - wszystko, co się pojawia jest ekspresją wielkiej mądrości i potencjalnymi bramami do natychmiastowego przebudzenia 

3. Codzienna praktyka "nieodwracania się" - aby rozwinąć postawę całkowitej akceptacji i otwartości skierowanej na doświadczenie, i odnalezienie w tym transformacji spełnienia i urzeczywistnienia, którego tak wielu ludzi poszukuje.



ZAŁOŻYCIELE


Dharma Ocean i lineaż Dharmasagara są utrzymywane przez doktora Reginalda Raya oraz Caroline Pfohl. Jako współ-dzierżcy (co-lineage holders), na nich spoczywa odpowiedzialność rozwoju i prezentacji nauk Dharma Ocean dla świata. Pod tym przewodnictwem, starsi studenci zostali wyszkoleni jako nauczyciele i obecnie przekazują nauki i praktyki Dharma Ocean poprzez programy realizowane na miejscu i online, a także przez prowadzenie lokalnych wspólnot (sangi). 




Dr Reginald Ray jest współzałożycielem i duchowym dyrektorem fundacji Dharma Ocean oraz emerytowanym profesorem zwyczajnym na uniwersytecie Naropa.  Ukończył studia religioznawcze w Divinity School na Uniwersytecie Chicago. Jego promotorem był Mircea Eliade, jeden z wiodących historyków XX wieku, m.in. autor "Archaicznych Technik Ekstazy". Reggie studiował także z jungowską terapeutką Dr June Singer, a także samodzielnie przeszedł przez proces terapeutyczny. 

W 1970 roku Reggie poznał  Chögyama Trungpę, tydzień po tym jak nauczyciel dotarł do USA. Ray został jednym z jego pierwszych uczniów. Przeprowadził roczne badania w Indiach, ale także podróżował po innych miejscach świata, kontaktując się z szamanami z Ameryki Południowej, ale także rdzennymi ludami Afryki. Współpracował z afrykańskim szamanem Malidome Somé. Od dwudziestego roku życia zgłębiał somatyczne techniki wschodu i zachodu, tradycyjne i współczesne, praktykuje także regularnie Qigong. Mądrość tych tradycji może być odnaleziona w naukach i praktykach Dharma Ocean.

 W 1974 przeniósł się do Boulder, gdzie zasiadł w radzie studiów buddyjskich Uniwersytetu Naropa. Przez trzydzieści pięć lat działał w Naropie, rozwijając wiele inicjatyw i projektów Trungpy. Jako uczony i profesor działał w całym Stanach Zjednoczonych i Europie. Reggie spędził łącznie 6-7 lat na różnych odosobnieniach, zarówno je prowadząc jako nauczyciel, jak i w samotności jako jogin.  

Caroline Pfohl jest współzałożycielem i dzierżcą lineażu Dharma ocean. We wspólnocie pełni rolę Desug (Obrońcy Radości). Caroline założyła także fundację Hemera poświęconą przedstawianiu świeckich, kontemplatywnych praktyk szerokiemu społeczeństwu, z naciskiem na edukacją, kobiety i dzieci oraz sztukę.  
Ukończyła poziom magisterski w szkole Wharton na uniwersytecie Pensylwanii, a także w słynnej London School of Economics. Współpracowała z międzynarodowymi korporacjami oraz NGOs,włączając w to UN w zakresie planowania strategicznego.

Caroline natrafiła na nauki Reggiego Raya we wczesnych latach zerowych (po 2000 roku). Kiedy pierwszy raz uczestniczyła w programie Dharma Ocean odnalazła silne połączenie z lineażem oraz osobiście z Reggiem. Jej wkład w organizację doprowadził do poszerzenia działalności Dharma Ocean o internet, zbudowanie ośrodka odosobnieniowego Blazing Mountain oraz podróży Reggiego po całym USA. 
W programach Dharma Ocean Caroline szczególnie zaangażowała się w praktyki dot. przestrzeni serca (bodhicitta) oraz relacji i partnerstwa. Jako Desung dba także o uzdrawianie, zdrowie i dobrobyt społeczności. W fundacji Hemera zajmuje się wczesnym rozwojem dzieci, systemami edukacji i wsparciem psychologicznym w kontekście kontemplacji. 



ZASADY: Zaangażowanie: komunikacja i praktyka.

Grupa studyjna powstała, żeby zgłębiać nauki i wykładnię lineażu Dharma Ocean, a przede wszystkim nauczyć się praktyk, które mogą mieć transformujący wpływ na nasze działania, relacje i poznanie. Żeby jednak to mogło "zaskoczyć" potrzebne jest pewne zaangażowanie. 

Wielu ludzi ma alergię na słowo "powinieneś", nie mówiąc już o "poświęceniu", poczuciu obowiązku czy odpowiedzialności. 
Zależy nam na uniknięciu ciężarków, które są pod nie podczepione. Zaangażowanie jest bliższe fascynacji, żarliwości czy zakochaniu niż wypełnianiu obowiązków.
Spójrzmy na zaangażowanie w świetle rezultatów, które może nam przynieść: owoców praktyki. 

Praktyka duchowości somatycznej nie tylko rozpuszcza nasze napięcia i umożliwia głębszą wrażliwość i relaks, ale także wyposaża nas w nowe możliwości. Polega to na cierpliwym wykształcaniu nowych połączeń nerwowych, dzięki którym możemy ucieleśniać się z momentu na moment

Ucieleśnienie to możliwość odczuwania ciała od wewnątrz, jako różnych obszarów (stopy, obszar miednicy, obszar piersiowy, gardło, głowa) wtopionych w całość ciała. Ucieleśnienie to kontakt ze swoim ciałem, kontakt ze sobą. To nasz podstawowy cel droga w lineażu Dharma Ocean.

Ten stan jest na początku bardzo kruchy i ciągle nam "ucieka". Kiedy dajemy się rozproszyć przez codzienny zgiełk, mimowolnie odcinamy się od ciała. Możemy to rozpoznać po objawach: naszą głowę rozpychają myśli, ciało jest otępiałe i obolałe od napięć, świadomość zawężona (wwiercająca się w myśli). 

Dlatego, aby ustanowić głębszą, odporną na zwroty życia relację z ciałem, potrzebujemy regularności, zafascynowania i odpowiedzialności. Ich odnalezienie jest możliwe dzięki zaangażowaniu.  

Grupa służy do wspólnego odświeżania i odnawiania tego w sobie. Chcemy naruszyć nasze "zbite" nawyki zachowania i myślenia /habitual patterns/, troche zmienić ścieżki, którymi dreptamy w świecie. Te zmiany zachodzą na poziomie poznawczym i fizjologicznym, dlatego oddziałują na wszystkie rzeczy, które robimy, sytuacje w których jesteśmy.  
Dzięki ucieleśnieniu możemy inaczej być w świecie, zwiększyć pole manewru naszych ruchów, poruszać się swobodniej. Doznawanie przyrody i relacje z innymi ludźmi nabierają nowych odcieni, które wyzwalają zachwyt i twórczą inspirację.  

Zmiana głębokich wzorców działania i percepcji może kojarzyć się z ciężką pracą i oporem. Świat nieustannie wtłacza nas w nie z powrotem, bo inaczej nie umiemy sobie z nim radzić.  
Ten wysiłek może stać się bezwysiłkowy /effortless effort/, inspirujący i radosny dzięki zaangażowaniu.  

Tak naprawdę im szybciej dojdziemy do pierwszych rezultatów praktyki, tym łatwiej nam potem osadzić się w nowym postrzeganiu. Bycie hipnotyzowanym przez słowa charyzmatycznych ludzi nie jest konieczne. Odkrywamy zmiany w ciele dla siebie, na swój unikalny sposób.

W praktykach Dharma Ocean możemy wzbudzić w sobie odczuwalne przekształcenia w naszym poznaniu, takie jak: 

-odnalezienie przyjemności i schronienia w ciele 
-uwrażliwienie zmysłów, które umożliwia "rozsmakowanie się" w czego doznajemy 
-większe bogactwo stanów emocjonalnych (obustronnie) 
-intensyfikacja "witalności" ciała, więcej poczucia mocy czy siły na co dzień 
-niesamowita, utrzymująca się przyjemność z samych procesów fizycznych: oddychania, poruszania się, rozciągania, fizycznej bliskości z innymi ludźmi  
I wiele innych!   

Wspólne zaangażowanie znajduje swoją ekspresję w:  
1. płynnej, regularnej komunikacji między nami
2. codziennej praktyce w ilości min. 25 minut (Reggie sugeruje godzinę, a wieloletni praktycy spędzają zwykle 3 godziny dziennie na praktykach różnych rodzajów)  


1. Komunikacja: 
Mówienie i słuchanie o ucieleśnieniu przypomina o nim oraz integruje ucieleśnienie z różnymi codziennymi zadaniami. Ucieleśnienie nie może być wyizolowane do specjalnego czasu praktyki. 
Wymiana myśli i doświadczeń z żywymi ludźmi odświeża nasze ucieleśnienie, inspiruje do jego przywracania. 
Nasze rozmowy są najlepszym sposobem uczenia się i przyswajania. 
Komunikacja daje także poczucie bliskości i wspólnoty. Znajdujemy wspólny słownik i język do myślenia o naszym wnętrzu, jego procesach, mówimy do życzliwych uszu o naszej radości no i zmartwieniach i cierpieniu.  
Nie chodzi o komunikację jako zasadę, która pcha nas do mówienia. Każdy dociera do siebie ze swoim tempem, docieranie jednak rozpoczyna się od przyzwolenia, lekkiego otwarcia. Stąd angielska nazwa "community": zjednoczenie wspólnoty i komunikacji. 

2. Regularna praktyka 
Jak pisałem, ucieleśnianie się jest procesem, który wymaga czasu, pielęgnacji i uwagi. Wiele zmian zachodzi niepostrzeżenie i uwidacznia się dopiero podczas przełomów. 

Codzienna praktyka nadaje rytm, relaksuje, wyostrza zmysły i koncentrację, a także dodaje energii. Nauczenie się regularności bez zbędnej ingerencji superego, bez napięć także zajmuje czas. Nasza obowiązkowość często jest neurotyczna i konfliktowa: to spuścizna po naszych rodzicach. 

Praktyka jest higieną percepcji, często przypomina bardziej prysznic niż mistyczną przemianę. Gonitwa myśli, napięcia i sztywne ciało, ospałość, obolałość czy przemęczenie niekoniecznie jest rezultatem głębszych problemów. To po prostu warstwa kurzu, która osiada na naszej percepcji. Stopniowo możemy nauczyć się, jak dbać o siebie bardzo instynktownie, a także uwolnić uzdrawiającą samoregulację naszego ciała.  

Dlatego codzienna praktyka jest konieczna do satysfakcjonującego życia i jego rozwoju. Wspieramy się w niej nawzajem, a także robimy ją podczas spotkań. 












czwartek, 27 lipca 2017

O Świętej Rzeczywistości






Poznaje się świat, poznaje język opisu świata, ale nie poznaje się siebie. Większość ludzi – prawie wszyscy, jak sądzę – do śmierci nie nauczy się języka, w którym mogliby siebie opisać.
Kiedy mówię o kimś, że jest tchórzem, to znaczy, że uważam, iż zachowuje się tchórzliwie – nie znaczy to nic więcej, ponieważ oczywiście nie zajrzę mu w głąb duszy i nie dowiem się, czy jest tchórzem. Tego języka nie mogę jednak użyć do opisu samego siebie: w zakresie mojego doświadczenia pozostaję jedyną osobą, dla której słowa, czyny, zaniechania stanowią zaledwie blade i w gruncie rzeczy przypadkowe odbicie tego, co kryje się pod nimi, co stanowi ich przyczynę i źródło. Istnienia owego źródła doświadczam bezpośrednio, podczas gdy części mych zachowań nie jestem w ogóle świadom, a wszystkie odbieram w sposób niepełny, skrzywiony. Sami zawsze ostatni się dowiadujemy, jakiego idjotę zrobiliśmy z siebie w towarzystwie. Lepiej znamy intencje naszych czynów niż owe czyny.  Lepiej wiemy, co chcieliśmy powiedzieć, niż co naprawdę powiedzieliśmy. Wiemy, kim chcemy być – nie wiemy, kim jesteśmy.
Język do opisu naszych zachowań istnieje, ponieważ tej rzeczywistości doświadcza wielu ludzi i mogą między sobą omówić czyjąś ostentacyjną uprzejmość lub czyjeś faux pas. Język do opisu mnie samego nie istnieje, ponieważ tej rzeczywistości nie doświadcza nikt poza mną.
Byłby to język do jednoosobowego użytku, język niewypowiadalny, niezapisywalny. Każdy musi go sam stworzyć. Większość ludzi – prawie wszyscy, jestem przekonany – do śmierci się na to nie zdobywa. Co najwyżej powtarzają w duchu cudze opisy własnej osoby, wyrażone w owym języku pochodnym – w języku drugiego rodzaju – albo wyobrażają sobie, co by w nim o sobie powiedzieli, gdyby dane im było spojrzeć na siebie z zewnątrz. Żeby cokolwiek o sobie rzec, muszą sami dla siebie uczynić się obcymi.-Jacek Dukaj, Lód




Moim pierwszym słowem, które odnosiło się do sfery przeżyć było "klimat", czy "atmosfera". 

To moje pierwsze słowo z języka pierwszego rodzaju: pierwsze słowo intymne, które opisywało to, co czułem, ja: dla mnie.


Jako dziecko, bywałem w różnych miejscach, z czego najbardziej pamiętam Sopocki las i spacery z dziadkiem. Wówczas czułem w sobie coś niezwykłego, co nazwałem - tak po dziecinnemu - klimatem. 

Potem wracałem do domu i odświeżałem to odczucie w zaciszu mojego pokoju. Pewnego dnia odkryłem, że ów "klimat" odżywa we mnie, kiedy przywołuję go pamięcią. Nieuchwytne i subtelne wrażenie. Podobnie w snach: bardzo rzadko je pamiętam, lecz pamiętam atmosferę przenikającą sen, z którego się wybudziłem. 
Wrażenia wykrzesane z niemożliwych sytuacji, w których uczestniczyłem jako śniące dziecko. Budziłem się ze zdziwieniem, a w życiu nie istniał słuchacz: człowiek, któremu mógłbym o tym opowiedzieć. 
Bardzo tęskniłem. W miarę dojrzewania, zacząłem szukać drogi do klimatu, żłobiąc ją poprzez język. Moje działania ślepo zaczęły się orientować do tego celu.

Odkryłem, że nie da się tego wzbudzić swoją wolą. Bezradnie ścierałem drogocenne wspomnienia by doznać klimatu przez moment. Odkryłem, że on może przyjść tylko sam, tak jak motyl może sfrunąć na dłoń. Odkryłem, że klimat wyzwala się ze zdarzeń minionych: wspominając letni obóz lub wydarzenia z zeszłego roku, odkrywałem otaczający je niesamowity nimb, aurę. Właśnie klimat.   

Podczas spacerów w Sopockim lesie odnajduję miejsce, które w genealogii moich wspomnień zajmuje zaszczytną, pierwotną pozycję. 
Po prawej stronie w sopockim lesie znajdują się stare, spróchniałe deski. Zapytałem kiedyś dziadka o te deski i wyjaśnił mi, że chronią one ziemię przed obsunięciem. "To takie tamy" - powiedział dziadek. Układały się w stopnie, jakby tarasy. 

Odświeżałem w sobie to wspomnienie chyba tysiące razy. Udawało mi się wejść do środka i przez mikroskopijny, pozaczasowy moment byłem tam: byłem paruletnim dzieckiem obok dziadka, który prowadził jamnika na smyczy.  
Udawało mi się chwilowo zapomnieć o swojej obecnej tożsamości, o całym moim życiu i żrących je zmartwieniach i problemach. 
Starłem do wspomnienie na proszek i został z niego okruszek, ziarenko, atom...
...ale kiedy uda mi się do niego podłączyć, albo samo do mnie przychodzi, wszystko ożywa na powrót.  


Mój ruch w stronę tego, co nazwałem klimatem był zupełnie ślepy i instynktowny. Poznałem coś i zacząłem tego szukać w głębi swojego doświadczenia.   

To był mój pierwszy krok, a potem szedłem dalej. I zacząłem rozumieć, i chyba zrozumiałem. 

Pozwól, że wyszeptam to do Twojego ucha:
Żyjemy w Świętej Rzeczywistości. 

Czy odrobina wspomnienia, najmniejszy atom klimatu może nagle wybuchnąć jako cała Rzeczywistość?

Możemy odkryć ją na moment, tak jak widzi się twarz człowieka w oknie samochodu, który spływa deszczem. Jest jak rozpoznanie ojca w ulicznym tłumie ludzi po drugiej stronie planety, w obcym mieście, po jego śmierci. 
Synku, jak wyrosłeś - mówi do mnie. 
Mówi, bo Rzeczywistość z nami rozmawia.

Mówi deszcz, mówią mijający ludzie i mówią wydarzenia. Bóg nie rozmawia z człowiekiem zrzucając mu na głowę kamienne tablice: mówi przez zdarzenia i sytuacje, ich ciąg, ich rozwój, ich objawianie. 

Jaka jest wiadomość? 
Wiadomość to poruszenie. Czuję, jak wpływa na mnie dwudniowy deszcz zalewający Sopot. Jestem poruszany. 
Odkrywam, że deszcz jest żywy i się do mnie zwraca. To ruch ku mnie, który jest osobisty. Rozpoznaję go w sobie, bo go przyjmuję. Daję się poruszać Rzeczywistości dookoła mnie. Poruszam się w zgodzie z potężnym Nurtem. Potężnym, wielowymiarowym i złożonym. 
Wiosłuję po nim moimi działaniami, rozbudzającymi - w niepojęty sposób - kręgi wodne w tym Nurcie. Moje działania nie są moim domem; pozostaję otwartym i wystawionym na Rzeczywistość.  

Ujrzenie Rzeczywistości jako całości uświęca ją. Starannie uwalniam uwięzione kawałki, rozluźniam ich granice. Ludzie przestają być ludźmi i stają się sytuacjami. Paru ludzi tworzy wielość wkomponowaną w pogodę, miejsce w którym jestem, moje zmęczenie i ból moich pleców. Wszystko miesza mi się nieprawdopodobnie, aż do zatracenia obrysów. Rzeczywistość rozlewa się i nie ustaje: trwa trwa i trwa. Ludzie zwracają się do mnie i wchodzą głęboko: nie blokuję ich swoją skorupą, ale przyjmuję w moją głębię. 
Każdy kontakt może być rodzajem wystawienia. Obserwuję, jak rozmowy tekstowe ożywiają mój umysł: jak bardzo funkcjonuję w chmurze komunikacji.  
(Odpowiednie moduły z mozołem wykonują moją pracę: sprawdzania claimów 😄.) 

Święta Rzeczywistość to Ty.    

Rzeczywistość jako całość nie jest bezładną strugą. Rzeczy są zanurzone w niej: unoszą się jej nurtem, wzbijają na fale, zapadają w głąb. Wszystkie one jednocześnie są nią. Jako Ona, jest Ty. Jesteś. 

Jesteśmy. Jesteśmy Razem! Spędzamy nieustannie czas, współporuszając się. Odnajdujemy swoje ścieżki i spacerujemy nimi. Spotykamy się - zawsze Ja i Ty - w różnych miejscach, jednak zawsze razem. 
Ta spójność, zbliżenie wszystkiego jest tak kojąca i wzbudza zachwyt. 

JAK zmienia się w JEST: Rzeczywistość JEST tylkojedną żywą istotą, w którą się wpatruję, którą czuję, od której uciekam i to wszystko dzieje się w nieprawdopodobnie ciągłej komunikacji.
Tysiąc oczu patrzy we mnie, tysiąc rąk mnie dotyka, tysiąc ramion niesie mnie przez świat, tysiąc uszu słyszy moje myśli. 


JESTEM TYLKO JA I TY, nasze MY, nasze RAZEM, już zawsze.