niedziela, 16 lipca 2017

O cudzie współbycia :)




Dedykuję TOBIE 💓

Dlaczego niektórzy ludzie odnajdują tak głębokie porozumienie, które dla innych może być tylko piękną fikcją? Mój tekst jest poświęcony relacji miłosnej, ale może być przydatny także w każdej innej. Obecność Miłości jest jednak kluczowa do zaistnienia skarbów, które staram się poniżej opisać.


Bycie z ukochanym człowiekiem jest rodzajem cudu. Oddanie go w słowach jest wyzwaniem, które mobilizuje nie tylko wszystkie siły ekspresji, ale także świadomość ich zasięgu i zastosowania. 

Różne rodzaje pisarstwa usiłowały już oddać cud współbycia, komponując wiersze i pieśni, tworząc koncepcje takie jak rezonans limbiczny, czy idącą w miliardy historię wspólnych wcieleń.   

Wszystkie są jednak środkami ekspresji. Złożone naukowe wywody budują pewność. Ułożone, rytmiczne dzieła oddają złożone piękno współbycia poprzez moc tekstu i ludzkiego głosu.  
Wiara we wspólne wcielenia dodaje głębi podkreślonej ilością: spędziliśmy razem tysiące żyć, będąc dla siebie rodzicami i dziećmi, kochankami i wrogami. 
Nasze obecne współbycie jest kulminacją tego wszystkiego. To dlatego nasze słowa i uczucia rozpoznają swoją bliskość. Bliskość przykrytą zapomnieniem, które nie ujmuje jej intensywności.  

Powyższe środki proponują odpowiedzi i wyjaśnienia, lecz w tym tekście szukam czegoś innego. Chcę ułożyć słowa tak, aby rozjaśnić cud współbycia. 
Słowa mają nie służyć roztaczaniu pięknej fikcji, którą ktoś mógłby wkładać w swoje życie. Chodzi o proste rozumienie. 

***

Martin Buber, austriacki filozof i religioznawca odnalazł na to dobry sposób. Esencją pisania Bubera jest relacja Ja i Ty. Tekst, rozwijany na tej parze słów staje się dialogiem, odbywa się w relacji.  

Ja i Ty jest współbyciem. 
Nie jest to jednak zlepienie dwóch odrębności w karykaturalną syjamską kukłę. Nie jest także ustaloną umową pomiędzy osobnymi Ja i Ty, który poprzez wymianę (i handel) zaspokajają swoje potrzeby (tzw. egoism a deux). Te rozwiązania są porażką dla współbycia; porażką, którą tak często obserwujemy w naszych związkach... 
Współczesne zmiany obyczajowe wytworzyły także inne postacie związków, którymi ludzie regulują swoją bliskość. Związki otwarte, poliamoryczne, szwedzkie Särbo, postawy minimalizujące odpowiedzialność to tylko niektóre z nich.

Takie projekty związkowe to formy, które służą regulacji bliskości oraz przedłużeniu lub naprawie tego, co zepsute lub utracone. Są także pewnym unieruchomieniem, w które popadamy mimowolnie lub które ustalamy.   


***

Współbycie kieruje uwagę w inną stronę, potrzebujemy też innych słów, aby wyrazić pole, w którym może zaistnieć.

Mówię o żywej relacji: wymianie komunikatów, odnoszenia się do siebie nawzajem (relating with each other).  

Odnoszenie się jest ruchem w stronę kochanej osoby.

Ty pytasz - Ja odpowiadam. Ty wypowiadasz - Ja odpowiadam. Ty robisz - ja się odnoszę. To jak kolejne kroki stawiane przez parę nóg, czy skrzydła uderzające harmonijnie w powietrze.

Mnóstwo działań i myśli pośrednio nawiązuje do ukochanej, a przez to się odnosi - sięga - dociera. 
Nie chodzi tu wyłącznie o komunikację niewerbalną; na kolejnych stadiach relacji pewne myśli rodzą się już w odniesieniu do ukochanej osoby. Jeżeli nie odniesie się ona bezpośrednio, ponieważ myśl nigdy nie zostanie wypowiedziana, odniesie się do mnie jako układu, który uległ zmianie przez myśl, która narodziła się specjalnie dla niej. Do tego jeszcze wrócę. 


Każde odniesienie się jest zaproszeniem: robię coś i czekam, co sama zrobisz. To ekscytujące; Twoja odpowiedź wypływa całkowicie z Ciebie - ze sfery Innej ode mnie, a więc nieznanej. Wypowiadam coś i obserwuję, jak wyłania się...najpierw ukazuje w oczach...i już jest.
 Niezależnie od głębin porozumienia, jakie mogą osiągnąć ludzie, każda odpowiedź nadchodzi z Nieznanego i dlatego jest nowa! 

Nigdy nie przewiduję, co powiesz -oczekiwanie na odpowiedź narasta we mnie jeszcze zanim skończę. Rzucam słowa w powietrze i pozostaję otwarty. Odpowiedź trafia mnie prosto w serce, rozlega się we mnie, na tafli umysłu namnażają się kręgi wodne, jakby zaczęło padać. Czasami moje odniesienie się jest staranne, bo ważę słowa, czasami zupełnie spontaniczne. 
Rozmowa nie kończy się, gdy przestajemy rozmawiać; mój umysł dalej wyradza z siebie rzeczy, pozostaję dotknięty długo jeszcze zanim się rozstaniemy, rodzę i rodzę.


(Ludzie usiłują okiełznać  Nieznane i jego niespodzianki podstawiając pod partnerów ich wyobrażenia - biorą z pamięci pulę ich reakcji, obiektywizują je jako nawyki i wyczekują na powtórzenia. Ta mimowolna strategia wynika ze strachu, którą mamy przed tym, co do nas przychodzi. Wolimy odnosić się do znanego, czyli defacto do siebie samych! Czym jest bowiem dla mnie moja własna pamięć, jeżeli nie czymś moim, opisanym jako "Ty"? To jest fałszywe Ty. I niby w ten sposób mam Cię "znać"?)  

Strumień współ-odnoszenia się (co-relating-with) nie jest jednak wymianą (sharing), ani handlem. Nie zachodzi tu wymiana konkretów: rzeczy, komunikatów, czegoś. Wypowiadalne konkrety są jedynie pretekstami albo interface'm całego procesu, w którym poruszamy siebie nawzajem. 

Określone "rzeczy" są widzialnym szczytem góry lodowej, a samo współodnoszenie przenika całą górę...i rozwibrowuje ocean, w którym jest zanurzona.  
Oczywiście, nie obejmujemy tego w całości. Odczuwamy jednak przyjemne drżenie, które jest echem wstrząsów następujących gdzieś w głębi nas. Poruszamy siebie nawzajem, nawet bardziej niż do szpiku kości.   

Nie możemy poprzestać na komunikatach bezpośrednich! Jak pisałem, sam impuls psychiczny, który zrodził się dzięki Tobie dotrze do Ciebie w taki czy inny sposób: poprzez moją zmianę, poprzez ładunek moich słów. 

Współodnoszenie się przekracza kontakt fizyczny, czy zapośredniczony przez technologię. Kiedy zostanie nawiązany na głębokim poziomie, po prostu trwa i uwalnia się /unfolding/. Samo zaistnienie współbycia jest tajemnicą, którą Reggie Ray określił jako "pre-existing union"

(Nie zamierzam tu odwoływać się do eksperymentów fizyki kwantowej, gdzie dwie, o lata świetlne oddalone od siebie cząstki reagują tak samo.)

Dlatego, odnalezienie z kimś takiej relacji następuje samoistnie. Dalej jednak wymaga biegłości, która niektórych ludzi cechuje naturalnie, u innych zaś zostaje rozpoznana i wytrenowana. 
Musimy przejść przez kolejne zasieki upraszczającej, konwencjonalnej komunikacji, które zarastają nam drogę do samych siebie. Czasami te przeszkody po prostu znikają: połączenie jest zbyt wielkie. Gdy zaś pojawiają się na horyzoncie, mogą być zutylizowane, nie stanowią problemu (połączenie jest zbyt wielkie). Czasami są po prostu uroczym wstępem do dalszych kroków w głąb. Chwilowe sprężenie czy opór podkreśla następujące otwarcie.  

Królestwo Ty  

Jak wielokrotnie pisałem, podstawowym czynnikiem sabotującym nasze relacje jest superpozycja wyobrażonego na realne. Zastępujemy żywe doświadczanie Innego przez kukłę w umyśle, zlepioną ze wspomnień i wniosków na jej temat. 
Rozumiemy poznawanie kogoś jako zbieranie informacji, które następnie mylimy z osobą tuż przed naszymi oczami.  
Ta strategia odcina nas od ludzi tu-i-teraz, uniemożliwia nam bycie z nimi, serwując jedynie nagrody pocieszenia: przebłyski prawdziwego Innego, tu to tam, gdy nie pilnujemy za bardzo. Nasze rozmowy klinują się w zużytych tematach i rytuałach, które kiedyś wzbudziły w nas sympatię do siebie. Słowa przeciekają opornie, twarze tężeją. 
Czy naprawdę możemy być ze sobą tylko w taki sposób? To tak bezmiernie nudne! 





Buber wskazuje, że wszystkie działania zmierzające do "czegoś" należą do Królestwa Ono (It); krainy przedmiotów. Kiedy więc urzeczawiamy Innego (j/w), automatycznie lokujemy go w tej sferze, przez co tracimy wgląd w to, co Buber nazwał Królestwem Ty.   

Kiedy odróżnimy te dwie sfery, rozumiemy lepiej dlaczego żywa relacja, współodnoszenie nie sprowadza się do "wymiany rzeczy" (te są tylko pretekstami). 

Królestwo Ty jest Nieznane; nie można go przemierzać przy pomocy zaznajomionych rzeczy, a raczej przez dozwolenie na przepływ i jego mądrą pielęgnację. Miłość nadaje temu zbawienną moc, zapewniając bezpieczeństwo i scalając zbłąkane cząstki...

Dzięki miłości, przepływ współodnoszenia jest uzdrawiający i sprawia przyjemność. Gdzie sięga, tam przynosi dobro bez żadnych wycelowanych interwencji. Nie chodzi o przepracowywanie rzeczy uznanych za chore, stłumione czy wymagające naprawy. Dyskurs kultury terapeutycznej czyni mnóstwo tu zamieszania... 

Królestwo Ty jest rzeczywistością Innego, do której Ja udzielono dostępu. Jak się domyślacie, jest to doskonale przemienne: Ja jest Ty dla Innego, a jednocześnie Ja przygląda się w oczach Ty.  

Relacja Ja i Ty nie ma nic wspólnego ze zderzaniem dwóch osobnych rzeczy! Królestwo Ty nie jest odgraniczoną sferą! Cała relacja ma zwierciadlany charakter, lustro jest doskonałą metaforą wyjaśnienia współbycia i współodnoszenia się. 

Nie trzeba chyba mówić, że dwa lustra ustawione naprzeciw siebie tworzą (w sobie nawzajem!) nieskończoność? Ludzka nieskończoność - odbijanie mnie w Tobie i Ciebie we mnie - to nie pasywna nieskończoność obramowanych luster, ale Spotkanie dwóch żywych ludzi, która oświetla wszystko, co pojawia się w nim.

W tym spotkaniu, w relacji tworzy się pole, które jest po prostu Nami. Ja i Ty to My. Jest zrodzone i pielęgnowane komunikacją, ale przekracza ją. Nie jest miejscem, ani żadnym "polem". Jest współobecnością, nałożeniem się na siebie Królestw z nieuchwytnymi granicami. Albo, wraz z uwalnianiem się relacji (współodnoszenia), "pole" wykształca i umacnia się. Rozszerza się. 😄


Relacja przeto, używając Ja i Ty jako skrzydeł, trwa i rozwija się dla samej siebie.
Jeżeli mogę tylko być w samym połączeniu, pozostawać w relacji, żywić się nią, spoczywać w niej, nie robiąc kroku poza. Wszelkie tematy i oczekiwania są drugorzędne; relacja, brzemienna w pole trwa dla samej siebie.  
Dostraja się (odnawia) naturalnie do siebie używając wszystkich sytuacji i słów, które nadchodzą, używając jako paliwa rozbudzającego ogień. 

...






































piątek, 23 czerwca 2017

Byłem tam



powyższy obrazek to okładka książki Ijlasa Churiego "Jalo" , wyd. Karakter (https://www.karakter.pl/ksiazki/jalo)


Istnieje piekło dla odtrąconych ludzi.
Potrafię je sobie wyobrazić, biorąc w dłonie wszystkie listy, myśli i słowa, które nigdy nie dotrą do Ciebie. Moje uczucia, wypowiedziane w słowach i ułożone w listach są jak małe rączki, które wyciągają się i chwytają powietrze.
Do Ciebie, do Ciebie i do Ciebie, ale zawsze do CIEBIE.

Dziesiątki odrzuceń zbudowały pokój głęboko w moim sercu. Jest tam stół, krzesło, długopis i nieskończoność kartek papieru. Widzę siebie z oddali, pokój ma wielkość główki od szpilki. Jestem tam, ale też w paru innych miejscach jednocześnie, wszystkich na skraju przepaści. Uwięziony i zgubiony.

Siedzę zgarbiony, bo nie dbam już o prostą sylwetkę. Pochylony nad kartką, skrupulatnie dokumentuję moje cierpienie. Oszalały rozum śledzi transformacje cierpienia w słowa, usiłuje odnaleźć moment przejścia, rejestruje opóźnienie, zadowala się chybotliwym rytmem.

Jestem niesamowicie przytomny, jakbym stał na tej główce od szpilki. Miejsca wystarczy tylko na jedną stopę; druga na niej spoczywa - taka jest moja przytomność. Ostrze szpilki niknie w przepaści. Nie mogę spaść.

Zapisane gęstym, skurczonym pismem kartki nie mieszczą się na stole, leją się na podłogę i wkrótce przykrywają moje stopy. Tonę w swoich myślach wyrażonych na papierze.
Słowa skapują z koniuszka długopisu jak krople wody, krople wody na mój wysuszony język, krople wody w moje rozdarte serce.

Nie potrafię wyrazić, jak bardzo te wszystkie słowa są dla Ciebie.
Nagle pisanie ustaje, a myśli spiętrzają się we mnie jakbym próbował zawrócić tsunami. Słowa więzną mi w krtani, zakleszczają się w palcach ściskających długopis.
Chciałbym nie móc więcej, dlaczego trwam jeszcze?

Chcę być precyzyjny, żeby inni mogli zrozumieć.
To miejsce jest realne. Trwa w nim jedna chwila, która nie chce ruszyć z miejsca. Ona jest "zawsze" w najprostszy sposób.

Chwila się zatrzymała i zawinęła do siebie, dlatego odtwarza się w nieskończoność. 
To właśnie jest piekło. 

poniedziałek, 19 czerwca 2017

DOBRA KREW. Ucieleśniona kobiecość i mądrość cyklu.



Zdjęcie pochodzi ze strony https://www.rupikaur.com. Artystka opublikowała swoje zdjęcia podczas okresu na Instagramie. Zostały one usunięcie przez obsługę portalu. Kaur nagłośniła tę reakcję, doprowadzając do globalnej dyskusji na temat widoczności miesiączki w sferze publicznej. Przepiękne wiersze Rupi Kaur zostały przetłumaczone na język polski. Tomik nosi nazwę "Mleko i Miód".


Poniższy tekst jest wprowadzeniem do warsztatów Natalii Miłuńskiej "Czerwony Namiot". Wszystkie informacje na temat prowadzącej oraz Czerwonego Namiotu znajdziecie na końcu artykułu.

Krew jest płynem ustrojowym odpowiedzialnym za szereg procesów ożywiających ludzki organizm. Czasami czujemy tętno pulsujące w podbrzuszu lub zauważamy żyły pęczniejące na ramionach. Jednakże cała rozłożysta architektura naszego układu krwionośnego pozostaje niewidoczna dla świadomości i ukryta głęboko w ciele. Samej krwi jako takiej też wolimy nie oglądać, wyłączając wirtualną posokę rozlewaną w filmach i grach video.

Krew jest niedopuszczalna w świetle sferze publicznej i raczej niezręczna w życiu prywatnym. Dostrzeżona na chodniku jest pamiątką po bójce lub wypadku, wypływająca z ciała zostaje zalepiona plastrem lub zatkana gazą.  

Istnieje jednak upływ krwi, którego nie da się usunąć. Chociaż ludzkość - na tysiące sposobów udokumentowanych przez antropologów - usiłowała ją zamaskować na symboliczne i mechaniczne sposoby. Mowa o miesiączce.  

Krew menstruacyjna to dobra krew - nie wynika z choroby lub rany, lecz z naturalnej regulacji organizmu kobiety. Akceptacja i celebracja miesiączki jest zaproszeniem dla każdej kobiety, a także otaczających ją mężczyzn. Objęcie osobistym doświadczeniem całego cyklu miesięcznego może przetransformować całe życie kobiety. Właśnie temu poświęcony jest niniejszy tekst.

Jak natomiast współczesne społeczeństwo traktuje zjawisko menstruacji?

Ostatnie lata przyniosły szereg precedensów, dzięki którym miesiączka stopniowo uobecnia się w dyskursie publicznym. Oświadczenia sportsmenek, wprowadzenie dni wolnych podczas menstruacji czy walka o obniżenie zawyżonego VATu na podpaski to tylko niektóre przykłady. Zmuszają one media do wykształcenia języka wolnego od tabu, który może zdjąć z okresu klątwę liczącą setki lat.

KRWAWI I ŻYJE 

Zjawisko krwawiącej kobiety do dziś jest dylematem dla ludzkiej rasy potasowanej na kultury, plemiona i społeczeństwa. Dylemat ten próbowano uchylić lub zażegnać na przeróżne sposoby.

Gdyby cała ludzkość była jednym plemieniem, różnorodność sposobów podejścia do miesiączki przypominałaby wielką szamotaninę.

W wielu grupach ludzkich menstruacja była postrzegana jako coś niebezpiecznego. W rezultacie powstało tak wiele poglądów i tabu, które odgradzały kobiety od społeczności i były dla nich środkiem opresji. Istnieją także przypadki duchowości menstruacji, które utwierdzały kobiety w ich autonomii i wpływie na świat. Wytwarzały one piękne formy przynależności, nieraz także wpisywały miesiączkę w sferę okultyzmu, przypisując kobietom ogromną moc. W niektórych społeczeństwach nawet celebrowano pierwsze miesiączki!

Na przekór wielości obyczajów, większość z nich wciąż powtarza to samo podejście. Kobiety były przestawiane z miejsca na miejsce na szachownicy struktury społecznej, obciążano je zasadami i odgradzano granicami. Wszystko to nazwałbym “zewnętrznymi interwencjami”, co nabierze znaczenia w ostatniej części tego tekstu.


PRACA Z CYKLEM

Punktem wyjścia do pracy z ciałem jest interocepcja. Jest to jeden z "zaginionych zmysłów" (oprócz prioprocepcji czy szerzej znanej kinestezy), który umożliwia nam doświadczanie swojego ciała od wewnątrz.
Zmysł ten może być kultywowany i pogłębiany, co prowadzi do zwiększenia wrażliwości na mikrokosmos procesów zachodzących w ludzkim organizmie. Otwiera to przed człowiekiem możliwości, które można streścić w dwóch aspektach: komunikacji z ciałem oraz mądrość wyłaniającą się z cyklów, którym ono podlega.

Kluczowe jest tu także pośrednictwo umysłu, a raczej jego modułu odpowiedzialnego za reprezentacje i wytwarzanie pojęć. Odczuwanie swojego ciała jest fundamentalnie innym sposobem poznania od ujmowania go przy pomocy koncepcji. Te dwa sposoby - w dużym skrócie - współuczestniczą w naszym poznawaniu siebie.  Patologiczny przerost modułu reprezentacyjnego jest źródłem cierpienia i pomieszania trapiącego ludzką cywilizację.
Jego rezultatem jest odcieleśnienie; zerwanie kontaktu z ciałem, zagubionego w nawarstwionych osądach i labiryntach poglądów. Społeczne rozumienie ciała jest skutkiem ubocznym odcieleśnienia. Mam na myśli wszystkie obrazy wytworzone przez różne sektory społeczeństwa: wyidealizowane ciało kultury wellness, wystrojone i wygładzone kosmetykami, ale także sprowadzone do “krwi i kości” przez materialistyczną naukę.  Zjawisko miesiączki będzie znakomitym przykładem do rozjaśnienia tych rewelacji.


ROZMOWY Z CIAŁEM

Relacja jaźni z ciałem jest tajemnicą, którą Kartezjusz próbował wyjaśnić przez dualizm umysłu i ciała. Umysł, wraz z “zamieszkującą” go jaźnią został wywyższony ponad ciało. W rezultacie, stało się ono przedmiotem kontroli i zarządzania. Ta katastrofalna perspektywa zniekształciła naszą komunikację z ciałem. Następuje ona głównie przez kognitywne rozkazy ordynowane “z góry”. No i umysł  zupełnie nie słucha drugiej strony.

Trzewne /visceral/  sygnały płynące z ciała są ignorowane lub przechwytywane przez moduł reprezentacyjny. Nie docierają do świadomości w swojej oryginalnej postaci. Nie znaczy to jednak, że nie można rozmawiać z ciałem w sposób nasycony czułością i szacunkiem. Poniżej znajduje się piękny przykład zaczerpnięty z pamiętnika mojej przyjaciółki:

"W przyszłym tygodniu będziemy cały czas w podróży i nie będzie komfortowych i bezpiecznych dla Ciebie warunków, żebyśmy mogły krwawić, więc może byłoby lepiej zrobić to tutaj"

To, jak zwracamy się do kogokolwiek wynika z naszej postawy. Ciało nie musi być postrzegane jako własność, worek z mięsa i kości, czy też “garaż” dla duszy. Te koncepcje, które nań nakładamy są zwykłym aktem represji. Zresztą, tego samego dopuszczamy się nieustannie wobec  otaczających nas ludzi.

Konwencjonalnie rozumiemy komunikację jako wymianę informacji. W rzeczywistości jednak wszystko jest komunikacją; każdy moment odniesienia się ma swoją intencją i barwę emocjonalną. Spojrzenie czy myśl może być nasycona czułością lub surowością. De facto, pomiędzy nami a ciałem nie ma granicy ani próżni, dlatego każdy skierowany doń sygnał JUŻ dotarł do adresata!   
Kobiece postawy wobec miesiączki są także komunikatem. Niestety, zbyt często brzmi on “nie chce cię”, “psujesz mi życie, “przez ciebie nie mogę nic robić”, “idź sobie już”. W ten sposób miesiączka zostaje obciążona niechęcią i poddana stłumieniu, co zwielokrotnia ból towarzyszący skurczom macicy.

MĄDROŚĆ CYKLU

Ludzkie ciało zanurzone jest w cyklach; zarówno kobiece, jak i męskie. Kobiecy cykl jest tajemniczo powiązany z cyklami księżyca, co skrywa się w samej etymologii słowa miesiączka (menses). Zagadka polega tu na niemożności wyjaśnienia tej relacji metodami naukowymi. Nie jest to zresztą w ogóle potrzebne.  

Ciało w cyklu jest dynamiczne; rytmicznie przechodzi przez fazy posiadające swoją specyfikę. Metafora Księżyca jest tu szczególnie przydatna. W trakcie owulacji kobieta doświadcza kulminacji swojej witalności co odzwierciedla Pełnia. Z kolei miesiączkę można przyrównać do nowiu; momentu odpływu i wycofania.  W tym czasie zmęczenie całego miesiąca kumuluje się. Wynika to z faktu, iż regeneracja kobiecego ciała przebiega po cyklu miesięcznym. Rzeczone wycofanie - jak stwierdza Natalia Miłuńska - bierze się z podwyższonej wrażliwości na bodźce. Większa wrażliwość prowadzi do szybszego zmęczenia, "przegrzania się" aparatu poznawczego, który nie może przyjąć tylu słów, dźwięków, widoków i zapachów co na innych stadiach cyklu. Z drugiej strony, ta sama wrażliwość jest drzwiami do głębszego doświadczania swoich uczuć i sensacji cielesnych. Dlatego okres naturalnie zwraca kobietę ku swojemu wnętrzu.

Czternastego dnia cyklu następuje wybuch energii towarzyszący wystrzeleniu dojrzałego jaja z jajnika. Wielu kobietom śnią się wówczas eksplozje lub wybuchy, odnajdują one też w sobie więcej kreatywności czy gotowości do działania. Z kolei w czasie, kiedy krew przestaje dopływać do endometrium, która stopniowo obumiera potencjał energetyczny jest zupełnie inny. Fizjologiczna "mała śmierć" wyściółki również może być spożytkowana na adekwatne czynności, diametralnie inne od tych stosownych dla fazy owulacji.   

Mądrość cyklu oznacza harmonizowanie codziennych aktywności z fazą, w której akurat znajduje się ciało. Współpraca ta obejmuje poziomy fizyczny, psychologiczny i duchowy. Odzwierciedla się także w relacjach międzyludzkich, życiu zawodowym i seksualności. Totalność, która wyłania się z tego rozumienia przedkłada się na sztukę dbania o siebie

Nie sposób jednak sprowadzić mądrości cyklu do prostych zależności. Każda kobieta musi rozpoznać swój własny rytm i czule przebyć jego ścieżki. Mapa nigdy nie jest terytorium! Wszelkie wskazówki na temat ciała są jedynie zaproszeniami do jego samodzielnych eksploracji. Realna praca z cyklem może być zapośredniczona przez osobiste rytuały albo bardziej subtelne działania, głęboko wsłuchane w sensacje ciała. Ważne jest także wprowadzenie dokonane przez kompetentną przewodniczkę, następujące w kobiecej wspólnocie. Współprzeżywanie miesiączki to także niesamowity wymiar kobiecej wspólnotowości, który zakorzeniony jest w samej biologii, ludzkim poletku Natury.


Jak stwierdził Brian Eno, repetycja jest formą przemiany. Każdy pełny obieg przebyty w bliskości z ciałem może być źródłem nowych odkryć. Ta spiralna podróż będzie trwać do samego wielkiego finału. Myślę sobie, że takie zestrojenie mikrokosmosu i makrokosmosu w żywym ciele kobiety jest najpiękniejszym zjawiskiem, jakie możemy podziwiać na łonie Natury.


Kliknij w obrazki aby przejść do wydarzenia na facebooku oraz strony Natalii.
Warsztaty "Czerwony Namiot" w Siatce. 

 



Natalia Miłuńska Twórczyni strony www.miesiaczka.com i firmy Naya produkującej naturalne podpaski. Z wykształcenia antropolożka kultury, właścicielka prawdopodobnie największego w Polsce zbioru książek na temat miesiączki - od antropologicznych, przez poradniki po opracowania dotyczące zdrowia. Staram się zmieniać podejście kobiet do ciała i miesiączki. Jako członkini Stowarzyszenia Kobiet Dakini (www.dakini.org.pl) prowadzę warsztaty dla kobiet Powrót do kobiecej mocy oraz autorskie warsztaty Czerwony Namiot - spotkania z ciałem i jego mądrością, doświadczeniem miesiączki i rytmem księżycowym. Uwielbiam taniec.